Luźnym okiem: Koszmar maty powrócił! And the winner is… Maaaarcin

Gdyby mata była Kobietą, to śmiało mogłaby oskarżyć go o molestowanie seksualne! Nikt nigdy publicznie nie klepał jej tak często, mocno i nachalnie. A on przecież kochał ją tak bardzo, przytulał wielokrotnie podczas każdej walki i kładł na niej nawet nie atakowany przez przeciwnika. Nie była to jednak miłość odwzajemniona i musiał odejść.

Teraz powrócił, rany na złamanym sercu niedoszłego kochanka zabliźniły się, wrócił silniejszy i nieczuły na jej wdzięki. Przyszedł, w trzydzieści sześć sekund zrobił co do niego należało i odszedł nie oglądając się za siebie.

Dzisiaj w „Luźnym oku” świętujemy powrót romantyka sztuk walki, „new european champion of WKU federation”, „El Testosterona”, Marcina Najmana. Kto w niedzielny wieczór miał humor zepsuty myślą o powrocie do pracy, ten powinien włączyć transmisję z gali Boxing Night w Częstochowie, podczas której nasz kraj zyskał mistrza Europy  w formule K-1!

My tu się jaramy, że już za dwa tygodnie Główka powalczy w obronie mistrzowskiego pasa z Usykiem, a pod nosem, w świętym miejscu wszystkich Polaków, narodził nam się nowy czempion! Może już nie najmłodszy, ale za to w życiowej formie.

Ach, co to był za pojedynek! Juras oglądając to krótkie, acz intensywne starcie, powiedziałby pewnie w swoim stylu – Holandia! Ręce nowego mistrza przypominały wiatraki. Nie starczyło nawet czasu, żebyśmy mieli okazję podziwiać „high kicki” Najmana, rywal padł pod gradem cepów.

wiatraki-holandia-laczy-nas-pasja

A przeciwnik był to nie byle jaki! Nie jakiś tam Pudzian, Saleta czy inny Burneika, ale sam Jahmai Satisch, którego swego czasu stylem źródłowym było Shaolin kung fu. Jaki jest teraz jego styl, nie wiemy.

Najman nie dał mu szansy na prezentację, ale patrząc na masę i ospałość „The Crazy Indian” to prawdopodobnie coś pomiędzy „jeszcze jedno piwo” a „frytki do tego burgera poproszę”.

Jeszcze w listopadzie nasz mistrz K-1 mówił, że walka z Holendrem hinduskiego pochodzenia będzie najważniejszą w jego życiu. Wysoko postawił sobie poprzeczkę, nie ma co gadać. Ale tytuł mistrza Europy jest. Piękna też była otoczka całej imprezy, począwszy od występu Edyty Górniak i licytacji jej sukienki aż do dedykacji Najmana po walce:

Zdobywając mistrzostwo Europy, udowodniłem wszystkim tym, którzy we mnie nie wierzyli, że zasłużyłem na ten tytuł. Bardzo chciałem dedykować ten pas jednemu człowiekowi, który zawsze we mnie wierzył. To jest Jerzy Kulej. To on wszystkiego mnie nauczył i pokazał mi jak atakować. Atakować do nieprzytomności. To był mój największy atut w tej walce.

Teraz już tylko walka z Karolem „Coco” Bedorfem o tytuł mistrza wagi ciężkiej KSW, a potem Miocic, Werdum albo Overeem w UFC.

Pożartowaliśmy z Najmana, a teraz na poważnie – gratulujemy. Może nie zwycięstwa i tytułu, ale tego, że w wieku trzydziestu siedmiu lat jeszcze mu się chce biegać po ringu i próbować przekonywać wszystkich, że jest wielkim „fajterem”!

 

 

Komentarze