Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.
Jutro zostaną rozlosowane grupy nowej inicjatywy UEFA, czyli Ligi Narodów. Pierwsze mecze tych rozgrywek rozpoczną się już jesienią, po rosyjskim Mundialu. O co w tym wszystkim chodzi i co my na ten temat myślimy?

Nic nas tak nie irytuje, jak mecze towarzyskie. Wiadomo, najgorszy mecz o jakąkolwiek stawkę wzbudza więcej emocji niż teoretycznie najciekawsze nawet spotkanie o przysłowiową pietruszkę. Są co prawda dyscypliny, w których nie ma to aż takiego wpływu na poziom gry i najczęściej chodzi tu o sporty bezkontaktowe. Piłka nożna, podobnie jak chociażby szczypiorniak czy rugby do nich jednak nie należy. Żeby były emocje, musi być walka, a nie kalkulacja i „odstawianie nogi”. Podejście „to i tak tylko sparing, jak wygramy będzie fajnie, ale jak przegramy, to i tak nic wielkiego się nie stanie” jest z definicji zabiciem idei sportu. Ktoś powie, że prawdziwy sportowiec jest zawsze zmotywowany i zdeterminowany, żeby wygrywać. Cóż, uwierzcie, że nie do końca taka jest prawda.

Europejska federacja piłkarska postanowiła dodać nieco pieprzu do pozbawionych smaku sparingów reprezentacji narodowych i w ich miejsce zaproponowała Ligę Narodów. Od najbliższej jesieni 55 drużyn zrzeszonych w UEFA nie będzie już notowało pustych przelotów. Z kim zagra Polska? Przekonamy się jutro.

Jak testować zaplecze?

Rok 2017 reprezentacja Polski zakończyła towarzyskimi potyczkami z Urugwajem i Meksykiem, ale wcześniej Adam Nawałka przez długie miesiące nie organizował sparingów. Wiadomo, że uczynił to w celu wykorzystania luki w systemie, służącym do ustalania rankingu FIFA, chcąc zapewnić nam rozstawienie z pierwszego koszyka podczas Mundialu. To się udało, więc selekcjoner mógł powrócić do sprawdzania piłkarzy drugiego szeregu, ponieważ walka o załapanie się na wyjazd do Rosji wciąż trwa. Jak sytuacja zmieni się wraz z powołaniem do życia Ligi Narodów? Wszystko będzie zależało głównie od trenerów reprezentacji narodowych oraz celów, jakie nakreślą przed nimi ich krajowe federacje. Czy Adam Nawałka będzie chciał po prostu sprawdzić, jak poradzą sobie polscy ligowcy w konfrontacji z silnym rywalem? A może będzie dążył do dalszej konsolidacji podstawowych zawodników kadry i walczyć o kolejne, rankingowe zdobycze z myślą o następnych, mistrzowskich imprezach? Jedno jest pewne – o ile w Polsce nie brakuje tych, którzy podniecają się nawet wynikami spotkań towarzyskich, rozgrywanych w czysto szkoleniowych celach, które jak już podkreślaliśmy powyżej, nie mają stawki, to co dopiero się stanie, gdy Biało-czerwoni poniosą porażkę w ramach rozgrywek, dumnie nazwanych Ligą Narodów? To wciąż powinien być poligon doświadczalny, miejsce i czas na eksperymenty, szansa dla tych, którzy nie zasłużyli na nią, kiedy trzeba było grać na poważnie.

Czy nasze ulubione „nie wynik jest tu najważniejszy, bla, bla, bla, tylko możliwość przećwiczenia w warunkach meczowych tego, nad czym pracowaliśmy na treningach, bla, bla, oraz sprawdzenie mniej doświadczonych piłkarzy na tle silnego rywala, bla, bla, bla” straci w końcu rację bytu?

Czy UEFA nie strzeliła w ten sposób w kolano jednemu czy drugiemu selekcjonerowi kadry narodowej? Okaże się niebawem.

Zaczną się kombinacje?

Tym bardziej, że europejska federacja, żeby uczynić te rozgrywki atrakcyjniejszymi, zwycięzcom poszczególnych dywizji, nawet tej czwartej, najsłabszej, ufundowała bardzo cenne nagrody w postaci…przepustek na Euro 2020!

To z kolei może doprowadzić do różnego rodzaju patologii i podważyć sens regularnych eliminacyjnych do tego turnieju. Bez problemu jesteśmy w stanie wyobrazić sobie sytuację, w której Litwa, Białoruś czy Armenia, rywalizujące w dywizji czwartej, tamtą drogę wybiorą jako łatwiejszą, żeby zakwalifikować się na kontynentalny czempionat, jako mniej istotną traktując rywalizację, w której z góry skazane są na porażkę.

Nie chcemy być złymi prorokami, ale naszym zdaniem może to doprowadzić do dziwnych kombinacji, szczególnie właśnie na tych peryferiach wielkiego futbolu, gdzie o udziale w Mistrzostwach Europy czy Świata można jedynie śnić. A co z najsłabszymi zespołami dywizji trzeciej, jak Azerbejdżan czy Estonia? Czy przypadkiem nie przypilnują za wszelką cenę, żeby spaść niżej i stamtąd ruszyć po przepustki na wielkie imprezy? Piłka to na pewnym poziomie ogromny biznes i pieniądze, więc skoro my na to wpadliśmy, nie wierzymy, że nie pomyślą o tym szefowie mniej zamożnych i liczących się na arenie międzynarodowej federacji…

Polska w europejskim topie

To jednak póki co nie nasze zmartwienie, a kadrowicze Adama Nawałki już teraz mogą być pewni, że na jesień czekają ich bardzo ciekawe potyczki z niesłychanie wymagającymi rywalami. Polacy historyczną edycję Ligi Europy rozpoczną w doborowym towarzystwie dwunastu najlepszych reprezentacji Starego Kontynentu. Grono to zostanie podzielone na cztery trzyzespołowe grupy, po czym zagrają z każdym rywalem mecz i rewanż, czyli łącznie cztery spotkania. I już. Pierwsza drużyna z grupy awansuje do Final Four dywizji, ostatnia – spadnie klasę rozgrywkową niżej. Ruch w interesie będzie więc duży, a sytuacja, mimo dwuletniego cyklu rozgrywania Ligi – dynamiczna. Kogo mogą wylosować Polacy?

Z koszyka 1: Niemcy, Portugalię, Belgię i Hiszpanię

Z koszuka 2: Francję, Anglię, Szwajcarię oraz Włochów

Można więc trafić na ekstremalnie trudnych rywali, powiedzmy Niemców i Francuzów, ale także będących chyba w naszym zasięgu Belgów i Szwajcarów. Pozostaje nam zaczekać, aż w kryształowych misach zaczną kręcić się kolorowe kuleczki…

*