„Ludzie kochają go… nienawidzić”. O co powalczy Marcin Najman na Fame MMA 5?

Phineas Barnum, Amerykanin żyjący w XIX wieku, nazywany był mistrzem manipulacji. To on wypowiedział słynne zdanie: „nieważne, co o mnie mówią - ważne, żeby poprawnie pisali nazwisko”. Barnum nie spodziewał się, że dwieście lat później tak wybitnym przedstawicielem jego tezy będzie Marcin Najman, na którego wylała się w życiu nie fala, a cała lawina hejtu i krytyki. Mimo tego „El Testosteron” wciąż walczy i wciąż jest na świeczniku.

Nawet jeśli już „coraz mniej w tym sportu”, jak sam napisał na Facebooku. Przemysław Saleta długo milczał na temat Najmana. Twierdził wcześniej, że nie będzie promował takich ludzi. Ostatnio zmienił zdanie. Powiedział, że tak dłużej się nie da. „El Testosteron” pojawia się w tytułach nagrań Salety ostatnio bardzo często i gwarantuje kilkanaście razy większą oglądalność. W jednym z nich dwukrotny rywal Najmana powiedział o nim bardzo ciekawe zdanie: „Ludzie kochają go nienawidzić”.

Dobitniej opisał to w swoim blogu na Łączy Nas Pasja zawodnik i komentator sportów walki, Łukasz „Juras” Jurkowski. Jego konflikt z Najmanem nie jest krótki i nie jest tajemnicą. „(Najman) to w ogóle jest ciekawa społecznie postać. Siedzi taki zmęczony życiem szary „Nowak” (dajmy już spokój Kowalskim). Brzydka żona w kuchni, rozwydrzone dzieciaki demolują mieszkanie, hajsu na wódkę też niewiele, więc popija najtańszy browarek. Ale kiedy widzi tego nieudacznika dostającego baty od byle kogo… napawa się optymizmem, myśląc głośno: „ten to ma dopiero w życiu przej***ne!”.

Odbierz 20 PLN na start na FAME MMA 5
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Można Najmana krytykować, a Marcin sam daje w swoich walkach ku temu kolejne powody. Można też do tematu podejść inaczej: jak bardzo silna jest psychika zawodnika, który nie poddaje się po kolejnych niepowodzeniach? Wiek i waga w górę, kolejne kontuzje, kolejne walki zakończone niepowodzeniem – a Marcin Najman wciąż podejmuje kolejne wyzwania. Niczym uosobienie wszystkich motywacyjnych haseł o tym, żeby wierzyć w siebie, dawać radę, ciągle walczyć, że porażka jest nawozem sukcesu i doskonałą okazją, by zacząć jeszcze raz.

To nie koniec walki Marcina Najmana

„El Testosteron” zawsze zaczyna jeszcze raz, choć domyślamy się, że – bardzo delikatnie mówiąc – nie ma łatwo. Jego rywalem nie jest tylko przeciwnik w ringu, ale każdy wpis w Internecie, każda nieprzychylna opinia w mediach, każde pogardliwe spojrzenie na ulicy. Sam wystawia się na strzał? Pewnie tak. Takie jest jednak ryzyko wstania z desek po kolejnym knockdownie w walce „Najman kontra cały świat”. Można te próby wyszydzać jak większość, można też podziwiać upór i konsekwencje.

Ktoś powie: „co ma do stracenia?”. Wbrew pozorom: bardzo dużo. Przegrać z debiutującym w MMA, ale jednocześnie najsilniejszym człowiekiem świata, Mariuszem Pudzianowskim, to nie był żaden wstyd. Wtedy jednak Najmana zalała fala krytycznych komentarzy. Stał się ikoną porażki. Symbolem klęski.

Każda kolejna walka Marcina Najmana to próba wyprostowania nazwiska. Właściwie taką wojnę toczył od samego początku, kiedy pierwszą zawodową walkę w boksie zawodowym przegrał w 2001 roku z Peterem Simko. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Słowak wówczas miał bilans 11 porażek w 11 walkach. Później wygrał z nim debiutujący na zawodowych ringach śp. Dawid „Cygan” Kostecki” oraz Ukrainiec, Artem Czernow.

Wtedy Najmanem zaopiekował się śp. Jerzy Kulej, legendarny polski pięściarz.

Pod jego okiem Najman wygrał 12 walk z rzędu, gdzie m.in. zrewanżował się Simkowi (mającym wówczas bilans 2-30-0). Zgoda, że jego rywale nie mieli imponujących bilansów. Tylko jeden, 55-letni wówczas Doug Philipps miał dodatni (6-4-0). Słowak Immich Borka, z którym wygrał dwukrotnie, karierę skończył mając dwa zwycięstwa i czterdzieści siedem porażek na koncie. Seria 12 zwycięstw z rzędu stała się jednak faktem, a jej efektem był pojedynek o mistrzostwo Polski z Andrzejem Wawrzykiem. O tej walce Marcina Najmana było dość głośno, między innymi przez występ Najmana w reality-show „Big Brother VIP”. Mówiło się o niej długo – odwrotnie proporcjonalnie do czasu jej trwania. Została bowiem zakończona nokautem już w drugiej rundzie. Wrócił na ring, pokonując Antona Lasceka (bilans 5-45-5), ale karierę bokserską zawiesił wówczas na rzecz MMA.

Znacznie lepiej niż w debiucie z Pudzianowskim poszło mu w drugiej walce, z byłym mistrzem Europy w boksie i byłym mistrzem świata kick-boxingu, Przemysławem Saletą.  – Marcin powiedział, że czuje się moralnie zwycięzcą, bo miał mistrza Europy na deskach – mówił po walce śp. Jerzy Kulej. Pomimo przewagi przez znaczną część pojedynku, Najman musiał jednak uznać wyższość rywala. Saleta poddał go przez rzadko spotykane, ale w tym pojedynku skuteczne duszenie łokciem. Obaj panowie nieco ponad rok później zawalczyli jeszcze raz, tym razem w formule K-1, ale walkę zakończyła kontuzja Najmana.

Problemy zdrowotne uniemożliwiły mu kontynuowanie walk z Richardem Biggisem, ale zanim doszło do ostatnich walk Marcina Najmana w boksie zawodowym, zawodnik pochodzący z Częstochowy przegrał z Robertem „Hardkorowym Koksem” Burnejką w formule MMA i zdobył Mistrzostwo Europy organizacji WKU w K1 po walce z Jahmaim Satischem, który miał za sobą nawet wygraną w KSW. Najman stoczył też trzy pojedynki z debiutantami (dwa w boksie i jeden w MMA), które wygrał. Aż przyszły kontuzje w walkach z Biggisem, które definitywnie zakończyły jego karierę sportową.

Teraz przyszedł czas już tylko na rozwiązywanie porachunków.

Nie udało się z Pawłem „Trybsonem” Trybałą, znanym z programu „Warsaw Shore” – walka trwała 42 sekundy i zakończyła się nokautem, ale Najman domaga się rewanżu. Po walce udzielił kultowego już wywiadu, w którym śmiał się, że Trybałę „trafił lewym sierpowym i ten już nie podchodził”. – Na wszystkich się rzucał, na mnie się nie rzucił, a jak podszedł to dostał gałę” – mówił, jednocześnie zajadając się mandarynką.

Tak jak przez całe życie – wciąż się nie poddaje. Jak sam przyznał na swoim Facebooku, interesują go jeszcze trzy walki: rewanż z „Trybsonem” w formule bokserskiej, a także odpowiedzenie na zaczepki Marcina Wrzoska z KSW oraz Bonusa BGC. Walka z tym ostatnim wygląda na najbardziej prawdopodobną. Nie bez znaczenia jest fakt, że na papierze wydaje się najłatwiejszą. Choć Bonusa lekceważyć mógł nie będzie: raz, że przeszłość musiała nauczyć Najmana pokory, a dwa, że „łazarski wojownik” przygotowuje się do starcia jak nigdy dotąd…

Bonus do 1500PLN na start
Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.