Legendarny snajper kompletnie zawodzi. Zarabia 13-krotnie więcej od kolegów…

Cztery miliony euro rocznego kontraktu i zero goli w sezonie - to aktualny bilans Fernando Torresa, który przynajmniej sportowo w lidze japońskiej na razie cierpi katusze.

110-krotny reprezentant Hiszpanii, dwukrotny mistrz Europy oraz mistrz świata najwyraźniej wszedł już w ten finalny etap kariery, w którym zamiast nastawiać się na strzelanie goli w najsilniejszych ligach Zachodu, można skręcić w kierunku odcinania kuponów od własnej wielkości w coraz to bardziej egzotycznych rozgrywkach. Kiedy rok temu przenosił się do japońskiego Sagan Tosu, wydawało się, że kto jak kto, ale taki goleador jak Torres to tam będzie się bawił.

Przyzwoitą wartość do ligi japońskiej wniósł w tym samym czasie inny znakomity hiszpański napastnik – David Villa, który mając już 37 lat strzelał gola w J1 League w co drugim występie.

Torres… Nie bardzo. Jeszcze w poprzednim sezonie przysłużył się Sagan Tosu zdobywając przynajmniej bramkę, która wydźwignęła jego zespół ze strefy spadkowej. Ale już rok 2019 jest dla Hiszpana równią pochyłą. Zaczął rozgrywki w podstawie, ale jak mogłoby być inaczej, gdy mowa o zawodniku opłacanym na poziomie czterech milionów euro za sezon. Rozegrał kilka meczów od deski do deski, ale dalej było już wyłącznie gorzej. Torres albo leczył kontuzję, albo wchodził na ogony i w efekcie w całym półroczu nie zdobył bramki w ani jednym z dwunastu dotychczasowych występów.

Cały zespół zaczął zresztą wygrywać dopiero, kiedy z roli trenera zwolniono innego Hiszpana Lluisa Carrerasa. Zdaniem miejscowych, Torres kompletnie nie pasuje do charakterystyki drużyny. Męczy się w walce w środkowej strefie boiska, gdzie musi szukać piłek przy defensywnym usposobieniu kolegów. Co więcej, jego horrendalne zarobki mocno nadwerężają budżet klubowy, który po drodze stracił jeszcze głównego sponsora. Dodając jeden do jeden, sytuacja wydaje się jasna. Torres najprawdopodobniej wkrótce zostanie w Japonii tylko wspomnieniem. Choć wciąż trenuje z zespołem będącym w trakcie ligowych rozgrywek. Według szczegółowych doniesień o wysokości pensji poszczególnych piłkarzy, zarabia 13-krotnie więcej od drugiego najlepiej opłacanego gracza Sagan Tosu. Torres – 4 miliony euro, kolejni około 300 tysięcy na sezon.

Wyższymi poborami w całej J1 League mogą się pochwalić prawdopodobnie tylko Andres Iniesta i Lukas Podolski, którzy również bez wielkiego powodzenia próbują budować siłę Vissel Kobe.

Przed kilkoma tygodniami w sieci pojawiły się doniesienia o tym, że zainteresowanie Torresem wyraził jeden z klubów z Meksyku. Sprawa do dzisiaj nie nabrała konkretów, choć akurat Meksyk to jeden z kilku bardziej egzotycznych piłkarskich kierunków, gdzie pensję gwiazdora tego pokroju prawdopodobnie ktoś byłby w stanie udźwignąć.