Lebiedziński z Madrytu: Słodka gra, gorzkie błędy

Grą i dwiema remontadami Hiszpanie wypełnili szklankę optymizmu do połowy. Indywidulnymi błędami ją opróżnili. La Roja w debiucie na mundialu rozegrała z Portugalią jeden z najtrudniejszych emocjonalnie meczów w swojej historii. Pokazała dumę, cojones, ale też swoją filozofię. Mogła spokojnie wygrać, mogła też przegrać. Ale pozytyw jest jeden – na drugiego takiego Cristiano trafić w Rosji już nie powinni.

Hiszpanie znowu nie wygrali na otwarcie mundialu. W RPA przegrali sensacyjnie ze Szwajcarią, w Brazylii upokorzyli ich Holendrzy. Teraz zremisowali z Cristiano 3:3 w być może najlepszym meczu całej fazy grupowej rosyjskich MŚ. W których, co ciekawe, wszystkie gole strzelali piłkarze Realu i Atletico Madryt – zwycięzcy majowej Ligi Mistrzów i Europy. Po trzęsieniu ziemi w Krasnodarze i dymisji Lopeteguiego 48 godzin przez spotkaniem z Portugalią, ryzyko wpadki Hiszpanii było ogromne. Nikt nie wiedział jak na tę surrealistyczną sytuację zareagują piłkarze na boisku w Soczi. Wątpliwości kłębiły się za każdym rogiem. Ramos przed meczem mówił wprost o atmosferze jak z domu pogrzebowego.

Fernando Hierro w dwa dni zmienić po Julenie nie mógł wiele. Nie zmienił nic. Nie chciał grzebać przy maszynie, która nie przegrała w 20 ostatnich meczach z rzędu. Nie wymienił nawet oleju. Postawił na ludzi swojego poprzednika. Z Diego Costą na środku ataku zamiast Aspasa czy Rodrigo. I trafił w 10-tkę. Urodzony w Brazylii napastnik zagrał najlepszy mecz od kiedy w 2013 roku dostał hiszpański paszport.

Nie tylko strzelił dwa gole rasowego snajpera (szczęśliwa interpretacja VAR-u w starciu z Pepe), ale również harował w pressingu, zbiegał na skrzydła i rozbijał podstarzałych stoperów Portugalii. Przede wszystkim jednak, wreszcie brał czynny udział w kombinacyjnego grze swoich kolegów z pomocy. Diego Costa, bodaj najbardziej krytykowany napastnik Hiszpanii od czasów Raula (si, si…), w końcu zamknął usta malkontentom. Dwa razy dał sygnał do walki, dwa razy odrobił straty do Portugalii – kiedy wszyscy malowali już czarne scenariusze z Guedesem i CR7 hasającymi w kontrach za plecami Pique i Ramosa.

Costa był liderem w ataku, Sergio Ramos w obronie. I szatni. Kapitan nie pozwolił rozsypać się swojej drużynie. Złapał ją za gardło w krytycznym momencie, wlał litry wiary i pozytywnej energii: tak jakby hiszpańscy piłkarze nafaszerowani tytułami, zapomnieli, że mundial gra się raz na cztery lata. I że w historii, mimo przyrostu talentu, wygrali go tylko raz. W środku pola najlepiej wyglądał ulubieniec Lopeteguiego – Francisico Alarcon. Isco w II połowie przejął kontrolę nad piłką, a kiedy do gry dostał kompana Thiago, z trybun 48-tysięcznego Fisht Olympic Stadium słychać było nieprzesadzone „Ole!”. La Roja długimi momentami przypominała najlepsze mecze za kadencji Julena. Estetyka, fajerwerki techniczne, pełna kontrola nad boiskiem. Hiszpanie zdecydowanie wygrali z Portugalią w statystycznym dekalogu:

• Posiadanie piłki: 66,5% vs 35,5%
• Udane podania: 698 vs 307
• Strzały: 13 vs 9
• Udane dryblingi: 14 vs 7

Ale przegrali w jednej, bardzo ważnej, choć tenisowej, statystyce – liczbie niewymuszonych błędów. Jak choćby naiwny faul starego wygi Pique na sprytnym Cristiano w 87. minucie, po którym padł gol na 3:3. Portugalczyk został pierwszym piłkarzem w historii mundiali, który Hiszpanii strzelił najszybszego gola i pierwszym, który wbił jej hat-tricka. I pierwszym, który zrobił to w dniu zaakceptowania 18,8M€ grzywny i 2 lat więzienia za niezapłacone podatki od praw wizerunkowych. Cóż, kunszt Cristiano, tu nie ma wątpliwości. Ale Hiszpanie mu w tym wydatnie pomogli.

Co chwila błędy popełniał Sergio Busquets, rozgrywający bodaj najgorszy mecz w reprezentacyjnej karierze. Geniusz taktyczny z Barçy gubił pozycję, nie nadążał z kryciem, zaliczał straty. Zrehabilitował się dwiema asystami przy golach Costy, ale bez dokładnego Busiego, Hiszpania na mistrzostwo świata dużych szans nie ma. Swój błąd już z 3. minuty i karnym na Cristiano naprawił także wybornym golazo Nacho. Cukrzyk (z jedną kontuzją w karierze) rzucany w Realu po wszystkich pozycjach obrony, po raz kolejny pokazał, że jest skarbem – w klubie i reprezentacji. Jedynym, któremu nie dane było się zrehabilitować został David De Gea.

3 celne strzały – 3 gole. De Gea nie popisał się w piątek żadną paradą. Zaliczył „kariusowy” błąd (podobieństwo fryzur i koloru włosów – przypadkowe) przy drugim trafieniu Cristiano. Miękkie ręce, które zawiodły bramkarza MU już dwa tygodnie temu w meczu ze Szwajcarią. De Gea długo czekał – zablokowany przez Casillasa – na swoją szansę w reprezentacji. Doczekał się, ale… O ile przed mundialem krajowa debata czy Kepa powinien być numerem 1 – była wymysłem tylko kilku odważnych dziennikarzy, od dziś – jest już wygrywającą opcją we wszystkich medialnych sondażach. I memach… Wątpliwe jednak, żeby Hierro już na mundialu zaburzył hierarchię w hiszpańskiej bramce.

Mecz z Portugalią nie był na śmierć i życie. Remis, w kontekście meczów z Iranem w środę w Kazaniu i 20 czerwca z Marokiem w Kaliningradzie, nie jest złym wynikiem. Nawet jeżeli Hiszpanom nie leżą rywale zamykający się przed i we własnym polu karnym, nikt przy tak grającej drużynie, nie zaryzykowałby tezy odpadnięcia piłkarzy Hierro już w fazie grupowej. Trudno też liczyć, żeby powtórzył się tak ogromny kubeł pecha jaki wylano na Hiszpanię w tym tygodniu: Lopetegui, karny, De Gea, gol stracony w 88. minucie… La Roja z 2. połowy w Soczi wciąż jest faworytem do minimum półfinału MŚ. Za pozwoleniem Cristiano, który wysłał światu wiadomość, że całkiem poważnie podchodzi do powtórki Hiszpanii z 2008-2010: mistrzostwa Europy i świata.

Do zobaczenia po meczu z Iranem.

Rafał Lebiedziński z Madrytu