Lekkoatletyka: Jak to jest z tymi naszymi “balangowiczami”?

Celowo nie pisaliśmy o tym wczoraj, bo chcieliśmy dać czas wszystkim stronom na wyjaśnienie. Generalnie bazując tylko na obcych źródłach, które w tej sytuacji są innymi portalami internetowi uważamy, że nie ma tematu. Lekkoatleci mieli ochotę napić się alkoholu podczas obozu, co samo w sobie jest zakazane, ale generalnie nie stało się nic złego. Dziennikarze jednak ten występek rozdmuchali do awantury i zaczęli pisać o hucznej imprezie i wydelegowaniu naszych reprezentantów z hotelu. My, przeglądając media społecznościowe naszych zawodników, dochodzimy do wniosku, że nic złego się nie stało. Choć… oceńcie sami.

Na początek oświadczenie zamieszczone na oficjalnej stronie Polskiego Związku Lekkiej Atletyki:

“Zawodnicy przyznali się do faktu, iż znaleziono w ich lodówce piwo. Przeprowadzona została rozmowa przez osoby kierujące ośrodkiem z trenerami z prośbą o poinformowanie zawodników, ze są zobowiązani do stosowania się do regulaminu ośrodka. Po kilkunastu dniach od zaistniałej sytuacji sprawa została ponownie poruszona i poinformowano nas, że status zawodników został zmieniony na „zewnętrzny”. W konsekwencji kierownictwo  ośrodka pomogło w przeniesieniu zawodników do pobliskiego hotelu  z zachowaniem dostępu do obiektów szkoleniowych. Wiemy również, że pozostali uczestnicy, w tym trenerzy, poprosili o przeniesienie do tego samego hotelu i tak się stało. Jesteśmy absolutnie przekonani, że złamanie regulaminu ośrodka nie jest adekwatne i wysoce krzywdzące naszych zawodników w informacjach pojawiających się w mediach.

Jednocześnie informujemy, że nie ma żadnych konsekwencji finansowych dla Związku, a ich pobyt jest finansowany w ramach umowy z ośrodkiem w Chula Vista.

Będziemy po powrocie  wyjaśniać sprawę z zawodnikami, ale na tę chwilę i w świetle posiadanej wiedzy nie mamy powodów, aby wszczynać jakiekolwiek postępowanie dyscyplinarne.”

 

Związek przedstawił sprawę jasno: zawodnicy pili piwo, czym złamali regulamin, ale zostali bez większych konsekwencji przeniesieni do innego hotelu. Naszym zdaniem? PZLA musiało odnieść się do tej sprawy, bo tego wymagało społeczeństwo, ale gdzieś pod nosem wszyscy się z tego śmieją, bo piwo wypite na obozie przez sportowca nie jest czymś nowym. Chyba, że ktoś myśli inaczej, to…

Teraz zacytujemy wpis na Facebooku głównego zamieszanego w całą “aferę”, czyli Kondrada Bukowieckiego.

“Wiecie co? Chciałem napisać oświadczenie, ale sprawa wydaje mi się na tyle śmieszna, że pozwolę sobie tylko na krótki komentarz w tej sprawie. Niektóre polskie media, jak zwykle z resztą, bez znajomości tematu piszą bzdury i oczerniają 12 osobową ekipę lekkoatletów, która przebywa na obozie sportowym w Chula Vista. NIE ZOSTALIŚMY WYRZUCENI tylko przeniesieni do zaprzyjaźnionego hotelu. Dalej mamy takie same prawa co do posiłków i trenowania w ośrodku, jedyne co się zmieniło to miejsce zakwaterowania. Owszem, złamaliśmy regulamin, bowiem na teren ośrodka nie wolno wnosić napojów alkoholowych. Jedna ze sprzątaczek otworzyła naszą lodówkę, w której były ZAMKNIĘTE butelki piwa. NIE BYŁO ŻADNEJ “GŁOŚNEJ IMPREZY” czy też “LIBACJI ALKOHOLOWEJ” . Zważając na atmosferę, która panuje z drugą polską ekipą tutaj, myślę, że był to znakomity pretekst do tego żeby zrobić nam na złość. Pozdrawiam serdecznie, my dalej robimy swoje!”

Bukowiecki rozwiewa wszelkie wątpliwości – nie było imprezy, było piwo, co – samo w sobie – jest już złamaniem regulaminu.

Na tym moglibyśmy poprzestać i zakończyć tekst optymistycznym i oklepanym “nic się nie stało”. Ale… no właśnie. Weszliśmy na profil Anity Włodarczyk.

To już tacy pewni nie jesteśmy. Niby nic nie było, niby nikt nie zrobił niczego złego i można było spokojnie przymknąć na to oko, ale pojawia się poważne oświadczenie, w którym jedna z osób będących na zgrupowaniu od wszystkiego się odcina.

Zaczynamy się zastanawiać. Czy wszystko jest celowo zamiecione pod dywan i Włodarczyk ma rację, czy Włodarczyk chce od wszystkiego umyć ręce, bo ucierpiałby na tym jej wizerunek?

A już tak zupełnie abstrahując od całej sytuacji to zastanawiamy się, czy grupa, w której jest 12 osób (7 zawodników i 5 trenerów) nie powinna się trzymać razem? Czy nie lepiej byłoby, gdyby Włodarczyk w ogóle tego pisma nie wstawiła na swojego Facebooka? Czy jedna, zgodna wersja, bez względu na to, jaka by ona nie była, nie dałaby więcej dobrego całej kadrze? Tak jest rozłam i polemika, której można było uniknąć.

Może doszukujemy się trochę na siłę problemu, ale chyba nie ma niczego gorszego niż różne wersje w tej samej sprawie. Choć oczywiście samych występków lekkoatletów nie pochwalamy. Sport jednak widział już nie takich ananasów i żaden dziennikarz nigdy o tym nie napisał ani słowa.

Komentarze