Luźnym okiem: I bezdomny ma co robić w Realu

Luźnego oka kolejny postulat, żeby piłkarze dzielili się swoimi pieniędzmi. Tydzień temu pisaliśmy o tym, że Samuel Eto, kapitan tureckiego Antalyasporu, obiecał jednemu z kibiców sto tysięcy euro, jeśli jego drużyna nie zakończy sezonu w czołowej dziesiątce.

Przy okazji tego tematu wspominaliśmy o tym, że piłkarze zarabiają niebotyczne, nieosiągalne dla szarego człowieka pieniądze i nic się nie stanie, jeśli podzielą się nimi z biedniejszymi. Oczywiście wielu z nich wspiera wiele akcji charytatywnych, ale co gdyby spożytkować je na bardziej użyteczny dla klubu sposób, przy okazji pomagając komuś?

Kluby decydują się na płacenie zawodnikom miesięcznie ogromnych gaży, liczonych czasami w setkach milionów euro. Gdyby tak uszczknąć po stówce od każdego z nich i zatrudnić kogoś, kto również mógłby przydać się w klubie?

Piękny gest pokazał ostatnio Real Sociedad. Przy stadionie tej drużyny od jakiegoś czasu pomieszkiwał bezdomny trzydziestopięciolatek o imieniu Reuben. Klubowe władze postanowiły pomóc młodemu człowiekowi na życiowym zakręcie i zatrudniły go na dwa miesiące na stanowisku greenkeepera. Oprócz pracy przy utrzymaniu murawy dostał on jeszcze „służbowe” lokum na terenie stadionu i dzięki temu bezdomnym już nie jest.

real-sociedad-laczy-nas-pasja

Gest naprawdę szlachetny, którego klubowa kasa na pewno nie odczuje, zespół zyskał nowego pracownika i z pewnością kibica, a być może właśnie uratował życie człowiekowi. Pensja, która zaproponowano Reubenowi też z pewnością nie jest wygórowana i stanowi ledwie widoczny ułamek tego, ile płaci się piłkarzom.

Może inne kluby powinny pomyśleć o podobnych akcjach. Nikt na nich by nie stracił. Pomimo tego, że futbol to teraz przemysł i bliżej mu do korporacyjnego myślenia, to nie ma żadnych przeciwwskazań by znalazły się w nim miejsca na zwykłe ludzkie odruchy. A nawet gdyby patrzeć na te działania czysto biznesowo, to takie kroki mogą być świetną akcją marketingową.

Nawet gdyby kluby miały zatrudniać rzesze Reubenów, to finansowo nie stracą, a wizerunkowo zyskają bardzo wiele. Pomijamy już fakt, że zmienią na lepsze czyjeś życie. Pomyślcie, czy taki np. Robert Lewandowski, który ma zarabiać piętnaście milionów euro miesięcznie odczułby na koncie brak tysiąca euro, który powędrowałby na wypłatę nowego pracownika Bayernu?

Oczywiście tymi pieniędzmi nikt nie może rozporządzać bez wiedzy piłkarzy, mniej lub bardziej na nie zasługują i sami wynegocjowali swoje zarobki. Nie chce nam się jednak wierzyć, że mieliby cokolwiek przeciwko takiemu pomysłowi!

Komentarze