Lekkoatletyka: Trener Anity Włodarczyk pomaga konkurencji?

    Polscy lekkoatleci często mieli pretensje do mediów, że mało się nimi interesują. Ostatnio to się zmieniło. Jednak zdaje się, że nie o takie zainteresowanie chodziło. Najpierw „afera alkoholowa”, a teraz doniesienia o tym, że trener Anity Włodarczyk – Krzysztof Kaliszewski podczas zgrupowania zorganizowanego w Stanach Zjednoczonych za pieniądze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki zajmował się trenowaniem zawodników z Kataru, będących rywalami polskich młociarzy.

    Jakby tego było mało, to szkoleniowiec naszej wybitnej zawodniczki zaproponował, aby planowany na maj obóz przygotowawczy naszych zawodników zorganizować w  Katarze, a nie jak pierwotnie zakładano w Polsce. Na takie rozwiązanie nikt się jednak nie zgodzi.

    Nie ma o tym mowy. W maju w Katarze jest tak gorąco, że trenowanie w ciągu dnia jest praktycznie niemożliwe. Anita mogłaby trenować jedynie po zmroku, choć i tak upał nadal byłby ogromny. Może mimo trudnych warunków przygotowałaby się tak, iż zdobyłaby złoto mistrzostw świata, ale taki wyjazd mija się z celem” – mówi na łamach “Przeglądu Sportowego” jeden z działaczy związku.

    Tego samego zdania jest mistrz olimpijski z Sydney – Szymon Ziółkowski: „ Pomysł wybrania się w maju do Kataru to kretynizm. Pamiętam, jak w dniu mojego startu termometry pokazywały grubo ponad 40 stopni. Wystarczy zresztą popatrzeć na samych Katarczyków – nawet oni nie trenują w tym czasie w swojej ojczyźnie. Wolą wyjeżdżać na zgrupowania zagraniczne, choćby do naszej Spały, bo u nich zwyczajnie nie da się wtedy żyć. Mam nadzieję, że PZLA wszystko to wyjaśni i ureguluje. Najważniejszy jest zdrowy rozsądek.”

    Po czym komentuje informację o tym, że Krzysztof Kaliszewski trenuje polską „konkurencję”:

    Nie jest to fair, aby młociarze z Kataru byli trenowani przez pana Kaliszewskiego, tym bardziej jeśli dzieje się to w trakcie zgrupowania opłacanego przez PZLA. Także z tego powodu nasi zawodnicy nie mogli spokojnie przygotowywać się do sezonu. A to już świństwo. Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca” – cytuje „Przegląd Sportowy”.

    W tej całej sprawie najsmutniejsze jest to, że wszystko rozgrywa się na łamach mediów sportowych. Z drugiej strony, jeśli żaden z dziennikarzy nie opisałby problemu, to nie mamy pewności, czy ktoś tą sprawą by się zajął.

    Komentarze