Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Leszek Ojrzyński: Nienawidzę dziadostwa

Kiedy umawialiśmy się na rozmowę z trenerem Arki Leszkiem Ojrzyńskim nie mieliśmy jeszcze pojęcia, że w meczu ligowym z Sandecją Żółto-niebiescy odniosą najwyższe w historii klubu zwycięstwo w Ekstraklasie. Zapraszamy na rozmowę ze szkoleniowcem gdyńskiej ekipy, przeprowadzoną dwa dni po tym wyjątkowo udanym spotkaniu.

Na początku chciałem pogratulować trenerowi sobotniego zwycięstwa. Kolejny raz przeszedł trener do historii klubu!

Leszek Ojrzyński: No tak, tego się nie spodziewaliśmy, walczyliśmy o zwycięstwo, ale nikt nie zakładał, że będzie tak wysokie, z tego należy się cieszyć. Ja wciąż uważam Sandecję za bardzo dobry, twardo grający zespół. Jak deszcz popadał, to się trochę martwiłem, bo widziałem jaki skład wystawili. Tam środek pomocy to chłopaki po 185-188 centymetrów wzrostu, w obronie też wielcy zawodnicy, którzy nastawili się na fizyczną grę. Jest tam dużo chłopaków, którzy grają tam od dłuższego czasu, część z nich stamtąd pochodzi, tacy prawdziwi górale, twardzi zawodnicy, Ja chciałem, żeby ta piłka chodziła po murawie, jak zobaczyłem jej stan myślałem, że to niemożliwe. Świetnie spisał się GCS, wjechał sprzętem trochę cięższym, usunął nadmiar wody, co prawda cały czas padało, ale można było pograć po ziemi i z tego się ucieszyłem, ponieważ kilka takich akcji zrobiliśmy. Nastawiliśmy się nie tylko na walkę, mieliśmy też okazję pokazać swoje walory piłkarskie

Podobno trener musi trafić w odpowiednie miejsce w odpowiednim czasie. Trzeba przyznać, że wybór Arki nie był taki oczywisty w chwili, kiedy go trener dokonywał, a jednak wyszło dobrze.

LO: Wybór był ryzykowny, drużyna w czterech meczach ligowych i Pucharze Polski przegrała wówczas wszystkie mecze i straciła 20 bramek. Ten byt ligowy był zagrożony, chociaż miejsce było jeszcze bezpieczne, ale po takiej passie to było ryzykowne. Jednak należy pamiętać, że ja też od roku byłem bez pracy, a kto nie ryzykuje, ten nie ma. Przy czarnym scenariuszu musiałbym odpocząć od Ekstraklasy trochę, bo już po Górniku Zabrze przypięli mi łatkę, chociaż nie dano mi tam dokończyć pracy. I tak wszystko było na trenera, który opuścił klub parę ładnych kolejek przed końcem sezonu, ale i tak wiadomo jaki jest u nas oddźwięk. Mieliśmy się przede wszystkim utrzymać, bo w Pucharze Polski nie byliśmy faworytem. Gdyby to się nie powiodło bym trochę wyhamował i miał większe problemy. Cieszę się, że te dwa cele udało się zrealizować.

To co było stanem wyjątkowym dla Arki Gdynia, okazało się jej największą historią i przygodą, potem jeszcze do tego doszedł Superpuchar w następnym sezonie. Wciąż mamy jeszcze dużo do zrobieni, teraz doszło to okazałe zwycięstwo. Trzeba się cieszyć, ale też patrzeć z pokorą.

Mój kolega Piotr Stokowiec w Zagłębiu Lubin niedawno grał w europejskich pucharach, gra zespołu wyglądała bardzo dobrze i jeszcze miesiąc temu mówiło się, że Zagłębie gra bardzo dobrą piłkę, a teraz wiadomo w jakiej znalazł się sytuacji. Takie jest życie trenera i ja bardzo spokojnie do tego podchodzę.

Trener Ojrzyński z Arką zdobył Puchar i Superpuchar Polski / fot. Cyfrasport

Przy linii jest trener bardzo impulsywny, natomiast poza murawą, na konferencjach prasowych czy w wypowiedziach przed kamerami zachowuje spokój grabarza. To tylko takie pozorne?

LO: Na pewno nie jest to pokaz tego, co we mnie buzuje, najlepiej to w ogóle bym nie przychodził na konferencje, ale taki mam zawód, takie są wymogi i dlatego muszę zachowywać spokój i szukać pozytywów w każdej sytuacji, oraz szukać nowych rozwiązań. Taka jest moja rola, chcę pomóc klubowi, drużynie i moim zawodnikom, muszę spojrzeć na problem merytorycznie, ale te emocje nie zawsze daje się utrzymać na wodzy.

Ta moja impulsywność może komuś przeszkadzać, ale to są emocje i pewne rzeczy wymykają się spod kontroli. Jeśli podczas meczu ustalamy sobie pewne rzeczy, a ktoś o nich zapomniał, wtedy nie możesz być Łobanowskim na ławce rezerwowych, musisz wyskoczyć i im o tym przypomnieć.

My dalej się siebie nawzajem uczymy, kilku zawodników jest nowych, a kilku starych znalazło się w nowej sytuacji. Każdy dzień przynosi nam coś nowego, nie jest łatwo w tym funkcjonować. Trzeba się w tym odnaleźć i być elastycznym, oraz prosić opatrzność o mądrość, żeby dopisywała i żeby podejmować mądre decyzje.

Agresja, wola walki i cechy wolicjonalne w naszej lidze wciąż są tymi atrybutami, dzięki którym można zniwelować różnicę umiejętności piłkarskich?

LO: Jak przejmujesz drużyny, które z samego swojego założenia są ostatnie, albo walczą o utrzymanie, to tam nie ma wirtuozów, nie spotkałem się jeszcze z taką sytuacją, żeby taka grająca technicznie drużyna była na dole tabeli, a przynajmniej nie u mnie. Zawsze należy podejmować takie działania, które przynoszą efekty i zapewnią realizację celów. Dużo niespodzianek przynosi nam życie sportowe, piłkarskie. Być może tak to wygląda, że ta determinacja i agresja są ważne, bo dla mnie to podstawa, żeby potem pokazać swoją wyższość, jeśli chodzi o inne umiejętności. Na niektóre drużyny wystarczy wyjść zdeterminowanym i zaangażowanym, pokazać swoją siłę i można i odnieść zwycięstwo. Na niektóre to nie wystarczy, trzeba pokazać wyższość techniczno-taktyczną. Każdy przeciwnik jest inny, dochodzi predyspozycja dnia i wiele innych czynników, które mają wpływ na to, jak wiedzie ci się na boisku.

„Emocje nie zawsze łatwo utrzymać na wodzy” / fot. Cyfrasport

Dużo bramek zdobywacie po stałych fragmentach gry. Łatwiej nauczyć dorosłego chłopa kilku schematów ich wykonywania, niż nauczyć go od podstaw piłkarskiego abecadła?

LO: Każdy jest inny, każdy inaczej przyswaja w innym tempie pewne rzeczy. Do każdego należy podejść indywidualnie, chociaż wiadomo, że nie zawsze mamy na to czas lub takie możliwości, jak trenerzy na zachodzie. Wiadomo, że większość spraw rozwiązujemy w gronie drużyny, spraw zarówno sportowych bądź pozasportowych, z niektórymi rozmawiamy indywidualnie i nakreślamy pewne rzeczy. Na pewno łatwiej nauczyć nowych rzeczy zawodników bardziej doświadczonych, bądź na wyższym stopniu zaawansowania. Chociaż spotykałem też zawodników, którym ciężko było przetrawić pewne rzeczy, które chciałem wprowadzić, bo uważałem, że na obecną chwilę to jest najlepsze, a nie jakieś inne rzeczy, żeby nam  nie uciekały punkty. Czasem spotykałem się z lekkim oporem bardziej doświadczonych zawodników, którzy grali gdzieś na wyższym poziomie, albo w reprezentacji kraju i trochę inaczej na niektóre kwestie patrzyli. Ze swojej perspektywy, a nie perspektywy trenera. I tak zawsze jest potem, część zawodników zostaje trenerami i mówi potem „o kurna, to wygląda całkiem inaczej”! Gwarantuję, że 95% zawodników, którzy zostają trenerami to potwierdzi. Inaczej twierdzi zawodnik, a inaczej widzi to trener, który patrzy na wszystko globalnie. I bardziej wybiega w przyszłość.

Trudno zmotywować drużynę przed takim meczem, jak to środowe z Chrobrym Głogów w Pucharze Polski? Czy właśnie tutaj zaczyna się rola trenera?

LO: W takim momencie właśnie jest najwięcej do zrobienia, żeby była koncentracja i motywacja na odpowiednim poziomie, bo niektórym już się wydaje, że my jesteśmy w półfinale. Jeszcze mamy 90 minut rozegrania. A kto wie, może nawet być dogrywka w przypadku wyniku 2 do 0 dla Chrobrego, różne rzeczy w piłce mogą się zdarzyć. Zrobimy wszystko, żeby zachować koncentrację i pokazać swoją wyższość, żeby to był nasz dzień. Mamy zaliczkę, niezłą zaliczkę, bo 2:0, chociaż niektórzy uważają to za najbardziej wredny wynik…

…teoria Czesława Michniewicza…

LO: …niby jesteś w raju, a zaraz możesz dostać gonga na 2:1, pewność siebie spada i robi się nerwowo. I możesz być tym wielkim przegranym.

Pojedynek Nicińskiego z Ojrzyńskim wzbudza dodatkowe emocje. fot. www. arka.gdynia.pl
„Arkę można określić mianem pucharowej drużyny” / fot. Arka Gdynia

O Arce mówi się od kilku miesięcy, że jest zespołem pucharowym ? Czy można tak powiedzieć i co to w ogóle znaczy?

LO: Powiem, że można. Jak popatrzymy na historię tego, co zaczęło się od finału Pucharu Polski, a wcześniej też były tutaj przeboje za Nitka, chociaż przeciwnicy byli z niższej półki, ale mecze emocjonujące. Ja patrzę na ten swój rozdział, od kiedy pracuję tutaj z drużyną.

Finał Pucharu Polski, potem Superpuchar i to wszystko nie w 90 minut! Tu dogrywka, tu rzuty karne. Z Midtjylland odpadamy w doliczonym czasie, jest dramaturgia, bo idziemy łeb w łeb. Już wymieniłem cztery mecze, w których kibic, który nam kibicował, obgryzał paznokcie do samego końca. A to jeszcze nie koniec, bo ze Śląskiem przegrywamy 0:2 i jest 4:2 dla nas po dogrywce, po dogrywce wgrywamy też z Podbeskidziem.

Każdy mecz w Pucharze to jest coś wielkiego, teraz też bramkę na 2:0 zdobyliśmy w doliczonym czasie gry. Tutaj mamy dwumecz, więc w tym rewanżu też należy oczekiwać emocji i zagrożenia ze strony Chrobrego, zobaczymy co się stanie. Te wszystkie wymienione mecze to rzeczywiście były spore przeżycia. Byliśmy już pod ścianą, ale w niektórych wypadkach wyszliśmy obronną ręką, poza tym jednym, najważniejszym spotkaniem rewanżowym w Danii, gdzie nie awansowaliśmy i nie gramy już dalej w pucharach. Na razie dobrze to jednak wygląda.

Jakie cele przed Arką? Jest realna szansa na obronę Pucharu, bo już daleko zaszliście. A w lidze?

LO: W lidze gramy o utrzymanie, nie ma się co oszukiwać, to jest najważniejsza sprawa. Nie mamy tu nie wiadomo jakich warunków, jak spojrzymy na te wszystkie rzeczy pozasportowe, to jest jak jest. Dlatego spokojnie do tego podchodzę. Kiedy słyszę, że gramy o pierwszą  piątkę, mówię :spokojnie”, jeśli będzie taka możliwość, to takie miejsce zajmiemy, bo tu nikt ambicji chłopakom nie może odmówić. Ważne, żebyśmy mieli dobre warunki do treningu i mogli się dobrze gotowy w zimie, chociaż ten rok jeszcze trwa i musimy jak najwięcej punktów wycisnąć z tych pozostałych meczów. Jeśli znajdziemy się w górnej ósemce, to będzie rewelacja, to byłby sukces niesamowity. I takie mamy marzenia, żeby tam się znaleźć i zająć miejsce 7 albo wyższe. Wówczas przyszli byśmy do historii, wtedy ten rok 2017 albo sezon 2017/18 byłby historycznie najlepszy, bo tych sukcesów byłoby najwięcej. Wówczas na pewno można by spokojnie pracować dalej, dałoby to taki po zastrzyk pozytywnej energii. Ale najważniejszy w tej chwili jest Puchar Polski, a następnie Wisła Płock.

„O to chodziło, żebyśmy mieli szeroką kadrę” / fot. Cyfrasport

Będą wzmocnienia w zimowym okienku transferowym? Macie szeroką, wyrównaną kadrę, nie ma pożaru na żadnej pozycji.

LO: O to nam chodziło, żeby była wyrównana kadra w razie kontuzji, tak jak na przykład teraz: nie gra Sobieraj, Sołdecki i Yannick Sambea, a drużyna radzi sobie dobrze i osiągnęła historyczny wynik. Chcieliśmy, żeby była rywalizacja, żeby chłopaków cały czas trzymać przy życiu, dawać im szansę, zresztą w Pucharze Polski jako jedyna drużyna wyszliśmy odmienną jedenastką, bo aż dziesięciu innych zawodników wyszło w porównaniu z poprzednim meczem. Nikt inny sobie na to nie pozwolił, natomiast my graliśmy odważnie, wiedzieliśmy, że jako cała drużyna jesteśmy na to gotowi i oby nam się to udawało w pozostałych meczach.

Trener rozpoczął pracę szkoleniową w 1997 roku, czyli na ten rok przypada 20-lecie tej pracy. Dużo jak na tak młodego faceta.

LO: Zaczęło się od trampkarzy Legii Warszawa, potem były już zespoły seniorskie, najpierw jako asystent, jako pierwszy od 2007 roku, czyli Znicz Pruszków. To już 10 lat będzie na tym wyższym, powiedzmy, centralnym poziomie, mam bagaż doświadczeń, dobrze, że wytrwałem w tym wszystkim, że rodzina mnie wspierała bo to jest bardzo ważne, jeśli nie najważniejsze. I oby tak dalej, jest praca w Ekstraklasie, jest klub, który ma ambicje, jest wypłacalny, bo w tych niższych ligach czasami jest tak, 8 miesięcy nie widzisz pieniędzy i musisz pożyczać. A rodzina i dzieci na utrzymaniu. Dobrze, że w tym wytrwałem i teraz mam tą nagrodę, że mogę pracować na tym najwyższym poziomie w Polsce.

Tak jak trener wspominał wcześniej, najczęściej obejmował zespoły jako ratownik, strażak, nowa miotła. Dostanie kiedyś trener szansę w klubie walczącym o mistrza?

LO: To jest też moje marzenie, żeby kiedyś, gdzieś włodarze klubu dostrzegli moją pracę i postawili na mnie, gdzie budżet jest na wysokim poziomie, podobnie jak kadra zawodników, bo mówić każdy może, że walczy o mistrza, ale nie ma ku temu podstaw.

Piłka potrafi oczywiście wszystko zmienić, chociażby mamy tutaj przykład Górnika Zabrze, który nie spodziewał się, że awansuje do Ekstraklasy, a teraz jeszcze tam przewodzi. To jest właśnie piękne i komu nie można odbierać szansy, ale teoretycznie Legia i Lech to drużyny, które są przygotowane do walki o mistrza i mają do tego możliwości finansowe. Ale spokojnie, wiem, że muszę dobrze wykonywać swoją robotę tutaj, dziś i jutro. I żeby jeszcze zdrowie było. To jest najważniejsze, co będzie dalej nie wiem, nie wybiegam za bardzo w przyszłość. Trzeba pamiętać, że rodzina też jest ważna i inne rzeczy również. Doceniam to, co mam i tak to u mnie wygląda.

„Zamordysta? Nieeeee, przesadzone. Nie lubię dziadostwa” / fot. Cyfrasport

Przylgnęła do trenera łatka zamordysty. Rzeczywiście ma trener taką twardą rękę, czy te opinie są jednak nieco przesadzone?

LO: (trener wyraźnie się uśmiecha) Nieeee, przesadzone. Ale każdy ma prawo do własnej oceny.

Przede wszystkim nienawidzę, jak to mówię po swoim świętej pamięci nauczycielu, Rudolfie Kaperze, dziadostwa. Jeśli ktoś próbuje iść nie tą drogą, co powinien, a przy tym  jeszcze oszukiwać, to zamordystą potrafię być.

Ale też inaczej pewne rzeczy odbieram niż kiedyś, kiedy reagowałem od razu, kiedy tylko był bodziec. Teraz potrafię spokojnie do niektórych sytuacji podejść, bardziej racjonalnie. Potrafię też wejść w skórę tego, który zabłądził, bo każdy ma prawo, żeby się zagubić i tak to odbieram. A jeśli ktoś miał ze mną przechlapane, to może tak twierdzić, bo rzeczywiście tak było, że jeśli za mną nie podążał, to szybko już go nie było. Ja uważam, że trzeba dać siebie całego, jeśli się już jest w klubie, chociaż wiadomo, zawodnik ma także rodzinę i swoje obowiązki, ale wszystko trzeba przyporządkować piłce, czerpać z tego pasję i radość, a różnie z tym bywa.

A skąd u trenera pseudonim Rambo?

LO: (śmiech) Rambo to jeszcze w Koronie Kielce, chociaż słyszałem też o innych przezwiskach w innych klubach. Był Schwarzenegger czy coś takiego, od razu zawodnicy przyszywani mi łatkę tych, co często strzelają… Rambo był w Kielcach, może i wcześniej też, ale w Koronie już prawie, że oficjalnie, chociaż żaden z zawodników tak się do mnie nie zwracał, tylko między sobą tak mówili.

Kiedyś wkurzyłem się na nich, musiałem dam dać przykład, więc wymalowałem policzki błotem, założyłem opaskę na głowę właśnie jak Rambo przed akcją, to ich trochę rozbawiło i rozśmieszyło, a potem za mną w ogień na tym treningu poszli.

Było oberwanie chmury, myśleli, że to już koniec zajęć, więc musiałem coś wymyślić i przyszło mi do głowy właśnie takie coś. Pokazałem im, że można, i że trzeba szukać pozytywów w takiej sytuacji. A przy okazji potwierdziłem tym tą swoją ksywę.

O Puchar Polski powalczy Arka, a kto jest według trenera faworytem do mistrzostwa?

LO: Ja widzę zawsze tych samych faworytów. Legia. Jak popatrzymy, tam jest najwięcej reprezentantów, Pazdan, Jędrzejczyk, Mączyński, Hamalainen, do tego Guillerme czy  Radović, który zaraz wróci. Wiadomo, że piłka wszystko może wywrócić do góry nogami, ale teoretycznie faworytami są Legia Lech i tak to powinno się ułożyć. Myślę, że Legia jest na dobrej drodze, chociaż ostatnio przegrała z Koroną, która jest rewelacją, tak jak Górnik, który zadomowił się w czubie i gra rewelacyjnie w tym sezonie. Ale sezon jest długi, jest nowość, bo nie ma redukcji punktów, więc to co teraz wypracujesz, tego nikt ci nie zabierze. A oni na razie punktują.

„Ja faworytów zawsze widzę tych samych. Legia”/ fot. Cyfrasport

Zaskoczyła trenera postawa Korony? Ten specyficzny kielecki klimat zna Pan doskonale.

LO: Na pewno łatwo nie mieli, ale jak spojrzysz na nazwiska zawodników, którzy tam grają to jest to wysoka jakość. Jak Kaczarawa, reprezentant Gruzji, który grał w dobrych klubach i strzelał bramki, bardzo niebezpieczny zawodnik, Soriano następny, druga Bundesliga, Kovacević i tak można wymieniać. To dobrzy piłkarze, chociaż nieznani na naszym rynku, ale z dobrym CV. W dodatku przygotowanie motoryczne bardzo dobre, to ich charakteryzuje, bo potrafią docisnąć pedał gazu i zmiażdżyć przeciwnika. Do tego rewelacyjna forma Możdżenia i spółki, Rymaniak z opaską i inni zawodnicy, którzy też dojrzeli, jak na przykład Cebula. Tak też jest duża rotacja, a kiedy jedni zawodnicy dostają kontuzję, wchodzą następni i nie obniżają poziomu.

Na koniec chciałem się spytać, czego można trenerowi życzyć.

LO: Zdrowia i mądrości dla mnie i moich najbliższych. I dla Arki, to jest najważniejsze. A potem sukcesów, żeby na nie zapracować, bo taka jest nasza rola tutaj, żeby wygrywać i bić następne rekordy, ponownie znaleźć się w finale Pucharu Polski. Ale spokojnie, nie jesteśmy pępkiem świata, odpowiedzialnie pracujmy z dnia na dzień, a wypracujemy dobre rzeczy.

Dziękuję za rozmowę.

*

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.