Ze spóźnionym zapłonem do walki o tytuł mistrza Polski w finałowej części sezonu ruszyli faworyci Ekstraklasy. Przed tygodniem Lech, Jagiellonia i Legia zaliczyły solidarny falstart, w ten weekend wszystkie wygrały. Najtrudniejsze zadanie czekało obrońcę tytułu, który grał jako ostatni, pod największą presją, w dodatku na niezwykle trudnym terenie. Wojskowi stanęli jednak na wysokości zadania.

Co więcej, to był jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy mecz Legii w 2018 roku.

W miesiąc o 180 stopni

A pomyśleć, że nieco ponad miesiąc temu obie drużyny mierzyły się ze sobą w Warszawie i Biała Gwiazda wygrała ten mecz zdecydowanie, będąc zespołem co najmniej o klasę lepszym. Wisła przeważała wówczas nie tylko w kwestii zaangażowania i organizacji gry, ale miała też w swoich szeregach piłkarza, który potrafił zrobić różnicę. Carlitos zdobył wówczas gola i zaliczył cudowną asystę. Dziś hiszpański napastnik wydawał się strasznie osamotniony w ataku miejscowych, a wszelkie atuty były tego dnia po stronie rywali.

Carlitos był dziś osamotniony w ataku Wisły / fot. Cyfrasport

Żeby nie było zbyt kolorowo – przez ponad pół godziny gry pierwszej połowy nie zobaczyliśmy w tym spotkaniu celnego strzału na żadną z bramek. Była indywidualna akcja Imaza, było uderzenie z woleja w kosmos Kucharczyka, ale konkretów brakowało. Na całe szczęście wynagrodził to wszystko ostatni kwadrans przed przerwą. Najpierw ten sam Kuchy zdecydował się na strzał spoza pola karnego, ale piłka po tym uderzeniu jedynie odbiła się od poprzeczki. Co nie udało się skrzydłowemu gości, uczynił Cristian Pasquato. Włoch, który rozegrał jeden ze swoich lepszych meczów w barwach Legii najpierw nawinął jednego z atakujących go rywali, a następnie soczystym strzałem zza szesnastki posłał piłkę do siatki. 0:1. W odpowiedzi najpierw indywidualną akcję przeprowadził Carlitos, a następnie z rzutu wolnego dokładnie dograł piłkę na głowę Marcina Wasilewskiego, ale w obu tych sytuacjach, na przestrzeni kilkudziesięciu sekund, dobrze interweniował Arkadiusz Malarz. Można chyba śmiało stwierdzić, że przez ten kwadrans wydarzyło się więcej, niż przez całą resztę spotkania…

Czerwo? No i co z tego?

W pierwszej połowie meczu widzieliśmy Legię, która po raz pierwszy od bardzo dawna w pełni kontrolowała przebieg boiskowych wydarzeń. Chyba po raz ostatni tak komfortowo było w Gdańsku, przeciwko fatalnej Lechii. Tym razem do końca ciężko powiedzieć, czy to mistrzowie Polski grali tak dobrze, czy może Wisła tak słabo? A może Biała Gwiazda zagrała tak, na ile jej przeciwnik pozwolił? A trzeba przyznać, że pozwolił na niewiele…

Jarosław Niezgoda po godzinie gry został odesłany na trybuny, ale nie wpłynęło to zasadniczo na obraz spotkania/ fot. PressFocus

Wydawało się, że losy meczu może odwrócić czerwona kartka, jaką po godzinie meczu obejrzał Jarosław Niezgoda. Napastnik Legii próbował wymusić rzut karny, a ponieważ było to już jego drugie poważne przewinienie w tym spotkaniu – wyleciał z boiska. Nie zmieniło to jednak absolutnie nic w poczynaniach jednego i drugiego zespołu. Wisła jak nie miała pomysłu na to, jak sforsować defensywę gości, tak go nagle nie znalazła. Wojskowi natomiast wciąż atakowali, zupełnie nic sobie nie robiąc z liczebnej przewagi Białej Gwiazdy. Trzymali się z dala od kłopotów, a piłkę z dala od własnego pola karnego. Być może nie tworzyli jakiegoś wielkiego futbolowego widowiska, ale mimo gry ponad pół godziny w osłabieniu widać było, że krzywda im się przy Reymonta nie stanie, chyba że jakąś szaloną, indywidualną akcję przeprowadzi Carlitos. Nie przeprowadził, dlatego aktualny mistrz Polski wywiózł spod Wawelu komplet punktów i złapał kontakt z ligową czołówką.

Nowe porządki?

Nie będziemy mówili po zaledwie dwóch spotkaniach, że Dean Klafurić odmienił warszawski zespół po przejęciu sterów z rąk Romeo Jozaka, ale należy zauważyć, że jest trochę lepiej.

Dwa mecze, dwa zwycięstwa – jak na razie Dean Klafurić ma stuprocentową skuteczność jako szkoleniowiec Legii / fot. PressFocus

Z drugiej strony na wiosnę Legioniści sprawowali się przeważnie tak źle, że poprzeczka naprawdę nie była postawiona zbyt wysoko, a co za tym idzie – jakikolwiek syndrom poprawy w grze Wojskowych może zostać źle zinterpretowany. Wiśle ewidentnie zabrakło tej agresji w grze, jaką imponowała przed pięcioma tygodniami w meczu w stolicy, a to właśnie jest w tym sezonie klucz do wygrywania z Legią. Dwie jaskółki: pucharowa i ligowa wiosny jeszcze nie czynią, ale sympatycy aktualnych mistrzów Polski mogą po tym tygodniu odetchnąć z ulgą, przynajmniej na chwilę. Wciąż istnieją realne szanse, żeby sezon zakończyć z dwoma trofeami na koncie. Zaledwie siedem dni temu sytuacja, mimo że formalnie podobna, wydawała się beznadziejna. A tak? Zobaczymy.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem