Juras Blog: Less Show More Fighting

Dzień Dobry! Dziś rozpędzam bloga bez wstępu o pogodzie, choć wypadało by naubliżać jej od najgorszych, nie będzie też o ciężkich niedzielnych porankach, gdy głowa boli jak po łokciach Sokoudjou, a w ustach Sahara. Nie chcąc tracić Waszej atencji w odkrywaniu kolejnych zdań przejdę do tego co wydarzyło się wczoraj w trójmiejskiej Ergo Arenie i nie będzie to tylko sportowe podsumowanie pojedynków gali ACB 63.

Po raz kolejny najszybciej rozwijająca się organizacja MMA w Europie czyli Absolute Championship Berkut postanowiła zawitać nad Wisłę aby zafundować kibicom swój produkt. Patrząc na kartę walk i bardzo równe zestawienia należało spodziewać się, że będzie to gala MMA która pozamiata emocjami. Ja osobiście bardzo jarałem się kilkoma zestawieniami ale o tym za chwilę. Na początek trzeba jednak zahaczyć o to co nie do końca było dla mnie zrozumiałe. Mianowicie ilość widzów na trybunach… a raczej garstka obsługi, kilku znajomych zawodników i Pani Basia z koleżanką, która na co dzień szoruje korytarze Ergo Areny. Według realnych szacunków podawanych przez obecnych na miejscu znajomych, na trybunach 15 tysięcznej hali zasiadło…uwaga…trzymajcie się krzesełek…wstrzymajcie oddech…zmrużcie oko…ściśnijcie dłoń osoby obok…werbleeeeeee……tam tam taaaaaaaaam… 200/300 osób. WTF?! Jak to możliwe?

Szczerze jestem zaskoczony i trochę zirytowany. Dużych eventów MMA w Polsce jest jak na lekarstwo, a dostając jeszcze taką kartę walk jaką zafundowało Nam ACB byłem przekonany, że spokojnie cztery, może pięć tysięcy osób zasiądzie na trybunach Ergo Areny. Oczywiście ACB nie jest i pewno nigdy nie będzie organizacją na którą walą tłumy kibiców MMA, co pokazują wcześniejsze ich gale w Polsce. Jaki jest tego realny powód? Wczorajsza gala pokazuje, że po pierwsze wakacyjny termin nie jest najlepszym rozwiązaniem. Mimo, iż za oknem pogoda zdecydowanie nie nastrajała do plażowania, to i tak wczasowicze wybrali inne rozrywki niż zerknąć na trochę dobrej bitki. Na pewno konkurencją był coroczny festiwal Opener ale z drugiej strony nie wydaje mi się, aby te publiki przenikały się jeżeli chodzi o zainteresowania. Ludzie woleli iść na kolejnego Dorsza z frytkami i piwko niż siedzieć w Ergo Arenie, choć koszta biletu, a nadmorskich smakołyków pewno takie same. Co zatem z kibicami MMA, którzy tak głośno zawsze domagają się dobrych walk, brak freak fightów czy tanich biletów? Mam dziwne wrażenie, że w dużej mierze jednak byli wczoraj na hali. Odliczając 150 osób jako znajomi i rodzina zawodników… mamy trochę odpowiedź czym jest branża hardcorowych fanów MMA. Wsparcie MMA w Polsce to nie tylko klikanie w internetach prześmiewczych komentarzy. Czasami warto odmówić sobie kolejnej paczki chipsów przed kompem i zebrać parę złotych na wycieczkę do miasta w którym organizowany jest duży event MMA. W sumie to trochę smutne, bo jako hardcorowi kibice MMA, Ci sami którzy tak krytykują wszystko co polskie, pozbawiają się prawa głosu olewając gale, którymi się rzekomo tak jarają. Jako branża MMA w Polsce daliśmy dupy i tyle. Nie mówię, że nagle wszyscy powinni wrócić z rodzinnych wakacji, „bo ACB!” ale na bank większość z fanów kisi się w domach, a nie na ciepłych plażach Grecji czy Hiszpanii.

Może frekwencja wynikała z tego, że Polsat Sport ponownie transmitował galę na swoich kanałach za free i ludzie woleli oglądać ją w domowym zaciszu? Nie sądzę. Po tym ja wrzuciłem w social media info o transmisji ACB wiele osób było zaskoczonych, że w ogóle coś się dzisiaj dzieje w kraju.

Spójrzmy realnie czym jest MMA w Polsce. Less Show More Fighting? Jak widać hasło przewodnie ACB nie odzwierciedla oczekiwań polskiego sympatyka Wszechstylowej Walki Wręcz. Ludzie przyzwyczaili się do produktu, który funduje im KSW, a próbuje powielać ten wzór FEN. Musi być show i nie mówię tylko o oprawie, grze świateł, ledach na sufitach czy audio jak na koncercie Justina Biebera. Musi być walka z historią, z podtekstem, dobrze wypromowana. Współcześni kibice sportów walki mają trochę dość suchej sportowej rywalizacji nawet jeśli gwarantuje ona wysoki sportowy poziom. Jakimś przykładem niech będzie ostatnia gala Polsat Boxing Night, gdzie sportowo wyglądało to naprawdę fajnie jak na polskie warunki, a mimo wszystko do tej samej hali przyszła połowa pojemności. Tej samej hali, która KSW wyprzedaje jak świeże bułeczki.

Organizacje robiące gale w Polsce potrzebują wypromowanych gwiazd, choć z drugiej strony nie jestem do końca przekonany czy w sytuacji, gdy Mamed Chalidow nie przedłuży kontraktu z KSW i przejdzie do ACB to zagwarantuje komplety publiczności. No chyba, że przejdzie razem z Pudzianem:)

ACB niespecjalnie płacze, że nie sprzedało biletów na gale, gdyż skarbiec włodarzy organizacji wydaje się nieograniczony. Jednak obrazek w telewizji gdy widzimy pustki na trybunach dla fana sportu, który może przypadkiem przełączył się na Polsat Sport, jest sygnałem „eeee nikogo tam nie ma pewno jakaś gówniana gala nie oglądam”. Szkoda, bo właśnie stracił kawał porządnego MMA.

Czy podobny los spotka UFC w październiku? Będę naprawdę czekał na rozwój wydarzeń, a póki co życzę organizacji ACB wszystkiego najlepszego. Kawał dobrej roboty.

PS. Miało być coś o walkach? Było naprawdę dobre! Brawo Strusik, Kiełek, Cebula, Płetwal, Przemek Mysiala i inni zwycięzcy 🙂 bawiłem się przed mikrofonem naprawdę dobrze!

Co Waszym zdaniem wpływa na słabą frekwencję gal ACB w Polsce?

Miłego Dnia!

Komentarze