Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Los w końcu uśmiechnął się do LeBrona Jamesa

Widzicie ten uśmiech LeBrona? Chyba u żadnego zawodnika nie jest on tak niebezpieczny, jak u Króla Jamesa. Ten uśmiech oznacza, że drużyny ze Wschodu muszą ponownie bać się tego, co szykują Cleveland Cavaliers. Ci sami Cleveland, których jeszcze w zeszłym tygodniu, przed czwartkiem, część kibiców najlepszej koszykówki spisała na straty. I nie ma w tym nic dziwnego. Cavaliers mieli najgorszą obronę w lidze. Od Bożego Narodzenia przegrywali mecz za meczem, nie mogąc znaleźć rytmu w ataku i wyglądając w obronie jak dzieci we mgle.

Dodatkowo, atmosfera w szatni była tak gęsta, że można było ją ciąć siekierą. Cavaliers przeorganizowali skład w zeszłorocznym offseason oddając gwiazdę numer dwa – Kyriego Irvinga – za Isaiah Thomasa i Jae Crowdera. Zmiany nie tylko nie wpłynęły korzystnie na dyspozycję wicemistrzów NBA, ale i pojawiły się pozaboiskowe tarcia między zawodnikami. Nie na to, my kibice, liczyliśmy na początku obecnego sezonu. Wydawało się, że Isaiah Thomas dobrze wpasuje się w skład drużyny z Cleveland. Nie tylko ze względu na to, że Thomas i Love są dobrymi przyjaciółmi. Ex-rozgrywający Celtics zaliczył sezon życia pod skrzydłami Stevensa udowadniając wówczas, że wzrost w pojedynczych przypadkach nie ma aż takiego znaczenia w NBA. Thomas zdobywał punkty, ratował końcówki meczów, a jego – powiedzmy sobie szczerze – fatalną obronę przykrywał w pierwszej linii Avery Bradley albo Marcus Smart. Jak się później okazało to nie zasługa Thomasa, a Brada Stevensa, który doskonale wkomponował tego małego człowieczka do swojej rotacji. W Cavaliers figurant Lue nie był w stanie wykrzesać z niego tyle, ile udało się trenerowi Celtów, a Isaiah swoje niezadowolenie zaczął manifestować w mediach.

Narzekał przede wszystkim na brak treningów, a Cavs z meczu na mecz stawali się pośmiewiskiem ligi. Trade deadline było dla nich ostatnią deską ratunku. Tylko szaleniec mógłby wskazać Cavaliers z Thomasem i Crowderem na parkiecie jako przyszłych mistrzów NBA.

Altman, GM Cavaliers, zdecydował się na zrobienie kilku ruchów, które potencjalnie mają odwrócić smutny los tegorocznych Kawalerzystów. Pozbył się beznadziejnego w obronie i nie potrafiącego znaleźć wspólnego języka z Królem Thomasa, dołożył Channinga Frye’a i spakował im walizki do Los Angeles Lakers. W zamian dostał solidnych dwóch graczy – Jordana Clarksona i Larry’ego Nance’a Jr. Wymiana ta to win-win dla obu klubów. Lakers czyszczą sobie cap space, aby pozyskać dwie gwiazdy tego lub następnego lata, a Cavaliers otrzymują dobrze punktującego sixth mana w osobie Clarksona i solidnego zawodnika drugiego unitu, który będzie pomocą w obronie w osobie Nance’a Jr. Zatrzymam się na moment jeszcze przy tym pierwszym. Jordan Clarkson niezwykle imponuje mi dojrzałością. Jest młody, a grając już w Jeziorowcach zaakceptował rolę szóstego gracza bez zbędnych komentarzy w mediach, chowając swoje ego. W Cavaliers będzie mieć szansę stać się elitarnym snajperem z ławki, a tego właśnie ten zespół potrzebuje.

Do zespołu dołączył także George Hill, który wygląda na zawodnika stworzonego wprost do gry z LeBronem Jamesem. Hill wprowadzi nową jakość do obrony Cleveland – i tu znów wypada odwołać się do Isaiah Thomasa i tego, czego nie mogliśmy oczekiwać od tego zawodnika po tej drugiej stronie parkietu. Rozgrywający dobrze rzuca za trzy, nie tylko więc będzie cennym dodatkiem w defensywie, ale i w ofensywie.

W wyniku wymiany z Jazz, do Utah powędrował Derrick Rose i Jae Crowder. Były rozgrywający Cavs to cień samego siebie i jedna ze smutniejszych historii NBA XXI w., która – choć jeszcze nie ma finiszu – nie zapowiada się jednak na taki z happy endem. Crowder z kolei był o niebo lepszy w trykocie Celtów i nie dostarczał takiej jakości w defensywie, dlatego Altman z chęcią przygarnął w zamian Rodneya Hooda. Zawodnik na razie nie dostanie miejsca w pierwszej piątce kosztem JR-a Smitha, ale w drugim unicie będzie – podobnie jak Clarkson – ratować punktowo Cavaliers, jeśli Smith znów nie będzie w dobrej rzutowej dyspozycji. Tak przy okazji, to cieszy mnie to, że Cavaliers pozwolili wrócić do domu Dwyane’owi Wade’owi. Jego miejsce zawsze było w Miami Heat.

Nie można oceniać w stu procentach słuszności wszystkich decyzji włodarzy z Cleveland na etapie, gdy w nowym składzie rozegrano zaledwie dwa spotkania. W końcu do niedawna zespół z Ohio był w masakrycznym dołku. Jest jednak nadzieja na to, że Tyronn Lue (dokładnie tak! Dobrze widzisz, czytelniku!) poukłada to w na tyle sensowny sposób, żeby znów siać postrach wśród pozostałych drużyn Konferencji Wschodniej. LeBron i spółka nie powiedzieli jeszcze ostatecznego słowa i zamierzają udowodnić, że zostali zbyt wcześnie skreśleni przez fanów NBA.

Kursy LV BET na dzisiejsze spotkania NBA:

Atlana Hawks – Detroit Pistons TYP 2 – 1,26

Miami Heat – Philadelphia 76ers TYP 2 – 1,31

Charlotte Hornets – Orlando Magic TYP 1 – 1,48

Indiana Pacers – Brooklyn Nets TYP 1 – 1,54

Washighton Wizards – New York Knick TYP 1 – 1,54

Los Angeles Clippers – Boston Celtics TYP 2 – 1,51

Los Angeles Lakers – New Orleans Pelicans TYP 2 – 1,51

Sacrameto Kings – Houston Rockets TYP 2 – 1,07

Toronto Raptors – Chicago Bulls – TYP 1 1,38

Golden State Warriors – Portlant Trail Blazers – TYP 1 – 1,42

Pełna oferta kursowa po kliknięciu w baner.

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.