Lekkoatletyka: Dopingowy absurd Bukowieckiego

    Wydawało się, że wszystko co najgorsze w karierze Konrada Bukowieckiego już za nim. Po zeszłorocznej „wpadce” dopingowej, po której dostał upomnienie, miało pozostać już tylko złe wspomnienie. W marcu Polak zdobył złoty medal na mistrzostwach Europy w Belgradzie, poprawiając przy okazji należący do Tomasza Majewskiego rekord Polski i wydawało się, że teraz będzie już tylko chwalony.

    Tymczasem dosyć niespodziewanie wczoraj Bukowiecki otrzymał od IAAF (Międzynarodowe Stowarzyszenie Federacji Lekkoatletycznych) reprymendę. Co gorsza, odebrano mu zeszłoroczny tytuł mistrza świata juniorów i rekord świata.

    To znaczyło dla mnie bardzo wiele, a teraz zostanie mi to zabrane. Nie wiem, czy warto składać apelację. Zastanawiam się, czy gra jest warta świeczki, bo jestem już tym zmęczony. Ten temat już dawno zostawiłem za sobą, a teraz, tuż przed sezonem znów muszę to przeżywać.

    Wiadomo, jak ludzie reagują na słowo “doping”, a mało kto zada sobie trud i przeanalizuje, jak ta sprawa wyglądała i w jaki sposób substancja trafiła do mojego organizmu. Jest mi przykro, że ponownie muszę przez to przechodzić. Moja rodzina też to bardzo przeżywa” – powiedział sam zainteresowany w rozmowie z WP SportoweFakty.

    Niestety obecnie jest tak, że wszyscy są „wrzucani do jednego worka”. Bukowiecki miał pecha, bo pomimo zapewnień na opakowaniu, skład odżywki zawierał higenaminę. Zrobił więc to nieświadomie. A co jest warte jeszcze większego podkreślenia, ten specyfik nie był wówczas wymieniony na liście niedozwolonych substancji.

    „Nigdy nie ukrywałem, że tę odżywkę kupiłem sam. Nie mogę podać nazwy producenta, ale była to odżywka renomowanej firmy, która szeroko się reklamuje w mediach. Wychodzi na to, że zanim cokolwiek zjem będę musiał to zanieść do laboratorium. To co się dzieje, to naprawdę jakiś absurd. Od zawsze byłem ostrożny przy doborze odżywek, dmuchałem na zimne, analizowałem skład i nigdy nie przypuszczałem, że może mi się coś takiego przytrafić” – powiedział redakcji WP SportoweFakty.

    Komentarze