Lebiedziński z Madrytu: Samobójstwo Hiszpanii w rosyjskiej ruletce

Przystępna grupa, przeciętni rywale, autostrada do finału. Hiszpania miała w swoich rękach ogromną szansę na drugie w historii mistrzostwo świata. Ale w nogach okazała się drużyną do bólu nudną, do kwadratu wolną i dziecinnie przewidywalną. W meczu z Rosją piłkarze La Rojy wykonali 1114 podań, które przyniosły jednego samobójczego gola i porażkę z ultradefensywnym gospodarzem w rzutach karnych. Na śmierć Hiszpanii podczas mundialu wskazywało wiele sportowych i pozasportowych symptomów. Nikt nie spodziewał się jednak, że będzie to tak żałosne i nagłe samobójstwo. I że nikt nie wykona nawet próby autokrytyki.

Jak przy każdej porażce, także tej hiszpańskiej, zanim wyciągnie się wnioski i naszkicuje plan na przyszłość, najpierw trzeba znaleźć winnych. Postawić pod szubienicą mediów i rozczarowanego narodu. Zaczyna się przeciąganie linii – kto więcej, kto bardziej, kto mocniej. Każdy ma swojego faworyta, każdy wykłada swoje teorie. Ale tak jak na boisku – nikt sam nie przegrywa i nie wygrywa. Także blamaż Hiszpanii na mundialu jest sumą wielu niefortunnych decyzji, prowizorki i zdumiewającej zapaści fizycznej teoretycznie najlepszej personalnie reprezentacji świata.

W internetowych sondażach polujących na winowajców prowadzi Luis Rubiales. Niedoświadczony, żółtodziób, który w fotelu prezesa RFEF zasiada od 6 tygodni. Od opinii publicznej dostał za uniesienie się dumą i kodeksem górnolotnych wartości, które zaprowadziły go do pochopnego zwolnienia Julena Lopeteguiego. Wywrócił dom do góry nogami 3 dni przed debiutem z Portugalią. Ewenement w 88-letniej historii mundiali.  Zwolnił selekcjonera pod wodzą, którego Hiszpania nie przegrała w 20 meczach z rzędu i 3 miesiące przez MŚ rozbiła Argentynę 6:1. W eliminacjach do rosyjskiego mundialu widać było wreszcie alternatywy w świętym dogmacie taktycznym 4-3-3, pojawiły się nowe twarze, automatyzmy. Liderzy wygranego przez Hiszpanię Lopeteguiego Euro do lat 21 w 2013 stali się pełnoprawnymi członkami reprezentacji. Hiszpania była jednym z 4 murowanych faworytów bukmacherów do wygrania mundialu – obok Brazylii, Niemiec i Francji. Do Rosji przywiozła mieszanką baronów (mistrzów świata i Europy) oraz młodych wilków z Ligami Mistrzów i Europy w CV. Wyjechała grając dobry futbol przez 35 minut z Portugalią i jednym zwycięstwem na stojąco z Iranem po piłce, która rykoszetem trafiła w nogę Diego Costy.

„Hiszpania była w Rosji jak David Carradine w końcówce Kill Billal. Po pięiu krokach runeła na glebę: zabrakło jednego. I chyba dobrze, że sobie i nam tego oszczędziła” – napisał Manuel Jabois, felietonista „El Pais”.

Dziś nie ma już sensu grzebać w herbacianych fusach, stawiać tarota i bawić się w fantasmagorię. Nie wiemy, co osiągnęłaby Hiszpania, gdyby Lopetegui został na stanowisku selekcjonera. Może zawitałaby w finale po wyeliminowaniu Chorwacji i Anglii, a może – przytłoczona medialnym podmuchem Realu – strzeliłaby sobie w stopę z dubeltówki już w fazie grupowej. Nikt nie jest głupi i nie kwestionuje zasług Julen. Większość piłkarzy podczas zgrupowania w Krasnodarze powtarzała, że był liderem tego projektu. Znał mocne i słabe strony tej ekipy, wiedział jak – personalnie i taktycznie – pomóc w ciężkich momentach. Tymczasem Fernando Hierro nagle i z przypadku znalazł się w centrum korridy w roli zastępczego torreadora. Do walki dostał rozwścieczonego byka. Zrobił, co mógł. Nie chciał nic po Lopeteguim popsuć, ale też w niczym nie pomógł. Zupełny brak wykorzystania Saula, pozostawienie w bramce De Gei, 4 różne składy w 4 meczach, zmiana Diego Costy w spotkaniu z Rosją. Wreszcie brak reakcji na sugestie Costy, że Koke nie czuł się na siłach strzelać jedenastkę (później przestrzeloną). Hierro nie zaskoczył, nie olśnił, ale też nikt się po nim tego nie spodziewał. Przeszedł do historii jako wybitny pomocnik i obrońca, jako selekcjoner – odpadł z mundialu z reprezentacją z siódmej dziesiątki rankingu FIFA.

Urażony prezes federacji – rozliczony. Selekcjoner-łata wsadzony na byku – również. Czas zabrać się za piłkarzy. Nawet jeśli kapitan Ramos po porażce z Rosją rozbrajająco przyznał, że „jest dumny z gry i wysiłku swoich kolegów z drużyny”. Nie trzeba być inżynierem rakietowym, żeby dostrzec w jak ogromny dołek fizyczny wpadli reprezentanci Hiszpanii. Już w dwóch sparingach przed mundialem – ze Szwajcarią i Tunezją widać było pierwsze pęknięcia. Szkielet drużyny, oś – doświadczenia, trofeów, jakości i cojones, tak zwani liderzy: Ramos, Pique, Busquets, Iniesta i Silva nagle – po świetnych eliminacjach – przestali funkcjonować. Nie potrafili wziąć trudnej emocjonalnie sytuacji w swoje ręce, nie poprowadzili za rękę tych młodych. Poza detalami Isco, golami Costy i momentami Aspasa oraz Rodrigo reszta piłkarzy zawiodła, albo po prostu nie dostała szansy, żeby zawieść. Niepewność De Gei – 11 strzałów celnych na jego bramkę (razem z rzutami karnymi) i aż 10 wpuszczonych. Amnezje koncentracji Pique i Ramosa na środku obrony, asekuracja Carvajala i Alby, koszmarne straty Busquetsa, apatia fizyczna Silvy i Iniesty. Rozczarowało zbyt wielu kluczowych piłkarzy Hiszpanii, a ci pukający do drzwi zmiennicy, też niczego nie wnieśli – Thiago, Lucas, Asensio… Wciąż jednak uważam, że czołowi piłkarze Realu, Barcelony, Atletico, City czy Bayernu, nawet jeśli fizycznie i mentalnie nie są w optymalnym stanie, to muszą bezdyskusyjnie wygrać z Iranem, Marokiem i Rosją. Albo przynajmniej pozostawić po sobie wrażenie wyższości. Futbol nie rozdaje abonamentu na sprawiedliwość według liczby podań. Nie przyznaje dodatkowych punktów za styl, inicjatywę, posiadanie piłki.

Tę wyższość Hiszpania w ostatniej dekadzie zbudowała nie tyle indywidualnym talentem, co wyrobionym, unikalnym stylem. Wynoszącym na piedestał kolektyw. Grupę kapitalnie wyszkolonych gwiazd, poświęconych wspólnemu celowi. W Rosji największą indywidualnością był Isco. Grał wybornie – fakt, ale nie sprawił, że reszta grałaby choćby o 10% lepiej. Nie wpłynął na losy Hiszpanii, osamotniony namalował 4 obrazy i wstawił je do własnego domu. Sztuka dla sztuki. Najlepszy Xavi w 2010 i 2012 roku miał do dyspozycji najlepszego Busiego, Xabiego Alonso, Iniestę i Villę…

Mecz z Rosją był najgorszą z możliwych globalnych antyreklam tiki-taki. Tej, której guru Guardiola w książce „Herr Pep” przyznał, że „nienawidzi, bo bezużyteczne podania wszerz boiska bez agresywności i zaskoczenia na połowie rywala, są po prostu gówniane”. Sergio Ramos pobił w spotkaniu z Rosją rekord liczby podań w historii mundiali – 144. „AS” napisał wprost o „gili-tace” (głupiej-tace). Stylu, który, jeśli nie poprzez pressingiem i dynamiką cyrkulacji, jest nudniejszy niż wypełnianie PIT-a, wolniejszy niż spływająca po szybie ślina, bardziej przewidywalny niż lipcowe słońce w Madrycie. Dwa futbolowe sztandary sterylnego posiadania piłki – Niemcy i Hiszpania – już są w domu. Te, który postawiły na „wertykalność”, dynamikę i kontratak – Francją i Brazylią, pozostały w grze i są faworytami.

Od 2012 roku, kiedy Hiszpanie wygrali mistrzostwo Europy, kluby LaLiga wygrały 5 Lig Mistrzów, 4 Ligi Europy, reprezentacja do lat 21 zdobyła mistrzostwo i wicemistrzostwo Europy. Absolutny szczyt. Kibice i media rozpływały się w zachwytach nad Isco, Asensio, Koke, Thiago czy Carvajalem. Ale dorosła reprezentacja, mimo dopuszczenia świeżej krwi, zatrzymała się w rozwoju. W Brazylii odpadała w fazie grupowej, na Euro 2016 poległa z Italią w 1/8 finału i teraz nie sprostała Rosji w tej samej fazie rozgrywek. 2 zwycięstwa w 7 meczach – z Australią o honor i Iranem po rykoszecie. Po dwóch mistrzostwach Europy z rzędu i wygranym mundialu w RPA kolejne 3 wielkie turnieje okazały się najgorsze w hiszpańskiej historii od początku, ciemnych lat 70…

Czas na kolejną rewolucję. Wiele osób mówi o ostatecznym końcu złotej dekady wielkich piłkarzy z lat 2008-2018. Odchodzi 34-letni Iniesta (klasa nie do zastąpienia), reprezentacyjny rozbrat ogłosił już wcześniej Pique (deficyt stoperów w Hiszpanii), wkrótce może to zrobić również 32-letni David Silva (jeden z najlepszych strzelców i asystentów historii). Na kolejnym mundialu w Katarze Ramos będzie miał 36 lat, Busquets – 34, Alba – 33, Costa – 32, Thiago – 31, Isco, Koke, Carvajal – 30. Potrzebny jest plan odmłodzenia. Stopniowy, ale też sensowny. Poparty trafnym wyborem selekcjonera (mówi się o Michelu i Quique Sanchezie Floresie) i wieloletnim projektem, który wprowadzi nowe twarze, alternatywy i schematy. Hiszpania jest zmęczona. Znudzona. Zawiedziona. Hiszpania mówi adios i wyjeżdża na wakacje. A w zasadzie idzie piechotą – tak jak piłkarze na boiskach w Soczi, Kazaniu, Kaliningradzie i Moskwie.