Lewandowski nigdy nie był tak blisko Realu

66 minuta przedświątecznego El Clasico. Real od dwóch minut przegrywa 0:2 i na dodatek gra w dziesiątkę, bo kretyńsko wylecieć z boiska postanowił Dani Carvajal. Zinedine Zidane decyduje się na zaskakujący ruch: zmienia swojego ulubieńca i jednocześnie jedynego nominalnego napastnika Królewskich. Nacho zastępuje Karima Benzemę, a ten żegnany jest jak wróg publiczny numer jeden –

66 minuta przedświątecznego El Clasico. Real od dwóch minut przegrywa 0:2 i na dodatek gra w dziesiątkę, bo kretyńsko wylecieć z boiska postanowił Dani Carvajal. Zinedine Zidane decyduje się na zaskakujący ruch: zmienia swojego ulubieńca i jednocześnie jedynego nominalnego napastnika Królewskich. Nacho zastępuje Karima Benzemę, a ten żegnany jest jak wróg publiczny numer jeden – schodzi w towarzystwie gwizdów i buczenia. Znów nie strzelił bramki, znów był słaby. Chociaż walczył i dał z siebie dość dużo, po tym spotkaniu nie obroni go nawet legendarny rodak na ławce trenerskiej. Kibice właśnie wydali wyrok.

Zidane wielkim piłkarzem był, jak napisałby Witold Gombrowicz gdyby żył w erze fenomenalnego Francuza. Wielkim to mało powiedziane: był jednym z najlepszych w historii, jedynym w swoim rodzaju, wyjątkowym. Po zawieszeniu butów na kołku postanowił rozpocząć pracę trenerską i tam też odniósł sukces. Nie ma odrobiny przesady w stwierdzeniu, że tak dobrze kariery w roli szkoleniowca nie rozpoczął nikt, nigdzie i nigdy w historii. Z publiką na Santiago Bernabeu jednak nie wygra. Oni właśnie wręczyli Benzemie wilczy bilet w jedną stronę do miejscowości „Gdziekolwiek-Byle-Nie-Madryt”.

Benzema i piłka – ta para przeżywa ostatnio spory kryzys.fot. PressFocus

Lewandowski + Real = związek idealny

Latem na pewno kogoś Florentino Perez ściągnie do stolicy Hiszpanii i to jest pewne mniej więcej tak, jak podatki i śmierć Kopernika. Wymienia się kilku kandydatów, a najczęściej padają nazwiska Harry’ego Kane’a i Mauro Icardiego. Ten pierwszy powędrowałby tą samą drogą, co Modrić i Bale. O ile transfer Chorwata zwrócił się z nawiązką, tak „bańkę” za Walijczyka można było pewnie lepiej spożytkować. Obaj snajperzy w tym sezonie strzelają dość często, są dość młodzi, ale jest jedno nazwisko, które fani Królewskich widzieliby na plecach swoich koszulek na sezon 2018/19 jeszcze chętniej.

Robert Lewandowski. Starszy od wymienionej dwójki, ale temat wieku zakończylibyśmy zdaniem: jest trzy lata młodszy od Cristiano Ronaldo. Nie tylko w Polsce granica wieku emerytalnego została podniesiona. Wraz ze wzrostem świadomości piłkarzy także dla nich czas gry w piłkę nieco się wydłużył. „Lewego”, przy obecnym stylu życia i odżywiania się, czeka jeszcze dobre kilka sezonów na najwyższym światowym poziomie. Gdyby trafił do Realu latem, miałby w momencie transferu 30 lat. Byłby w najlepszym dla piłkarza i napastnika wieku.

Trzy dekady wiosen na karku ma teraz rok starszy od Roberta Lionel Messi. Chyba żaden kibic Barcelony, obecny na Santiago Bernabeu w wygranych 3:0 derbach Hiszpanii, nie wywlekał Argentyńczykowi numeru PESEL. Icardi i Kane to 24-latkowie, którzy swoje już osiągnęli, ale na najwyższej piłkarskiej półki jeszcze nie pozamiatali. Nie mają takiego doświadczenia, jak Lewy, który wydaje się być większą gwarancją bramek i tego, że po prostu w La Liga odpali. Real Madryt i Florentino Perez w przyszłym sezonie mogą nie chcieć eksperymentów, a wyników.

Dlaczego najlepiej teraz?

Przegrywając El Clasico Real praktycznie pozbawił się szans na mistrzostwo Hiszpanii. 14 punktów straty, jakie Los Blancos tracą obecnie do Barcelony to wynik, którego raczej nie da się odrobić. W obecnej formie bardzo prawdopodobne jest też to, że Królewscy nie zgarną po raz trzeci z rzędu Ligi Mistrzów. Już w fazie grupowej Champions League zawiedli, kończąc na zaledwie (dla tak wielkiego klubu) drugim miejscu.

Zidane traktuje Benzemę na specjalnych, niewytłumaczalnych zasadach. Kiedy straci cierpliwość? / fot. PressFocus

Tym bardziej, że rywalem Realu będzie rozpędzone jak F-16 Paris Saint Germain z Neymarem, Cavanim i Mbappe w składzie. Do lutego wiele może się zmienić, ale czy aż tak wiele? Paryżanie na pewno będą faworytem, a nawet jeśli uda się piłkarzy ze stolicy Francji wyeliminować, jest w Europie jeszcze kilka drużyn będących w lepszej formie niż zespół Zidane’a. Brak kolejnej obrony tytułu LM, w parze z brakiem mistrzostwa Hiszpanii, zaboli wielu na Santiago Bernabeu.

Real będzie głodny tytułów, a transfer Lewandowskiego może ten głód zaspokoić.

To również idealny moment na wpuszczenie świeżej krwi, której przed tym sezonem zabrakło. Mówi się, że do nawet idealnie funkcjonującej drużyny w każdym okienku transferowym trzeba wtłoczyć nowe siły, które – nawet jeśli same w sobie nie podniosą jakości – będą sporą dawką motywacji dla obecnych gwiazd. Tego zabrakło przed tym sezonem w Realu, który latem się wręcz osłabił, czego efekty widzimy dziś.

Przyjście Roberta Lewandowskiego to idealne rozwiązanie także dla jego samego. Buty, w które będzie musiał wejść, są bardzo małe. Poprzeczkę regularnie opuszczaną przez Benzemę powinien przeskoczyć, bo jest od Francuza piłkarzem obecnie zdecydowanie lepszym. Druga sprawa: coraz mniej w Madrycie zależy od Ronaldo, który również szuka formy. Cztery gole w lidze to dla niego wynik najgorszy od lat. Poza tym „Lewy” ma doświadczenie gry z samolubnym skrzydłowym i potrafił się w takiej sytuacji odnaleźć. Ronaldo wiecznie na szczycie też nie będzie, za rok będzie miał 33 lata. Tyle, ile obecnie ma Arjen Robben.

Gra wstępna trwająca kilka lat

O tym, że Lewandowski gdzieś w głębi serca widziałby siebie w białym trykocie, wiadomo od dawna. Najwięcej mówiło się o tym, gdy skrytykował w jednym z wywiadów politykę transferową Bayernu, ale to tylko jeden z wielu symptomów tęsknoty za innym światem. Kariera nie jest z gumy i nie da jej się rozciągnąć na 30 lat. Życie piłkarza jest krótkie, trzeba brać z niego pełnymi garściami. W pewnym momencie nie chodzi już też o pieniądze, bo na ich brak Lewandowski w Monachium nie ma prawa narzekać. Chodzi o nowe wyzwania.

Nie zdziwilibyśmy się, gdyby kapitan naszej reprezentacji miał dość obijania bramek Augsburga, Freiburga i Hamburga. W Bundeslidze zrobił naprawdę wiele, pobił milion rekordów i udowodnił, że jest wielki, o ile nie największy. Splendoru światowego kolejne bramki w bawarskich barwach mu jednak nie przyniosły, albo inaczej: nie przyniosły mu takiego, jakiego by sobie życzył. To niezwykle ambitny człowiek, który się nie zatrzymuje. Gdyby miał w sobie gen samozachwytu, poprzestałby na koronie króla strzelców Ekstraklasy.

Co mu pozostało? Liga Mistrzów, Złota Piłka, Mistrzostwo Świata. To ostatnie jest niezależne od przynależności klubowej i będzie można o nie powalczyć już latem, choć – delikatnie mówiąc – formalnością wygranie mundialu na pewno nie będzie. Dwa pozostałe to na pewno cele, które ma gdzieś zapisane w głowie i czeka, by je odhaczyć. Real Madryt w Champions League potrafi grać i udowodnił to, będąc pierwszą w historii drużyną, która potrafiła obronić tytuł. Ponadto na ostatnie cztery edycje zgarnęła trzy. W tym roku tego raczej nie powtórzy, ale tym bardziej będzie chciała zdobyć LM w przyszłym sezonie.

Złota Piłka? Minęły już lata, kiedy za łączenie polskiego nazwiska z tytułem najlepszego piłkarza globu jedyną reakcją mogło być pukanie się w czoło. W tym roku Lewandowski był niemal najlepszym strzelcem na świecie. Miał na to ogromne szanse, bo na ostatniej prostej wyprzedził go tylko Messi, który trafił w El Clasico z karnego. Sam „Lewy” w ostatnich dwóch meczach nie zdobył bramki, ale nie zależało mu na tym najbardziej na świecie. Całą sprawę skwitował pytaniem: – Czy za 53 gole w roku jest jakiś puchar?  

Nie ma, ale ten ranking pokazuje, że do absolutnego szczytu niewiele już mu brakuje. Messi jest genialny, nadal potrafi odmienić losy największych spotkań, ale coraz częściej – już nawet w derbach z Realem – włącza tryb ekonomiczny, biega coraz mniej. Nie ma już meczów-marzenie, a „jedynie” magiczne momenty. O tym, że Cristiano najlepszy czas ma już raczej za sobą, już pisaliśmy. Jeśli ktoś miałby przerwać wreszcie ten duopol na zdobywanie Złotej Piłki, byłby to właśnie Lewandowski strzelający na potęgę w Realu.

Chrapkę na niego ma też Real, odkąd sieknął Królewskim cztery bramki w półfinale Ligi Mistrzów. Takich rzeczy się nie zapomina, bo to nie jest hat-trick z Granadą. Lewandowski, w przeciwieństwie do Kane’a i Icardiego, na absolutnym topie jest regularnie od kilku lat. I nie wygląda na to, by zamierzał z niego schodzić. Robertowi zbliżający się mundial może pomóc, bo gwiazdy turniejowe zawsze są w cenie i zawsze są rozchwytywane, ale raczej mu nie może przeszkodzić. Nawet kilka słabszych dni nie zamaże kilku świetnych lat.

Wydaje się, że tak blisko Realu jeszcze nigdy nie był. Gdy odchodził z Borussi, był dogadany z Bayernem i uszanował dane władzom Bayernu słowo, o Realu nie mogło być mowy. Teraz Królewscy potrzebują snajpera jak tlenu, a najlepszy środkowy napastnik świata akurat jest w kwiecie piłkarskiego wieku i potrzebuje nowych wyzwań. Teraz albo nigdy.

Polak wydaje się być stworzony do mentalności, taktyki i wymagań Realu Madryt. To obecnie najlepszy napastnik na świecie, a Real chce najlepszych na świecie. Odrobinę większe pieniądze i ciut większa sława to nie jest wystarczający argument, ale już przekroczenie kolejnych barier, odnalezienie się w kolejnym środowisku i odczarowanie kolejnego gigantycznego klubu, w którym dotąd żaden Polak piłkarsko nie zaistniał? To może go skusić. Real też nie zrobiłby głupstwa czy nie popełniłby grzechu krótkowzroczności, oferując mu na przykład 3-letni kontrakt. Przez trzy lata może wygrać niejeden tytuł i namieszać w niejednym meczu z FC Barceloną. Takim jak dziś, kiedy oglądaliśmy świetne widowisko, a w którym polskim kibicom mogło brakować tylko jednego: Lewandowskiego.

Bartłomiej Stańdo

 

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem