Lekkoatletyka: Rekord świata w maratonie kobiet pobity!

Pamiętacie nasz tekst z czwartku o Kenenise Bekele i próbie pobiciu przez niego rekordu świata w maratonie, prawda? No właśnie. Szykowaliśmy się na wielkie emocje w Londynie, bo sam mistrz zapowiadał, że postara się wykręcić najlepszy wynik w historii na tym dystansie. Analizowaliśmy wszystkie zmienne, takie jak pogoda, rywale, wyniki w przeszłości osiągane w stolicy Anglii i wiele wiele innych i wyszło nam, że nic z tego nie będzie. Ale skoro mistrz mówił, to nam wypadadało wyraźnie słuchać. Wstać w niedzielę rano i oglądać.

I tak naprawdę występ Kenenisy Bekele był dla nas najważniejszym wydarzeniem podczas zmagań w Londynie. Cały czas doszukiwaliśmy się momentu, w którym operator pokaże Etiopczyka, sami niejako wczuwaliśmy się w klimat szybkiego biegania i kolejne starty, najpierw wózkarzy, potem osób niepełnosprawnych, kolejno kobiet tylko nas ten w ten nastrój wprowadzały. Aż na starcie nie pojawiłą się Mary Keitany.

Twarz to dla nas rzecz jasna nie obca, Keitany trzykrotnie z rzędu (2014-2016) wygrywała maraton w Nowym Jorku, czyli – umówmy się – biegać potrafi. Nie przypuszczaliśmy natomiast, że Kenijka będzie w stanie pobić rekord świata właśnie dziś. Skąd ten nasz brak wiary?

  • Bieg odbywał się w Londynie, a najlepsze wyniki w maratonie w ostatnich latach osiąga się w Berlinie
  • W Londynie było dziś zimno, co patrząc na specyfikę Aferykanek, ma spore znaczenie

A jednak Keitany zdołała ten rekord pobić. Zaraz oczywiście zaczniecie pisać, że piszemy bzdury, bo najszybciej rekord świata przebiegła Paula Radcliffe (2:15,25) – zgoda. Ale różnica jest dosyć znacząca – Kenijka biegła bez supportu, czyli wsparcia mężczyzn. Zazwyczaj podczas wielkich biegów kobiety startują z mężczyznami. Stawka się na trasie wymiesza i najlepsze panie mogą “złapać się” nieco słabszych mężczyzn. Dzis tego nie było, a kobiety same musiały sobie poradzić z tym dystansem. Stąd wynik Keitany, mimo że gorszy od Radcliffe, budzi ogromny szacunek.

Co u panów? A no nie wygrał Bekele. Jeszcze kilka kilometrów przed metą podnosił triumfalnie ręce do góry sugerując fanom, że odrobi kilkudziesieciumetrową stratę do Daniela Wanjiru. Niestety, nie udało się. Czas zwycięzcy nie jest fantastyczny (2:05,48), ale o tym, że nie będziemy oglądać biegania nawet w granicach rekordu świata, wiedzieliśmy już zdecydowanie szybciej. Międzyczasy jasno wskazywało, że nic spektakularnego się w stolicy Anglii nie wydarzy.

Czas Bekele – 2:05,57. To jego siódmy bieg na królewskim dystansie. Do tej pory dwukrotnie biegów w Dubaju nie ukończył. Wiele osób spekulowało, że po zwycięstwie w Paryżu i Berlinie, najlepszy okaże się również w Londynie i zdobędzie niejako europejską koronę. Tak się jednak nie stało, a marzenia o rekordzie świata trzeba będzie odłożyć na kiedy indziej. Właśnie, na kiedy? Chyba na Berlin, prawda?

 

Komentarze