Lekkoatletyka: 35. urodziny Kenenisy Bekele!

    Najlepszy. Najwybitniejszy. Unikatowy. Oryginalny. Jedyny w swoim rodzaju. Po prostu Kenenisa Bekele. Dziś 35. urodziny obchodzi najbardziej utytułowany etiopski sportowiec w historii. Rekordzista świata na czterech różnych dystansach, trzykrotny mistrz olimpijski, pięciokrotny mistrz świata. Kawał historii światowej lekkiej atletyki.

    Jeszcze jakiś czas temu nikt w Etiopii nie wyobrażał sobie, że w kraju położonym we wschodniej części Afryki urodzi się wybitniejszy sportowiec niż Haile Gebreselassie. Nie ma się czemu dziwić – starszy z biegaczy rządził i dzielił na bieżniach w latach 90. XX wieku wygrywając cztery razy z rzędu światowy czempionat dokładając do tego dwa złota z igrzysk olimpijskich. Haile wychował przy swoim boku jednak człowieka, który miał od samego początku zamiar, aby te dokonania schować do szuflady z napisem “ale to już było” i na nowo napisać historię etiopskich biegów długich.

    Pierwsze wielkie osiągnięcia Bekele przyszły w Paryżu w 2003 roku. Tam Kenenisa zdobył złoto w biegu na 10 000m i dorzucił do tego brąz na dystansie dwukrotnie krótszym, kiedy do przegrał w bardzo słynnej konfrontacji na finiszu z Hichamem el Guerroujem i Eliudem Kipchoge. Rok później pojechał do Aten już jako faworyt do wygrania obu biegów, ale znowu – na 5 000m jego pogromcą był schodzący ze sceny el Guerrouj, który zostawił sobie więcej siły na ostatnich metrach. Tamten bieg dał wiele do myślenia Bekele, który nauczył się dzięki porażce, że biegi musi rozgrywać w inny sposób. Szybkie tempo od początku i finisz, ale już na kilka okrążeń przed metą – to miał być klucz do kolejnych zwycięstw Bekele.

    I Kenenisa najpierw wygrał bieg na 10 000m w stolicy Grecji, potem w Pekinie dorzucił do swojego dorobku dwa złota. W międzyczasie został mistrzem świata w Helsinkach i Osace i zaczął zajmować się biciem rekordów świata, które do dziś nie zostały przez nikogo poprawione. Łącznie ma ich na koncie aż cztery. Bekele zaczął od 5 000m w hali w lutym 2004 roku (12:49,60), by trzy miesiące później wykręcić najlepszy wynik globu, ale już w rywalizacji na otwartym stadionie na tym samym dystanie (12:37,35). Rok później osiągnął niebotyczne 26:17,53 na 10 000m w Brukseli, a dwa lata później rozpawił się w hali z dystansem 2 000m w hali w czasie 4:49,89.

    Do tego Bekele, mimo że bardzo rzadko miał ku temu okazje, potrafił przebiec 1 500m w czasie 3:32,35, czyli wynik to lepszy niż aktualny rekord Polski i rezultat, który podczas wielu imprez mistrzowskim gwarantuje medal. We wrześniu ubiegłego roku Kenenisa, który od kilka lat specjalizuje się w biegach ulicznych, był bardzo blisko pobicia rekordu świata w maratonie. Do pełni szczęścia zabrakło zaledwie 6 sekund, choć my jesteśmy dziwnie spokojni, że w kolejnych biegach Bekele już z najlepszym obecnie rezultatem się upora i dorzuci do swojego dorobku piąty rekord świata.

    Wyobraźcie sobie – gość ma najlepszy wynik w historii na 2 000m w hali, na 10 000 na stadionie i zaraz może być też numerem jeden w historii maratonu. Dla nas to jest coś, co absolutnie przechodzi ludzkie pojęcie.

    A, zapomnielibyśmy. Bekele do tego wszystkiego jest jeszcze dziesięciokrotnym mistrzem świata w biegach przełajowych i zwycięzcą wszystkich mityngów Złotej Ligi w 2009 roku, za co otrzymał czek wysokości 333.333.33 dolarów.

    Dziś ma już 35 lat i dalej nie schodzi ze sceny. Kolejne rekordy i przekraczanie barier, które są nie do przekroczenia? Nie mamy wątpliwości – to tylko kwestia czasu.

    Sto lat, Kenenisa!

    Komentarze