Lechio, co z tą twierdzą?

15 zwycięstw,2 remisy, 2 porażki, 44  bramki strzelone, tylko 16 straconych…Ten okazały bilans w poprzednim sezonie wykręciła Lechia przed własną publicznością, a w całym kraju Stadion Energa zaczęto określać mianem twierdzy. Niestety dla gdańszczan, to już przeszłość, a twierdza rozsypała się jak domek z kart. Na półmetku bieżących rozgrywek Biało-zieloni legitymują się bilansem 2-3-3, w trafieniach 13-16. Co się stało?

 

Podmianka…

Co ciekawe, w poprzednim sezonie Lechia fatalnie radziła sobie na wyjazdach i głównie z tego powodu nie udało jej się ostatecznie zająć miejsca na podium Ekstraklasy. Aktualnie jest dokładnie na odwrót. W „domowej” tabeli gdańszczanie wyprzedzają na tę chwilę jedynie pozostająca bez zwycięstwa przed własną publicznością Pogoń Szczecin, natomiast jeśli chodzi o wyjazdy, znajdują się w ścisłej czołówce ligi, okupując miejsce na podium. Nie jest to jednak bilans oszałamiający na tyle, żeby Lechia plasowała się w górnej połówce tabeli Ekstraklasy. A to absolutne minimum wymagań w stosunku do drużyny z trzecim najwyższym budżetem w kraju.

Dlaczego podopieczni Adama Owena, a wcześniej Piotra Nowaka tak słabo zaczęli się spisywać na Stadionie Energa, a w delegacji w końcu zaczęło wyglądać to przyzwoicie? Na to pytanie próbował odpowiedzieć były szkoleniowiec, a obecnie dyrektor sportowy gdańszczan, Piotr Nowak.

– Można to złożyć na karb tego, że na wyjazdach, mimo, że też zdarzało nam się przegrywać, jesteśmy teraz bardziej zdyscyplinowani, jeśli chodzi o grę. W Gdańsku natomiast chcemy szybko strzelić te dwie-trzy bramki i mieć już pewne zwycięstwo. Wówczas w przypadku każdego niepowodzenia zaczyna się to targanie na ruchomych wydmach. Im bardziej się trzęsiesz, tym bardziej idziesz w dół.

Czy słabsze wyniki Lechii na Stadionie Energa w tym sezonie są rezultatem zbyt wysokich oczekiwań kibiców? / fot. Cyfrasport

Rzeczywiście, w bieżącym sezonie wielokrotnie zdarzało nam się widzieć Lechię, która po utracie bramki grzęźnie w bagnie, czyli własnych, nerwowych reakcjach. W poprzednich rozgrywkach przeważnie mecze układały się pod dyktando Biało-zielonych, natomiast rywale zmuszeni byli do odsłonięcia się, co skutkowało kolejnymi trafieniami dla gdańszczan. A gdy coś szło nie po myśli gospodarzy, pozostawali spokojni, konsekwentni, z chłodną głową. Teraz jest wprost przeciwnie, a kwintesencją tego zjawiska była porażka 0:5 z Koroną Kielce. Po pierwszym straconym golu krucha konstrukcja poszła błyskawicznie na dno…

Majstrowanie przy fundamentach

Żeby twierdza była nie do zdobycia, powinna stać na solidnych fundamentach. Nie na darmo mawia się, że drużynę buduje się od obrony, natomiast aktualnie z zeszłosezonowych fundamentów pozostał jedynie Jakub Wawrzyniak. Mario Maloca, o którym Piotr Nowak mówi, że z perspektywy czasu uważał go za spoiwo całych poczynań obronnych Lechii, wolał kontynuować swoją karierę w 2. Bundeslidze, a Rafał Janicki wybrał ofertę Lecha Poznań. Z kolei rewelacyjny w grupie mistrzowskiej Steven Vitoria z powodu udziału reprezentacji Kanady w letnich rozgrywkach międzynarodowych stracił praktycznie cały okres przygotowawczy do sezonu, po czym nie zdołal powrócić do zadowalającej dyspozycji. Jeśli dodamy do tego Dusana Kuciaka, któremu w minionej rundzie przydarzyło się kilka kardynalnych błędów, widzimy, że z tak solidnej formacji, która w kluczowych siedmiu meczach poprzednich rozgrywek nie straciła żadnej bramki, nie zostało praktycznie nic. Do tego można dodać Daniela Łukasika, który w destrukcji jest słabszy niż Ariel Borysiuk i gorzej spisującego się niż wówczas Simeona Sławczewa.

Mario Maloca, mimo kilku wpadek, był przeważnie pewnym punktem obrony Lechii. Ciężko powiedzieć to samo o Michale Nalepie czy Błażeju Augustynie…/fot. Cyfrasport

Błażej Augustyn jest bardzo elektryczny, mimo, że u Owena jest pewniakiem, Grzegorz Wojtkowiak pewnego poziomu, jak i ograniczeń związanych ze swoim wiekiem już nie przeskoczy, a Michał Nalepa, który dobrze radził sobie na Węgrzech, w Ekstraklasie nie najlepiej się odnalazł. W dodatku można polemizować, czy system z ustawieniem trójką obrońców jest dla Lechii w takim zestawieniu personalnym optymalny, ale to już rozważania na zupełnie inny tekst…Reasumując: była twierdza, pozostały tylko dziurawe ściany, a z murów wyzierają dziury po brakujących cegłach. Priorytetem na zimowe okienko transferowe jest dokupienie wysokiej jakości materiałów remontowych i porządnej, murarskiej zaprawy.

Adam Budowniczy

Nie można jednak czekać aż do końca roku, ponieważ przed Lechią jeszcze cztery mecze do rozegrania, z czego dwa właśnie przed swoją publicznością. Już dziś rywalem gdańszczan będzie Śląsk Wrocław, czyli drużyna, która w tym sezonie na wyjeździe jeszcze nie wygrała. To będzie mecz przyjaźni i sielanka na trybunach, ale na murawie walka o komplet punktów.

– W spotkaniu ze Śląskiem Wrocław kluczowe będą takie elementy jak wysoki poziom koncentracji i utrzymanie dyscypliny taktycznej. Tak zagraliśmy przeciwko Arce i Wiśle Płock i efekty były widoczne. Liczę, że piątek będzie podobnie – zapowiada szkoleniowiec Lechii.

W poprzednim meczu na Stadionie Energa skupienia na odpowiednim poziomie zabrakło przede wszystkim gościom, którzy po błędzie Seweryna Kiełpina już w 3 minucie podarowali gospodarzom bramkę, a ci rzeczywiście utrzymali koncentrację do końca spotkania, grając niezwykle konsekwentnie. Czy Lechia zdoła odnieść drugie z rzędu zwycięstwo u siebie i na nowo zacznie budować twierdzę? Przekonamy się o tym dziś wieczorem.

*

Stawki LV Bet na piątkowe mecze Ekstraklasy:

Lechia Gdańsk – Śląsk Wrocław

Wygra Lechia – 1.91

Remis – 3.45

Wygra Śląsk – 3.9

 

Jagiellonia Białystok – Pogoń Szczecin

Wygra Jagiellonia – 1.82

Remis – 3.5

Wygra Pogoń 4.3

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze