Lekkoatletyka: Bukowiecki z minimum na MME w… rzucie dyskiem!

Michael Phelps zawsze imponował nam tym, że był bardzo uniwersalnym pływakiem. Nie tylko fantastycznym sportowcem i najbardziej utytułowanym olimpijczykiem w historii, ale też gościem, któremu nie robiło różnicy, w jakiej konkurencji i na jakims dystansie będzie musiał się zmierzyć. Laik powie: no dobra, ale pływanie to pływanie – żadna różnica. My mówimy inaczej: różnica jest i to spora. Inny trening, inne partie mięśni, rodzaj wytrzymałości i szybkości – to wszystko działa na każdym dystansie w inny sposób. Pogodzenie tego jest niezwykle trudne. Tylko wybitne jednostki są w stanie sobie z tym poradzić.

Tematu Phelpsa nie poruszalibyśmy dzisiaj, bo tekst nie będzie dotyczył jego. Przychylamy się nad Konradem Bukowieckim, czyli rekordziście Polski w pchnięciu kulą. 20-letni lekkoatleta występował wczoraj w mityngu w Bojanowie. Startował w dwóch konkurencjach – w koronnej, czyli pchnięciu kulą i dodatkowo w rzucie dyskiem. W drugiej z nich wypełnił minimum na Młodzieżowe Mistrzostwa Europy, które w lipcu odbędą się w Bydgoszczy.

Co ciekawe, Bukowiecki na co dzień w ogóle nie rzuca dyskiem. Wcześniej, gdy był jeszcze juniorem, zdarzało mu się występować w tej konkurencji podczas zawodów. Gdy już jednak zaczął osiągać sukcesy w pchnięciu kulą, to dysk zaniedbał. Teraz jak gdyby nigdy nic wziął go do ręki i rzucił na odległość 56,75, co nie tylko jest jego rekordem życiowym, ale i wynikiem, który sprawia, że Bukowiecki będzie uprawniony do startowania na mistrzostwach Starego Kontynentu.

Oto cały jego wpis na Facebooku po wczorajszym konkursie:

Po pierwsze, jesteśmy w szoku, że Bukowiecki jest aż tak wszechstronnie uzdoloniony. Wydawałoby się, że obie konkurencje różnią się od siebie i to znacznie. Konrad udowodnił jednak, że gdyby ktoś nagle wycofał z programu wielkich lekkoatletycznych imprez pchnięcie kulą, to on również doskonale by sobie poradził w innej dyscyplinie.

Po drugie, zastanawiamy się, czy  Bukowiecki w Bydgoszczy wystartuje w rzucie dyskiem. Wiadomo, że priorytetem będzie kula, ale w swojej nowej-starej konkurencji również miałby szanse na zdobycie medalu. Przed dwoma lat, w Tallinie, brązowy medal zapewniał wynik 58,82. Jeśli Bukowiecki po krótkim treningu zrobiłby jeszcze progres, to wielce prawdopodobne, że ten wynik by poprawił.

Po trzecie, czy to ma sens? W sierpniu w Londynie odbywają się Lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata, na których Bukowiecki będzie jednym z faworytów do medalu. Kilka tygodni przed docelową imprezą starty dla sprawdzenia się nie są wskazane. Takie jest przynajmniej nasze zdanie. Choć oczywiście i tak będziemy kibicowali Konradowi i mamy nadzieję, że jeszcze nieraz nas zaskoczy.

Komentarze