Lizboński dramat w sześciu aktach. Kto zawiedzie dzisiaj?

To wydaje się nieprawdopodobne. Jesteś mistrzem kraju, który rok wcześniej zdobył Mistrzostwo Europy 2016 we Francji. Wygrywasz ligę po świetnym finiszu, będąc finalnie lepszym od lokalnego rywala i odstawiając przy tym FC Porto na 15 punktów. Zaczynają się rozgrywki Ligi Mistrzów, czyli turniej, w którym radzisz sobie coraz lepiej. W latach 2006-2015 z fazy grupowej wyszedłeś tylko raz, zaś w ostatnich dwóch sezonach – dwukrotnie. W ubiegłym na etapie 1/8 finału powstrzymała cię Borussia Dortmund, sezon wcześniej – dopiero Bayern po emocjonującym ćwierćfinale (2:2, 0:1). Nikt w najczarniejszych snach nie przypuszczał tego, co zdarzyło się teraz.  

Losowana z pierwszego koszyka (!) lizbońska Benfica nie zdobyła w tej edycji Ligi Mistrzów ani jednego punktu. Nie, jej przeciwnikami nie byli Real, Bayern i Barcelona, tylko CSKA, Manchester United i FC Basel. Jasne, drużyna Jose Mourinho to zupełnie inny poziom piłkarski i finansowy, ale Szwajcarzy i Rosjanie? Dla mistrza Portugalii to może nie zwycięstwo z palcem w nieodpowiednim miejscu, ale też nie ścięcie, które się dokonało. Bo mistrzowie Portugalii w sześciu meczach zdobyli – uwaga! – jedną bramkę.

Pobili niejeden rekord
Kiedy Haris Seferovic otworzył wynik meczu z CSKA Moskwa w pierwszej kolejce, nikt nie przypuszczał, że ten mecz wymsknie się piłkarzom Rui Vitorii z rąk. Ran po upadku na inaugurację nie udało się zaleczyć do samego końca fazy grupowej, a każda kolejka to brutalne ich rozdrapywanie. 0:5 z Basel, 0:1 i 0:2 z Manchesterem United, znów CSKA i znów do zera – tym razem 0:2. Wczoraj Portugalczycy na Estadio da Luz grali o coś więcej, niż trzy punkty. Stawką był honor i uniknięcie kompromitacji, ale ten mecz także piłkarze Benfiki przegrali.

Co ciekawe, w lidze portugalskiej nie idzie im tak źle. W ostatniej kolejce na Estadio do Dragao w Porto udało się zremisować bezbramkowo, chociaż mecz kończyli w dziesiątkę. Zachowali tym samym niewielką, trzypunktową stratę do fotelu lidera, na którym siedzą jednym pośladkiem właśnie „Smoki” oraz derbowy rywal, Sporting.

Spory zawód i rozczarowanie przypieczętowało wczoraj Atletico, remisując na wyjeździe z Chelsea 1:1. Jasne, nikt nie spodziewał się, że Roma straci punkty z Qarabagiem, ale przecież do przerwy remisowała bezbramkowo, a i końcowy wynik (1:0) dawał madrytczykom szanse. Nawet w przypadku wpadki na Stadionie Olimpijskim w Rzymie, piłkarze Diego Simeone nie byli gotowi na jej wykorzystanie.

Kto zawiedzie dziś?
Podobnej sztuki co Benfika może dokonać dziś Feyenoord Rotterdam, który po pięciu kolejkach również ma okrągłe zero punktów w tabeli, a i bilans bramkowy nie wygląda zbyt przystępnie (3:13). Od Holendrów nikt się jednak nie spodziewał, że rozłożą na łopatki maszynę Guardioli w niebieskiej części Manchesteru, ani też przechytrzenia liliputów z Neapolu Maurizio Sarriego. Teoretycznie można było powalczyć z Szachtarem Donieck, ale ci radzą sobie w tej edycji nadspodziewanie dobrze. I to właśnie w Doniecku rozegra się najciekawsze spotkanie środowej serii gier.

Na osiem spotkań tylko jedno jest bowiem takie, w którym obie drużyny bezpośrednio będą walczyły ze sobą o awans. Liverpool podejmie na Anfield Spartak Moskwa, ale tylko porażka na własnym stadionie bądź remis 2:2 lub wyższy, a także zwycięstwo Sevilli z Mariborem jest w stanie wyrzucić piłkarzy Jurgena Kloppa z pucharów. Scenariusz mało prawdopodobny, więc oczy kierujemy na stolicę Donbasu. Tam z Szachtarem zagra Manchester City, ale zwycięstwo błękitnych może dać awans… innym błękitnym.

Na dobre wieści z Doniecka czeka Piotr Zieliński i spółka. Napoli jedzie do Rotterdamu i jeśli wygra, zrówna się punktami z Szachtarem, z którym – dzięki zwycięstwu 3:0 w poprzedniej kolejce – ma lepszy bilans bezpośrednich spotkań. Maurizzio Sarri i jego piłkarze, by awansować, muszą liczyć na kolejny triumf drużyny Pepa Guardioli. Remis lub zwycięstwo mistrzów Ukrainy skazuje ich bowiem na wiosnę w Lidze Europy, co z pewnością byłoby sporym rozczarowaniem.

Za przykre sensacje należy uznać wyniki Borussi Dortmund i AS Monaco. Drużyna Piszczka po raz kolejny miała piekielnie trudną grupę, ale zaledwie dwa punkty w pięciu meczach to wynik, który żółto-czarnym nie przystoi – tym bardziej, że oba zostały zdobyte w meczach z APOEL-em. Teraz zawodnicy Petera Bosza będą próbowali uratować twarz na Santiago Bernabeu, choć to spotkanie nie będzie miało żadnego przełożenia na sytuację w tabeli.

6 grudnia 2017 r. | godz. 20:45 | Szachtar Donieck vs Manchester City

Wygra Szachtar: 2.95
Remis: 5.2
Wygra Manchester City: 8.7

Do Portugalii leci natomiast Monaco z Kamilem Glikiem w składzie i może namieszać w sprawach awansu. Rzecz jasna nie sobie, bo mistrzowie Francji mają na koncie dwa punkty i sporo wstydu, bo byli faworytem grupy z Besiktasem, RB Lipsk i FC Porto. Dziś wieczorem zagrają z tymi ostatnimi, który są w korespondencyjnym pojedynku o awans z wicemistrzem Niemiec z Lipska.

Rozkład gier środowych spotkań 6. kolejki fazy grupowej Ligi Mistrzów:

Tabele grup E-H:

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze