Lekkoatletyka: 34. urodziny Piotra Małachowskiego!

Najlepszy polski dyskobol w historii i posiadacz piątego najdalszego rzutu w tej konkurencji na świecie. Dwukrotny wicemistrz olimpijski, który dopiero rozpoczął popularyzację rzutu dyskiem w naszym kraju. W przeszłości ochroniarz na dyskotekach i gość, który nie bał się żadnej roboty. Na pierwsze zawody międzynarodowe jeździł w swoich niefirmowych dresach bez menadżera. Dziś rozdaje karty w światowej lekkoatletyce i przed rokiem wygrał klasyfikację generalną Diamentowej Ligi. Dziś, mimo że mógłby już pierdzieć w stołek i nic nie robić, wciąż przerzuca na treningach żelastwo na siłowni, bo wierzy w to, że z Tokio przywiezie upragnione olimpijskie złoto. Jak sam podkreślał wielokrotnie – Dopóki nie uda mi się tego osiągnąć, kariery nie skończę.

Dziś swoje 34. urodziny obchodzi Piotr Małachowski, czyli – nie bójmy się tego powiedzieć – kawał historii polskiego sportu. Wspomnieliśmy już o dwóch srebrnych medalach przywiezionych z igrzysk. Do tego dochodzi tytuł mistrza świata z 2015 roku, dwa srebrne medale z tej imprezy oraz dwukrotne zdobycie mistrzostwa Europy. Zawodów niemniej prestiżowych, gdyż cała światowa czołówka dyskoboli pochodzi właśnie ze Starego Kontynentu.

Piotr Małachowski jest już w wielkim sporcie od ponad 10 lat, ale pierwsze jego spektakularne sukcesy przyszły dopiero w 2008 roku. Jak sam zawodnik podkreśla: – Rzut dyskiem to nie jest dyscyplina, w której ktoś po kilku miesiącach treningu zacznie odnosić super wyniki. Tu na wszystko trzeba sobie zapracować. Nie sposób się z tym nie zgodzić, choć w momencie odbierania srebrnego medalu podczas igrzysk w Pekinie Małachowski miał dopiero 25 lat. Już wtedy wróżono mu wielką karierę, mimo że byli też i tacy, którzy prognozowali, że na krążku zdobytym w Chinach Małaszek poprzestanie i już nigdy tego osiągnięcia nie będzie w stanie powtórzyć.

My wpadliśmy całkiem niedawno na pomysł, żeby zrobić wywiad z Piotrem. Już kilka miesięcy wcześniej zaciekawił nas temat, a rok poolimpijski wydawał się odpowiednim momentem, by o niektórych rzeczach pogadać. Wtedy wahaliśmy się, bo w środowisku dziennikarzy panowało przeświadczenie, że dyskobol niekoniecznie lubi rozmawiać z dziennikarzami. Generalnie spotkaliśmy się z opiniami, że Małachowskiego to lepiej sobie odpuścić, bo nic z tego nie będzie.

Zadzwoniliśmy, umówiliśmy się, podjęliśmy ryzyko. I wiecie co?

Małachowski to naprawdę równy gość. Nie odwaliło mu po sukcesach, których ma na swoim koncie całe mnóstwo. Jest skromny, szczery, prawdziwy, nie udaje nikogo, kim nie jest. Ma swoje marzenia i rodzinę, której w pełni się oddaje. Nie koloruje, mówi ciekawie i nie jest typem gościa, który na każdy pytanie odpowie w stylu “Sport jest dla mnie wszystkim”, tylko konkretnie wyrazi swoje zdanie. Jest otwarty, uśmiechnięty, ale i wyrazsity. Bije od niego charyzma.

Polubliśmy go, a on polubił nas – takie mamy przynajmniej wrażenie. W efekcie tego wyszła z tego całkiem fajna lektura, po której spłynęło do nas kilka naprawdę cieszących oko komentarzy. Podrzucimy kilka wypowiedzi Piotra z tego wywiadu, żeby przypomnieć wszystkim, jaki charakter miała nasza rozmowa:

O kontaktach z dziennikarzami:

“Nie lubię rozmawiać z redaktorami, którzy przez cały wywiad, czyli na przykład półtorej godziny, mówią do mnie „panie Tomku”. Nie zwracam im uwagi, ale skoro ktoś myli moje imię, to nie wiem, czy wszystko jest tak, jak powinno być. Są też dziennikarze, którzy nigdy nic nie trenowali, a ciągle piszą, że temu coś nie wyszło, lub tamten zrobił coś źle. Zarzucają mi, że nie tak się rozgrzewam lub stosuję niewłaściwą dietę. Jak ktoś zna się na sporcie i ma coś ciekawego do powiedzenia, przygotuje się do wywiadu i ułoży pytania, które sprawią, że dyskusja będzie ciekawa, to nie mam żadnemu problemu, by umówić się na wywiad. Gdy jednak po raz setny odpowiadam na te same pytania, które pojawiły się już w kilkudziesięciu moich poprzednich wywiadach, to ręce mi opadają.”

O wymaganiach względem samego siebie:

“Zapewniam cię, że gdyby Tomek w Londynie pchnął 22,5 metra, a zajął na przykład drugie miejsce, to na pewno nie byłby niezadowolony z konkursu. Przyjechał do domu, obejrzał jeszcze raz konkurs i stwierdził, że można było wypaść lepiej. Że nie wszystko zostało zrobione tak, jak należy. Wiadomo – zwycięzców się nie sądzi, ale i ja, i Tomek wymagaliśmy od siebie zawsze więcej niż inni od nas wymagali.”

O sobie:

“To wszystko kreują media. Rozdmuchują różne problemy, których w rzeczywistości nie ma i szukają sensacji, której nie de facto nie było. Ja, Piotr Małachowski, jestem normalnym gościem. Człowiekiem, który trenuje i reprezentuje Polskę, ma swoje ambicje i marzy o złotym medalu olimpijskim. Nie udało się go zdobyć i dziś siedzimy pijemy kawę i rozmawiamy tak samo, jak miałoby to miejsce, gdybym był mistrzem olimpijskim. Czy moje życie się zawaliło? Nie. Czy czuję się teraz z tego powodu smutny? Nie. Czy wolałbym być mistrzem olimpijskim, a nie wicemistrzem? Tak, wolałbym mieć złoty medal w swojej kolekcji.”

O Aleknie:

“Alekna to zajebisty facet. On chciał zrobić dużo dla całej dyscypliny i moim zdaniem w dużej mierze mu się to udało. Gdy wygrywał i rzucał pięć metrów dalej ode mnie, to zachowywał się w ten sam sposób, co podczas konkursu, kiedy mu nie szło i zajmował trzecie miejsce. Doceniał czyiś progres, dobry dzień czy udana próbę. Dostrzegał ciężką pracę i wysiłek włożony w przygotowania do zawodów. Nie zdarzyło się, żeby nie pogratulował, gdy na dobrą sprawę nie było czego gratulować.”

O tym, dlaczego nie “odleciał”:

“Po igrzyskach olimpijskich wywiad ze mną przeprowadziła Kamila Skolimowska, która sama w wieku 18 lat zdobyła złoty medal na igrzyskach. Porozmawialiśmy dłuższą chwilę i ona mówiła mi o wielu rzeczach, ostrzegała, opowiadała o swoich doświadczeniach z okresu poolimpijskiego. Dużo wniosków wyciągnąłem z tej rozmowy, aczkolwiek celowo na własnej skórze chciałem się przekonać, jak to jest i kto jak będzie się zachowywał wobec mnie, gdy już będę miał ten srebrny medal.”

O początkach w sporcie:

“W wieku 15 zmarł mój ojciec i mama w dużej mierze zajmowała się moją młodszą siostrą. Przesadziłbym mówiąc, że radziłem sobie ze wszystkim sam, ale byłem rzucony trochę na głęboką wodę. Nikt nie chodził za mną i nie pytał, czy mam odrobione lekcje. Musiałem szybko zacząć odpowiadać za samego siebie. Chwilę po śmierci taty byłem na zawodach, podczas których trener powiedział mi, że dostrzega we mnie spore możliwości. “Masz szybkie nogi, a to w tej konkurencji niezwykle ważne” – powiedział. Chciał, żebym trenował, by ten trudny dla mnie okres w miarę bezboleśnie przeżyć. Żebym zajął się czymś i o tym nie myślał.”

Jak widzicie – kilka ciekawych wypowiedzi, a to jeszcze nie wszystko. Caly wywiad znajdziecie Tutaj.

A my życzymy z okazji urodzin Piotrowi wszystkiego najlepszego. Zdrowia, wytrwałości i spełnienia marzeń. Aż dziw bierze, że tak fantastyczny sportowiec nie ma w swoim dorobku jeszcze olimpijskiego złota. Mamy nadzieję, że z Tokio Małaszek wróci już w pełni szczęśliwy i dołączy do zacnego grona polskich mistrzów olimpijskich.

100 lat, Piotrek!

 

Komentarze