Legia na pełnym luzie eliminuje Norwegów! Jaka miła odmiana!

Legia Warszawa pewnie i bez kłopotów przechodzi do II rundy eliminacji Ligi Mistrzów, eliminując w dwumeczu mistrza Norwegii wynikiem 5:2. Na kolejnym etapie czeka już na nią rywal, który na papierze wydaje się nawet mniej wymagający - estońska Flora Tallin.

Jeśli sięgnąć pamięcią do czasów przed pierwszy meczem z Bodo/Glimt, podchodziliśmy do tej rywalizacji z dużą i uzasadnioną obawą. Mistrzowie Polski nie wylosowali bynajmniej rywala z głębokich peryferiów europejskiej piłki. Mistrza Norwegii, dodatkowo będącego w rytmie meczowym, grającego w systemie wiosna – jesień. Najkrócej mówiąc: odpadaliśmy już z pucharów z dużo słabszymi. Patrząc przez ten pryzmat, styl w jakim ekipa Czesława Michniewicza odprawiła pierwszego rywala – wynikiem 5:2, wygrywając oba spotkania – naprawdę może wywoływać zadowolenie. By nie powiedzieć zdziwienie.

Mamy wrażenie, że wyjazdowe zwycięstwo 3:2 do tego stopnia uspokoiło nastroje, że przed rewanżem przy Łazienkowskiej prawie nie było medialnej dyskusji, czy Legia zdoła obronić wypracowaną przewagę. Miała ją pewnie potwierdzić i pójść dalej. Tak też się stało! Wprawdzie w pierwszych minutach rewanżu lepiej prezentowali się goście. Wyszli z dużą ochotą na zniwelowanie przewagi, ale tuż przed przerwą legioniści te zapędy skutecznie ostudzili.

Mahir Emreli i Luquinhas – to bezapelacyjnie dwa największe personalne pozytywy otwarcia sezonu przez Legię. Obaj świetnie wiedzą, o co chodzi w piłce. I o ile ten drugi potwierdził ten fakt już wcześniej, Azerowi wystarczyły dwa mecze, by kupić sympatię kibiców.

W 41 minucie Legia w znakomitym stylu skontrowała Bodo/Glimt. Błyskotliwe podanie na lewe skrzydło zaliczył Emreli, a dalszą część roboty wykonał już w pojedynkę Brazylijczyk. Ruszył skrzydłem, a gdy obrońca z Norwegii szykował się do blokowania podania, Luquinhas wziął go na zamach, minął i pewnym strzałem umieścił piłkę pod nogami bramkarza.

Odrabianie dwubramkowej straty z ekipą tak dojrzale przygotowaną taktycznie przez Czesława Michniewicza zdecydowanie przerosło Norwegów. Wydawało się, że kolejne gole nie padną, aż tu w samej końcówce, już w doliczonym czasie, przypomniał o sobie Tomas Pekhart. Czech, który wrócił na boisku prosto z krótkiego urlopu po Euro 2020, udowodnił, że “on po prostu to ma” i wykorzystał już pierwszą okazję. Wbił piłkę do siatki w piątej minucie doliczonego czasu.

Pewne 2:0 w rewanżu, 5:2 w dwumeczu – nie da się ocenić tego inaczej niż jako miłą odmianę od większości ostatnich przygód polskich drużyn w pucharach. Legioniści de facto ani przez moment nie musieli na poważnie drżeć o losy rywalizacji. Teraz czas na Estończyków. Wyeliminowanie Flory Tallin w drugiej rundzie eliminacji jest o tyle kluczowe, że w nowym formacie pucharów gwarantuje dalszą grę – w fazie grupowej Ligi Konferencji. Legia Michniewicza póki co daje nadzieje!

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem