Luźnym okiem: Ile pasji zostało w profesjonalnym sporcie?

Dzisiaj w Luźnym oku jak zawsze na luzie ale i trochę nostalgicznie. Nazwa naszego portalu mówi, że nas, miłośników sportu, łączy pasja. Bo kibic zawsze emocjonuje się grą ukochanej drużyny czy walką zawodnika. A ile tej pasji mają dzisiejsi sportowcy? Czy w profesjonalnym podejściu do sportu jest jeszcze na nią tyle miejsca co kiedyś? A może to już nie pasja tylko zawód? Praca, którą po prostu trzeba wykonać!

Tak jak wszystko dookoła, ewoluuje też sport i podejście do jego uprawiania. Zastanawiamy się, kiedy znika granica między zabawą a pracą, pasją a stanem konta… Jaka jest różnica między piłkarzami sprzed kilkunastu lat a obecnymi? Czy współcześni pięściarze mieliby jakiekolwiek szanse w walce z tymi z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych? Zerknęliśmy na kilka przykładów ze świata sportu i mamy swoje wnioski.

Zacznijmy od sportów indywidualnych, takich jak np. boks. Ostatnie lata to dominacja braci Kliczko. Nie patrząc na to, kto w obecnej chwili dzierży pasy, to właśnie Ukraińcy zdominowali wagę ciężką. Chłodni i wyrachowani, powoli niszczący w ringu swoich rywali. Podczas walki zdawali się nie mieć emocji. Pełen profesjonalizm i realizacja planu taktycznego.

Na drugim biegunie od razu pojawia się człowiek – bestia, Mike Tyson! Gdyby ktoś powiedział Tysonowi przed walką, że jeśli zakończy ją w pierwszej rundzie, to nie otrzyma wypłaty, to pewnie powiedziałby, że ma to w dupie. Kiedy wychodził na ring, to po to by „zabić”! On autentycznie nienawidził swoich przeciwników i szedł z nimi na wojnę. Pamiętacie kiedy przed walką z Witalijem Chisora opluł Władimira? Pomyślcie, co zrobiłby wtedy Tyson! Ktoś powie, że był świrem… Może i tak, ale jest ktoś kto go nie zna i nie ceni jako pięściarza?

mike-tyson-portret-laczy-nas-pasja

Podobnie sprawa ma się z Royem Keane’em. Wariat na boisku i poza nim. Piłka była dla niego wszystkim, a i on futbolowi dał sporo od siebie. Bezkompromisowy w każdej dziedzinie życia, miał tyle samo wrogów co i wielbicieli. Z tymi pierwszymi zazwyczaj dzielił szatnię, drudzy oglądali go z trybun. Pobił się z Vieirą czy Schmeichelem, zwyzywał Ferdinanda. Nie było dla niego świętości, potrafił obrażać nawet samego Aleksa Fergusona. Na widok przeciwnika piana ciekła mu „z pyska”, gdyby miał grać za darmo, pewnie robiłby to z taką samą zaciętością. Lepszym nawet niż Keane przykładem byłby George Best, ale to materiał na kilkutomową encyklopedię. Każdemu, kto nie zna jego życiorysu (jest ktoś taki?), polecamy poczytać – warto.

Na drugim biegunie mamy np. Lewandowskiego czy Krychowiaka. Najwyższy światowy poziom, profesjonaliści pełną gębą, ale czy to jeszcze pasja czy już praca? Szanujemy takie podejście do tego co się robi i popieramy go, ale czegoś czasem w ich zachowaniu nam brakuje. Takiej zwykłej radości z gry, czasem napadu złości. Kiedy patrzy się na piłkarza, który właśnie przegrał mecz kilkoma bramkami, a po końcowym gwizdku uśmiechnięty przybija piątki z przeciwnikiem, to aż krew kibica zalewa!

Na pytanie zawarte w tytule niech każdy z Was odpowie sobie sam. Zmiany były, są i będą nieuniknione. Kto nie traktuje poważnie tego co robi, nie jest w stanie wejść na najwyższy światowy poziom, a co za tym idzie nie zarobi tyle, ile mógłby. Czy to jednak o to tylko chodzi?

Komentarze