Lato z jajem. Byliśmy tam!

Pamiętacie, jak pisaliśmy o Feriach z Jajem, prawda? Po sukcesie organizacyjnym rugbiści Ogniwa Sopot wpadli na pomysł, żeby tę samą akcję powtórzyć również latem. Z racji tego, że wakacje trwają trochę dłużej niż ferie, zaplanowane były aż trzy turnusy. Pamiętamy, że gdy pisaliśmy o tym po raz pierwszy, to mało kto z was w ogóle wiedział, że taka akcja się odbędzie. Czas jednak szybko mija, my na bieżąco odwiedzaliśmy profil na Facebooku chłopaków z Trójmiasta i widzieliśmy, że przygotowania idą pełną parą. Kupiliśmy bilet na Pendolino, wsiedliśmy w pociąg i postanowiliśmy zobaczyć, co tam się najlepszego wyprawia w tym Sopocie.

Wiedzieliśmy, że to będzie forma rekreacji i spędzania wolnego czasu. Wiedzieliśmy, że mecze nie będą o setki tysięcy złotych, sławę, splendor i w ogóle medale mistrzostw świata. Rywalizować miały ze sobą dzieci, przed którymi lada chwila pojawi się moment na podjęcie decyzji: bawić się w sport czy niekoniecznie?

Kurcze, całkiem nieświadomie wróciliśmy do czasów, w których sami ganialiśmy za piłką i spędzaliśmy na podwórku jakieś 16 godzin na dobę. Przypomniały nam się te wszystkie mecze osiedlowe, zabawa w berka, “mamo, jeszcze chwilę” i tak dalej, i tak dalej. Dlatego postanowiliśmy nie tylko zajawić te wydarzenie przed jego rozpoczęciem, ale też napisać kilka słów już po jego zakończeniu. Złapaliśmy organizatorów, czyli Piotra Zeszutka, Wojtka Piotrowicza i Sławosza Hodurę, pogadaliśmy z nimi chwilę, pstryknęliśmy kilka fotek i oglądaliśmy. Z wypiekami na policzkach przyglądaliśmy się, jak Patryk z 2C fauluje Łukasza z 3A i dlaczego Robert z 1B jest jeszcze za mały na poważne granie i musi grać ze swoimi rówieśnikami.

Ogólnie, impreza się udała, choć od razu padły pytania, kiedy kolejna edycja. Odpowiadamy: w dniach 21-25 sierpnia.

– Na pewno dzieciakom się bardzo podobały zajęcia, a to było widać po zaangażowaniu. Niby nasze półkolonie miały być formą rekreacji, ale ambicja często brała górę i niejednokrotnie obserwowaliśmy poważną rywalizację bez żartów. Podzieliliśmy tak zawodników, by mogli oni rywalizować ze sobą w tej samej kategorii wiekowej – najmłodsi grali z najmłodszymi, nieco starsi ze starszymi itp – zaczął Zeszutek.

Dzieciaki paliły się do grania

Dzieciaki paliły się do grania

 

Na swoją kolej trzeba było poczekać

 

Uścisk ręki prezesa

 

Selfie musi być

 

– Co poza rugby? Dużo zajęć. Postawiliśmy na ogólnorozwojówkę z językiem angielskim. Zrobiliśmy obóz sportowy, podczas którego można było dodatkowo przypomnieć sobie język, którego każdy z tych dzieciaków uczy się w szkole – kontynuował Wojciech Piotrowicz.

 

Przyszła reprezentacyjna “dziewiątka”

 

Wypoczynek – pytanie, czy zasłużony

 

Na ziemię go!

– Dzieci są bardzo różne, jest kilku ananasów, jak to się śmiejemy, ale wszyscy są dobrze wychowani i nie sprawiają żadnych kłopotów. Miło się spędza czas z dzieciakami, bo u nich widać zajawkę, oni nie kalkulują. Emocje buzują i to widać przy każdej akcji. Dobrze się bawią przy uprawianiu sportu i o to nam między innymi chodziło, aby z uśmiechem na ustach ruszać się na świeżym powietrzu i zaszczepić w nich miłość do rugby – podsumował Hodura.

 

Zaczynamy!

 

– Z czym masz?

 

Hehehe

 

Dziecko najedzone, to i szczęśliwe 🙂

 

Hodura, Piotrowicz i Zeszutek – organizatorzy “Lato z Jajem”

Komentarze