Lech wstrzymał fetę Legii i zaprezentował oprawę z… Pablo Escobarem

Dwa lata temu było zwycięstwo Legii, świętowanie jej tytułu w Poznaniu, przerwany mecz, walkower i transparent "Mamy k...a dosyć". Dziś przy Bułgarskiej historia nie zatoczyła koła - piłkarze "Kolejorza" wygrali, wstrzymali tym samym mistrzowską fetę swojego rywala, a kibice w bardziej wysublimowany sposób zakomunikowali swoje przesłanie światu. Choć wykorzystali do tego wizerunek Pablo Escobara, o którego życiu opowiadają pierwsze sezony znanego serialu "Narcos". 

Kryminalista. Narkobaron. Król kokainy. Jeden z najbogatszych i najpotężniejszych kryminalistów w historii świata. Pablo Escobar. Postać wyjątkowo nienadająca się do naśladowania, promowania czy podziwiania została użyta w oprawie kibiców Lecha Poznań. Nie zamierzamy jednak z tego powodu „drzeć łacha”. Na jego historii – owszem, wypełnionej przestępstwami, morderstwami i gangsterskim życiem – oparto jednak jeden z najpopularniejszych seriali ostatnich lat. Hasło „plata o plomo„, dosłownie „srebro lub ołów” (czytaj: łapówka albo śmierć) przebiło się do popkultury.

Kibice Lecha Poznań postanowili parafrazować to hasło, podkreślając swoje przywiązanie do ukochanej dyscypliny sportu. „Pelota o plomo” tłumaczyć można jako „piłka nożna albo śmierć”.

Jeśli już więc przy piłce nożnej jesteśmy, nie sposób pochwalić drużyny Dariusza Żurawia, która powstrzymała Legię Warszawa przed świętowaniem mistrzostwa Polski przynajmniej na kilka dni. To ważne, bo jednocześnie uchroniła kibiców Lecha Poznań przed nie lada upokorzeniem, i to powtórzonym po zaledwie dwóch latach. Legia i tak prawdopodobnie będzie mistrzem kraju, ale gra przy Bułgarskiej szła o to, by nie mogła celebrować tytułu na stadionie rywala. Prawdopodobnie miała plany zrobić to z niemałą pompą, o czym świadczy choćby zdjęcie jednego z twitterowiczów, który uchwycił wyjeżdżający ze stolicy Wielkopolski autobus…

Samo spotkanie stało na dość niezłym poziomie. W pierwszej połowie bezapelacyjnie lepsi byli gospodarze. Nie tylko strzelili dwie bramki za sprawą dwóch polskich młodzieżowców, Kamila Jóźwiaka (sprytny strzał głową) i Jakuba Kamińskiego (precyzyjny strzał w długi róg), ale też przeważała na boisku.

Dość powiedzieć, że Legia Warszawa w pierwszej połowie nie oddała ani jednego celnego strzału na bramkę.

W drugiej odsłonie meczu spotkanie się wyrównało. Kontaktowego gola mógł zdobyć Walerian Gwilia, ale „uchronił” stołeczny zespół przed tym wprowadzony chwilę wcześniej na boisko Mateusz Cholewiak. Skrzydłowy Legii zablokował zmierzający do bramki strzał kolegi z drużyny. Kibice z Warszawy mogą się zastanawiać, co by było gdyby?, bowiem ten kontakt ostatecznie udało się złapać. Po rzucie rożnym piłka odbiła się od słupka bramki „Kolejorza”, ale trafiła ostatecznie pod nogi Igora Lewczuka, który dopełnił formalności.

Ostatecznie jednak gospodarzom udało się utrzymać prowadzenie. Zasłużone, co potwierdzają liczby. Lech Poznań miał przewagę niemal w każdym elemencie: strzałach, strzałach celnych, posiadaniu piłki, liczbie podań, dokładności tych podań, liczbie przebiegniętych kilometrów… Remis natomiast odnotować można w liczbie żenujących symulek. I to w jednej akcji! Luqinhas w tej kategorii zremisował 1:1 z Danim Ramirezem.

W Poznaniu po końcowym gwizdku cieszyli się kibice, sztab szkoleniowy czy piłkarze. Radość, jakkolwiek uzasadniona, musiała być jednak dość krótka. Wielu fanów „Kolejorza” musiało sobie bowiem zdać sprawę, że to tylko wstrzymało nieuchronne. I mogło żałować, że we wcześniejszych fazach sezonu tak łatwo zdarzało się Lechowi tracić punkty. Dziś mógłby być w walce o tytuł i wcale nie stałby na straconej pozycji. I choć „dopóki piłka w grze”, to wszystko wskazuje na to, że wygrany klasyk będzie nagrodą pocieszenia. Tylko i aż.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem