Liga Mistrzów: Bezpłciowo!

Zieeeeeeeeeeeewww. Tak można w skrócie opisać emocje, jakie towarzyszyły dwumeczowi między Realem Madryt a Manchesterem City. Po nudnych jak przysłowiowe flaki z olejem dwóch meczach, w wielkim finale na San Siro zagrają gracze „Królewskich”. Ich przeciwnikiem będzie rywal z innej części miasta – Atletico Madryt. Będziemy mieli powtórkę finału z 2014 roku, kiedy po dogrywce wygrał Real 4:1.

Szczerze mówiąc po pierwszym meczu w Manchesterze, nie spodziewałem się, że w rewanżu również będzie tak „bezpłciowo”. To chyba najlepsze określenie tego, co działo się na boisku. Jedyne na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że Bale wyrasta na prawdziwego lidera „Królewskich”. Przez wielu niedoceniany, wiele razy już pisano, że ma się pakować i szukać sobie nowego klubu. To właśnie on, a nie jak wielu sądziło Cristiano Ronaldo dał ten wymęczony awans (tak, wiem, że bramkę zapisali jako samobója Fernando). Gracze „The Citizens” byli wystraszeni. Mogli spokojnie ograć „Królewskich” w tym dwumeczu, tylko brakło tak naprawdę odrobiny pewności siebie. „Bez ryzyka – nikt nie bzyka” – mawiał klasyk. No to panowie, nie dla psa kiełbasa i finał obejrzycie przez telewizorami.

Patrząc na Real Madryt to zastanawiam się, czy naprawdę w futbolu chodzi tylko o wyniki? Mam tu na myśli piłkę nożną na najwyższym poziomie. Cały sezon wszyscy na nich narzekają, a tu finał Champions League i punkt straty do Barcelony. I co wtedy jak zdobędą mistrzostwo i wygrają Ligę Mistrzów? To będzie dobry sezon czy nie? Okazuje się, że ludzie oczekują pięknej gry, a nie trofeów wygrywanych po męczarniach.

Gdyby futbol był sprawiedliwy, to zwycięzca finału mógłby być tylko jeden – Atletico Madryt. Umówmy się, jeśli ktoś eliminuje uważane przez wielu za najlepsze kluby świata (FC Barcelona i Bayern Monachium) to już powinien dostać to trofeum. A tu jeszcze kolejne  w tym sezonie derby z Realem. Gdyby w piłce nożnej istniała logika, to można z góry założyć, że i słaby Real zostanie ograny. Jednak to nie sport, w którym wszystko można ogarnąć rozumiem.

Jaki może być ten finał? Czy rzeczywiście czekają nas hektolitry wypitej kawy, żeby dotrwać do końca? Nie będę kłamał: może tak być. Co by się musiało stać, żebyśmy wspominali ten finał przez lata? Szybkie dwa gole dla Realu na początku meczu, potem ich nieudolna obrona wyniku i szaleńcza pogoń Atletico. Bramka na 2:2 padnie w 90 minucie i będziemy mieli dogrywkę. Potem fascynujące 30 minut i emocjonująca cały piłkarski świat seria rzutów karnych. Haha! Uwierzyliście? To się nie zdarzy! Dlatego proponuję odpuścić sobie ten mecz w tym roku i oszczędzać wzrok na Euro we Francji. Wykorzystajcie tą sobotę 28 maja na coś innego, niż oglądanie meczu w tv. Od 10 czerwca będziecie mieć dobrego futbolu pod dostatkiem.

Komentarze