Lechia gra z Koroną, czyli mecz walki w Gdańsku

Za nami bardzo emocjonująca kolejka na boiskach Ekstraklasy, ale wisienki na torcie w postaci ostatniego meczu brakuje do tego, by móc 14. serię gier podsumować. W Gdańsku Lechia podejmie Koronę Kielce i będzie walczyła o to, aby w dobrych nastrojach podejść do derbów Trójmiasta, które odbędą się już w piątek. Będzie to również czwarte spotkanie biało-zielonych pod opieką nowego trenera, Adama Owena.

Powiedzieć, że w tym sezonie Lechia nie zachwyca, to jak nic nie powiedzieć. Dopiero 12. miejsce w ligowej tabeli i gra znacznie poniżej oczekiwać – takie są fakty po 13 rozegranych meczach. Atut własnego boiska, czyli coś, czym wyróżniała się ekipa znad morza w ostatnich latach, miejsca na Letnicy obecnie nie ma – z sześciu spotkań przed własnymi kibicami gdańszczanie zwyciężyli tylko raz. Do tego dokładają trzy remisy i dwie porażki, co plasuje ich obecnie pod tym względem na przedostatnim miejscu w ligowej tabeli.

Od kiedy Owen samodzielnie prowadzi gdańską drużynę, ta rozegrała trzy mecze. Zdobyła w nich cztery punkty wygrywając 1:0 z Zagłębiem, przegrywając 0:1 z Legią i remisując 3:3 z Lechem. Trzy spotkania nie wystarczyły, by jasno odpowiedzieć, czy Lechia zrobiła skok jakościowy, czy też nie. Każdy z tych meczów był inny, każdy wymagający i wszystkie zakończyły się inaczej – dziś trudno jest prognozować, jaką drużynę biało-zielonych zobaczymy przeciwko Koronie. Czy bezradną, jak w spotkaniu z Legią, czy bramkostrzelną i chaotyczną jak z Kolejorzem, czy może wyrachowaną i staranną w tyłach, jak miało to miejsce w starciu z Miedziowymi.

Adam Owen ma ciężki orzech do zgryzienia

Lechia będzie chciała pokonać Koronę, gdyż już w piątek odbędą się w Gdyni derby Trójmiasta, w których – choć to brzmi nieco inaczej niż przed rokiem – faworytem z pewnością nie będzie. Po pierwsze, Arka na swoim boisku przegrała w tym roku tylko raz, a po drugie, to drużyna Leszka Ojrzyńskiego w ostatnim czasie wygląda lepiej piłkarsko. Fakt, że przegrała 0:2 z Legią nie zamazuje przyzwoitego wrażenia, jakie drużyna z Gdyni zostawia na nas za sprawą kolejnych meczów. Pokonanie Jagiellonii 4:1 sprawia, że już dziś piłkarze Lechii muszą nastawiać się na ciężkie spotkanie z ekipą, którą stać na wygranie z każdym. Jeszcze przed rokiem to Lechia była liderem Ekstraklasy, a Arka tułała się tuż nad spadkiem. Kilka miesięcy później, w rundzie wiosennej, gdańszczanie pewnie u siebie wygrali i na koniec sezonu walczyli o medale mistrzostw Polski, a nie desperacko bronili się przed spadkiem. Dziś to Arka jest bogatsza o dwa trofea, które udało się zdobyć w ostatnich kilku miesiącach i wyprzedza Lechię w tabeli. Biało-zieloni wygrywając z Koroną będą chcieli nawiązać do tego, co było całkiem niedawno, a od czego teraz dzielą ich lata świetlne.

Korona, czyli niewygodny przeciwnik

W naszym niedawnym wywiadzie z Jerzym Brzęczkiem, właśnie przed meczem z Koroną, rozmawialiśmy sporo o drużynie z Kielc. Opiekun Wisły Płock był przekonany, że Korona to obecnie najintensywniej grająca ekipa w całej lidze. I fakt – tak może być. Niby żadne fajerwerki, niby żadna wielka piłka, ale zaangażowanie i poświęcenie na pewno robią na wszystkich wrażenie. Lechia zatem podejmie drużynę, od której na papierze jest zdecydowanie lepsza piłkarsko, ale w konfrontacji z którą będzie musiała się porządnie zmęczyć, żeby wywalczyć komplet punktów. Zwycięstwo z tak grającą ekipą wydaje się idealnym bodźcem do nabrania wiatru w żagle przed derbami.

Korona zawodzi poza domem

Temat stary i wszyscy interesujący się Ekstraklasą go znają, ale po raz kolejny warto o tym wspomnieć. Korona nie potrafi grać poza domem. U siebie – zgoda, są w stanie wygrać z każdym. Ale jeżeli chodzi o delegacje – sześć meczów jak do tej pory, cztery remisy i dwie porażki. Dziwne to będzie spotkanie, bo Lechii nie idzie w tej kampanii u siebie, kielczanom na obcych boiskach. Może lepiej dla wszystkich byłoby, gdyby ten mecz odbył się na Kolporter Arenie?

Najnowsza historia – nie było lepszej ekipy

Przed rokiem oba zespoły zmierzyły się ze sobą trzykrotnie – dwa razy w rundzie zasadniczej i raz w grupie mistrzowskiej. U siebie Lechia wygrała 3:2, w Kielcach lepsi byli gospodarze, którzy zwyciężyli 2:0. W “dogrywce” padł remis 0:0, który był zdecydowanie gorszym rezultatem dla biało-zielonych. Gdyby wtedy udało się wygrać, a Lechia miała wtedy znakomitą passę w meczach u siebie, to zdobyłaby na koniec sezonu medal mistrzostw Polski.

Korona nie potrafi grać na wyjazdach

Brak skrzydeł Lechii

Wciąż poza składem w drużynie z Gdańska są Sławomir Peszko i Lukas Haraslin, którzy na początku sezonu byli bardzo ważnymi punktami w Lechii. To oni ciągnęli drużynę w ofensywie, to ich błyskotliwe akcje na bokach siały spustoszenie w szeregach obronnych rywali. Obaj trenują już na pełnej intensywności, ale przeciwko Koronie ich nie zobaczymy. Czy to po raz kolejny będzie miało wpływ na grę drużyny znad morza?

Przed meczem powiedzieli:

Matos Milos, piłkarzy Lechii Gdańsk: Czeka nas bardzo trudny mecz, ale każdy taki jest. Jak przełożymy na boisko to, nad czym pracujemy z trenerem to przy wsparciu naszego dwunastego zawodnika, którym bez wątpienia są nasi kibice, uważam, że możemy nie tylko wygrać poniedziałkowe spotkanie, ale także osiągnąć w tym sezonie naprawdę wielkie rzeczy.

Gino Lettieri, trener Korony Kielce: Największym naszym problemem nie jest mały odstęp czasu pomiędzy meczami, ale mała liczba zawodników dostępnych do gry. Jedziemy tam, żeby wygrać. To nie jest dla nas sparing.

Bartosz Rymaniak, piłkarz Korony Kielce: Każdy przeciwnik jest dobry na przełamanie. Tabela się lekko spłaszczyła w górnej części, dlatego musimy punktować, żeby nie spaść gdzieś na dół.

Wygrana Lechii – kurs 2,02

Strzelec bramki – Marco Paixao – kurs 2,2

Dokładny wynik – 0:0 – kurs 9,2

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze