Letnie Grand Prix 2020: Ostała się tylko… Wisła

Z powodu pandemii koronawirusa niemalże wszystkie dyscypliny sportu mocno oberwały. Do niedawna najmniej problem ten dotyczył skoków narciarskich, ale próby organizacji cyklu Letniego Grand Prix 2020 udowodniły, że z wciąż niesłabnącym wirusem nie ma żartów.

Na początku wyjaśnijmy tezę postawioną we wstępie: dlaczego skoki narciarskie przez koronawirusa oberwały najmniej? Ano dlatego, że sezon 2019/2020 – zgodnie z pierwotnymi ustaleniami – zakończył się w marcu, czyli w czasie, gdy pandemia dopiero zyskiwała na sile. Owszem, ostatnie trzy konkursy Pucharu Świata w norweskich Trondheim oraz Vikersund zostały odwołane, podobnie jak zaplanowane na tydzień później mistrzostwa świata w lotach narciarskich w Planicy, niemniej okres światowego lockdownu trafił w dużej mierze na czas przerwy między sezonami w skokach.

Trudno też porównywać straty wywołane odwołaniem trzech czy czterech konkursów do przełożenia kilkunastu kolejek piłkarskich w różnych europejskich ligach, czy też przeniesienia tak wielkich imprez, jak igrzyska olimpijskie czy Euro 2020.

Z tego względu można odnieść wrażenie, że sporty zimowe nie odczuły całego zamieszania aż tak mocno, jak w przypadku innych dyscyplin. Ale ci, którzy kilka miesięcy temu mieli nadzieję, że wirus wycofa się do czasu startu nowego sezonu, byli w sporym błędzie. Niestety kolejne, liczne przypadki zachorowań na całym świecie pokazują, że jeszcze długo przyjdzie nam się mierzyć z COVID-19, a co za tym idzie trzeba będzie nauczyć się z tym żyć. Choć organizatorom Letniego Grand Prix w skokach narciarskich na razie nie wychodzi to zbyt dobrze.

Pierwotnie cykl LGP 2020 miał obejmować osiem konkursów, ale z powodu pandemii wszystko zaczęło się sypać jak domek z kart. Oczywiście sam terminarz zmagań musiał zostać nieco przemodelowany, by umożliwić skoczkom rywalizację w możliwie jak najbezpieczniejszych warunkach, dlatego wszelkie zawody przesunięto w czasie o kilka tygodni. Mimo to stopniowo kolejne federacje zaczęły się wykruszać z organizacji konkursów. Jako pierwszy ogłosił to Austriacki Związek Narciarski, który 7 lipca podjął decyzję o rezygnacji z wszelkich imprez sportowych do 4 października. Kilka tygodni później Niemiecki Związek Narciarski odwołał zawody w Klingenthal, które miały być finałem cyklu Letniego Grand Prix.

Wreszcie sprawy w swoje ręce wzięła sama Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS), która w czwartek poinformowała o odwołaniu zawodów w Szczuczyńsku w Kazachstanie (5-6 września) oraz w Czajkowskim w Rosji (12-13 września).

To oznacza ni mniej ni więcej, że tegoroczny cykl LGP potrwa… dwa dni.

Zacznie się w sobotę 22 sierpnia, a zakończy kolejnego dnia – w niedzielę. Złożą się na niego jedynie dwa konkursy indywidualne, a oba odbędą się na skoczni im. Adama Małysza w Wiśle-Malince. Letnie Grand Prix miało być przetarciem przed sezonem 2020/2021, ale światowa pandemia pokrzyżowała plany zarówno organizatorom, jak i samym skoczkom. Ci bowiem po zawodach w Wiśle będą mieli kolejne trzy miesiące wolnego, aż do czasu startu nowego Pucharu Świata, którego inauguracja odbędzie się 21 listopada… nigdzie indziej, a w Wiśle właśnie.

Przypomnijmy, że w ostatnich czterech edycjach Letniego Grand Prix Polacy wygrywali cały cykl aż trzykrotnie. W 2019 i 2017 roku triumfował Dawid Kubacki, a w 2016 roku najlepszy był Maciej Kot. Rywalizacja na swoim terenie oraz brak wielu reprezentacji, które w obawie przed korona wirusem zrezygnowały ze startu powoduje, że biało-czerwoni znów znajdą się w roli głównych faworytów do zwycięstwa.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem