Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Legia sięgnęła po rozum do głowy. Szkoda, że tak późno…

Porażka z Arką Gdynia w meczu o Superpuchar Polski, blamaż w dwumeczu ze Spartakiem Trnawa i pierwszym spotkaniu z przepotężnym mistrzem Luksemburga. Niemal miesiąc trwało aż w Legii sięgnięto po rozum do głowy i wobec problemów z obroną dogadano się z Arturem Jędrzejczykiem.

Najwyższy kontrakt w lidze, reprezentant Polski, uczestnik mistrzostw świata i odsunięcie od pierwszego zespołu. Od razu w oczy kłuje jeden element, który pasuje do tej wyliczanki tak samo jak w tej chwili Legia Warszawa do europejskich pucharów. Artur Jędrzejczyk po miesiącu w końcu dostał zgodę na grę – w stolicy wreszcie zrozumieli, że ta „kara” była zwyczajnie głupia.

Nikt nie poddaje w wątpliwość, że jego poprzedni sezon był, delikatnie mówiąc, dość przeciętny. Mimo to – od miesiąca defensywa wygląda dramatycznie, i nie była to kwestia jedynie ustawienia z trzema stoperami. Obrońcy wyglądają jak dzieci we mgle, a kompletną porażką była postawa w pierwszym meczu z Dudelange. Uraz Adama Hlouska i czerwona kartka Marko Vesovicia sprawiła, że drużyna została bez bocznych obrońców.

Po prawej stronie od biedy mógł zagrać Mateusz Wieteska, który grywał tak czasami w Górniku Zabrze. Kłopot pojawił się na pozycji lewego obrońcy. Usłyszeliśmy też, że Dominik Nagy nie jest defensorem, ale… może się nim okaże. Kompletna prowizorka. Nagle okazało się, że w klubie nie ma nikogo, kto mógłby tam zagrać. To znaczy w sumie jest, ale za karę go nie zgłoszono do rozgrywek…

Jak informuje „Legia.net”, Artur Jędrzejczyk dostał zgodę na grę i to dla kibiców mistrza Polski niewątpliwie dobra wiadomość. Tym samym wybił im też z rąk jakiekolwiek prawo do narzekania i twierdzenia, że nie zależy mu na zespole. Gdyby tak było, nie zgodziłby się na przyjmowanie połowy wynagrodzenia. Będzie to robił nawet po wygaśnięciu umowy, do 2022 roku. Wyjdzie na zero, ale przecież mógłby być odsunięty i pobierać 700 tysięcy euro rocznie, zgodnie z kontraktem – co go to obchodzi? No jak widać obchodzi, bardziej niż niektórym może się wydawać.

W tym momencie to sytuacja win-win dla obu stron. Być może pomoże również w momencie negocjacji z nowym trenerem. Jakby to brzmiało, mówiąc, że na treningach jest reprezentant Polski i uczestnik mundialu, ale „wie Pan, on nie może grać”. Każda poważna osoba uciekałaby w podskokach.

To powiew normalności w całej tej nienormalnej sprawie. Tylko, że Jędza i tak nie pomoże w najważniejszym na ten moment meczu sezonu. Bo przecież w składzie na Dudelange i tak się nie będzie mógł pojawić, skoro nie został zgłoszony. Gratulacje…

Zobacz także: Jesteśmy zawiedzeni postawą Dudelange