Łączy Nas Obstawianie. Polacy pożegnają się z Bundesligą?

Cały piłkarski świat odlicza dni do powrotu Bundesligi, która w najbliższym czasie będzie jedyną cieszącą oko ligą z piłkarskiego topu. Świetny sezon niemieckich rozgrywek dla niektórych zakończy się jednak fatalnie. Dwie, a być może nawet trzy drużyny pożegnają się z najwyższym poziomem rozgrywkowym w Niemczech. Czy wśród nich będzie ta z Polakiem w składzie?

W tym sezonie Bundesligi rolę odgrywa pięciu Polaków. Dwóch z nich bije się o mistrzostwo Niemiec, zaś pozostała trójka w mniejszym lub większym stopniu zamieszana jest w walkę o pozostanie na bundesligowej powierzchni. Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek będą nam gwarantować emocje niemal wyłącznie pozytywne, zaś przed negatywnymi uchronić się będą chcieli Dawid Kownacki z Fortuny Düsseldorf, a także nasza dwójka ze stolicy: Krzysztof Piątek z Herthy i Rafał Gikiewicz z Unionu.

Zaczniemy od tego, któremu spadek grozi zdecydowanie najmniej. I to zarówno w dwóch pozytywnych, jak i jednym negatywnym znaczeniu. To ostatnie będzie można zweryfikować już na dniach – czy w związku z brakiem przedłużenia kontraktu Rafał Gikiewicz wciąż będzie pierwszym bramkarzem klubu z czerwonej części Berlina? Niemieckie media informowały o tym, że być może Union będzie chciał sprawdzić kogoś perspektywicznego. I nie tyle chodzi o wiek, co przyszłość na stadionie An der Alten Försterei.

Takowej nie będzie miał Gikiewicz – i to może być pierwsza z pozytywnych informacji, bo możliwy jest scenariusz, w którym polski bramkarz niezależnie od wyniku całego klubu w Bundeslidze zostaje. Moglibyśmy wymienić kilka klubów, które miały kłopoty z formą człowieka stojącego między słupkami, jak chociażby Schalke. Zastąpienie Alexandra Nübela w Gelsenkirchen byłoby sporym wyzwaniem, ale i nagrodą za niezły sezon.

Piłkarze Ursa Fischera przywitali się z Bundesligą w niezbyt dobrym stylu, przegrywając 0:4 z RB Lipsk. Chwilę później zdobyli jednak pierwszego gola, pierwszy punkt, a już w 3. kolejce zainkasowali pierwsze zwycięstwo. I to jakie! Rafał Gikiewicz i spółka pokonali Borussię Dortmund, dziś wicelidera rozgrywek. Dotychczasowy sezon ogólnie mogą uznać za udany – wygrali w nim m.in. derby z Herthą, a po nich mocno ugruntowali swoją pozycję w okolicach 10-12 miejsca w tabeli. Obecnie zajmują 11. lokate i mają osiem punktów przewagi nad strefą barażową.

Union Berlin spadnie z Bundesligi – kurs LV BET: 34.00

Dlatego drugim z pozytywnych znaczeń jest to, że Union po prostu się utrzyma. Pozostało jednak dziewięć kolejek, w których wszystko się może zdarzyć. Dlatego niewykluczone, że walka o pozostanie w elicie rozegra się z Polakiem w pierwszym składzie. – To Union ma już utrzymanie? To nie koncert życzeń, że ktoś ma dostać szansę, bo ktoś odchodzi. Takim tokiem rozumowania idąc wszyscy zawodnicy Unionu mający kontrakty do 30.06 przestaną grać. Oblicz, ile punktów im w tym sezonie wybroniłem, a o poprzednim sezonie szkoda nawet pisać! – argumentował Gikiewicz na Twitterze swoje pozostanie w bramce Unionu.

BONUS 1000PLN + 500PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

Berlińczycy w tym sezonie stracili 41 bramek w 25 meczach. Mogli więcej, gdyby nie kilka świetnych interwencji Polaka. Gikiewicz mógł nawet w jednym ze spotkań poprawić dorobek… strzelecki swojej drużyny. Miał okazję w doliczonym czasie gry uratować punkty w meczu z Bayerem, ale jego strzał nie zamienił się w gola. Tamta sytuacja mogła zakończyć się inaczej, gdyby do piłki dopadł choćby Sebastian Andersson. Szwed ma niezły sezon – zdobył w nim 11 bramek, do których dorzucił trzy asysty. Świetny w tym sezonie jest też skrzydłowy Marius Bülter, który dysponuje potężnym uderzeniem i zdążył odpalić petardę w tych rozgrywkach. Od tego, czy utrzymają formę strzelecką, Christopher Trimmel nadal będzie tak często asystować (10 ostatnich podań w sezonie prawego obrońcy Unionu!), a Gikiewicz z Nevenem Suboticiem trzymać w ryzach defensywę zależy być albo nie być stołecznego klubu w Bundeslidze.

Nie musimy się przenosić daleko, by znów mówić o ligowym utrzymaniu stołecznego klubu w kontekście polskiego piłkarza. Nieco (konkretnie: dwa punkty) większe zmartwienia po powrocie na boiska będzie miał Krzysztof Piątek i jego Hertha. „Pjona” przystąpi do gry z kolejnym nowym trenerem. Choć w stolicy Niemiec gra bardzo krótko, zdążył już trenować pod okiem Jürgena Klinsmanna i Alexandera Nouriego, a teraz jego przełożonym został Bruno Labbadia. Dla Herthy to czwarty coach w tym sezonie, który zaczął Ante Cović.

Łączy Nas Obstawianie. Ktoś dogoni Lewandowskiego w drodze po koronę króla strzelców?

Wielki projekt Herthy pod kierownictwem bogatego inwestora znalazł się więc na poważnym zakręcie, zanim zdążył się dobrze rozpędzić na tej trasie na szczyt. W tym sezonie BSC gra nie tyle nieskutecznie, bo przecież potrafiła urwać punkty Bayernowi, Bayerowi, Wolfsburgowi, Freiburgowi czy Schalke. Gra Herthy jest po prostu fatalna do oglądania. Brzydka, rwana, chaotyczna w obronie i bezbarwna w ataku. Nawet wtedy, gdy występuje w nim polski napastnik, strzelający do niedawna sporo goli w Serie A.

Owszem, berlińczycy mieli swoje przebłyski. Z przyjemnością klikaliśmy „odtwórz jeszcze raz”, gdy fenomenalny rajd bramką zakończył Javairô Dilrosun – wybrany zresztą golem miesiąca w Bundeslidze. Można było zerwać się z miejsca, gdy zrywał się Dodi Lukebakio. To jednak też symptomatyczne, że pochodzący z Demokratycznej Republiki Konga Belg jest najlepszym strzelcem drużyny z zaledwie pięcioma bramkami. W 25 meczach. Następni mają po trzy trafienia…

Hertha Berlin spadnie z Bundesligi – kurs LV BET: 17.00

Personalia nie są jednak największym problemem tej drużyny. Sama obsada ataku wydaje się bardzo dobra, bo choć Krzysztof Piątek i Matheus Cunha mają po dwie bramki („Pjona” jedną w lidze, jedną w DFB Pokal), to polsko-brazylijski napad ma duży potencjał. Podobnie zresztą jak Marko Grujić w środku pomocy, czy Dedryck Boyata (świetne statystyki wygranych pojedynków) na stoperze. Organizacja gry woła jednak o pomstę do nieba.

Łatwość, z jaką można „wjechać” w obronę Herthy jest porażająca. Podobnie jak ciężary, które berlińczycy mają z konstruowaniem akcji ofensywnych. Dość powiedzieć, że w ostatnich sześciu kolejkach Hertha wygrała tylko z Paderbornem, a słabość BSC na Olimpijskim w Berlinie obnażyły Mainz (1:3) czy zwłaszcza Köln (0:5). Wynik, który na ten moment pokazuje sześć punktów przewagi nad barażami, jest zdecydowanie lepszy niż gra.

Na miejscu barażowym natomiast znajduje się Fortuna Düsseldorf, w której grał – a raczej: zawiódł – w tym sezonie Dawid Kownacki. O ile wejście do Bundesligi miał udane, bo w pierwszych 10 meczach zdołał wpisać się czterokrotnie na listę strzelców w poprzednich rozgrywkach, tak obecnie na ten moment musi zaliczyć do fatalnych.

Fortuna Düsseldorf spadnie z Bundesligi – kurs LV BET: 1.73

Po pierwsze: nie strzelił ani jednej bramki, choć na boisku spędził 1144 minuty. Po drugie, nie zaliczył w tym czasie – na przestrzeni 19 meczów! – ani jednej asysty. Jedyną rzeczą, którą wpisał się do protokołu, są żółte kartki. Trzy. Po trzecie, w trakcie rundy rewanżowej doznał kontuzji, która mogła go wykluczyć z mistrzostw Europy. Te jednak odwołano. Może więc małe szczęście w dużym nieszczęściu odwróci kartę Polaka?

Zwłaszcza, że powrót Bundesligi może być powrotem dla niego samego. Jeszcze nie od pierwszego spotkania z SC Paderborn, ale w końcowej fazie sezonu może już być do dyspozycji Uwe Röslera, który zastąpił na stanowisku trenerskim Friedhelma Funkela. Ten w grudniu i styczniu rozegrał sześć spotkań, z czego wygrał tylko jedno. Zdobył w nich zaledwie dwie bramki, w dodatku obie w tym jednym wygranym starciu z Unionem. Reszta? 0:5, 0:3, 0:3, 0:1 i wreszcie 0:3 z Bayerem, po którym zdecydowano się z nim pożegnać.

Bonus do 1650 PLN na start
Polski Bukmacher Sp. z o. o. posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez MF. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Przed Röslerem zadanie niełatwe, ale możliwe do spełnienia. Liczyć będzie w tej końcówce zwłaszcza na fantastycznego w tym sezonie Rouwena Henningsa, który zdołał strzelić 15 bramek, z czego 11 na boiskach 1. Bundesligi. Dobrze dysponowany jest też Erik Thommy – o ile nie strzela do własnej bramki ręką, jak w meczu z Herthą…

Z kim Fortuna będzie rywalizować o uniknięcie degradacji? Na pewno murowanym faworytem do spadku będzie zespół, który niemal cały sezon spędził na samym dnie tabeli. Czerwona latarnia, jaką jest SC Paderborn, nie przynosi jednak złego wrażenia. Owszem, potrafili przegrać 1:5 z Schalke, ale od tamtej pory – a była to dopiero czwarta kolejka sezonu – nikt ich w lidze nie rozgromił.

Również z wielkimi potrafią toczyć wyrównane boje, nawet jeśli przegrane. Jak z Bayernem, który męczył się z nimi i choć dwukrotnie wygrywał, to wynikiem 3:2. Jak z Borussią Dortmund, kiedy wprawił całe Signal Iduna Park w osłupienie, prowadząc w pewnym momencie 3:0. Choć aż siedemnaście porażek w 25 meczach to nie jest bilans, z którego mogą być piłkarze Paderborn zadowoleni.

SC Paderborn spadnie z Bundesligi – kurs LV BET: 1.05

Dodajmy jednak, że piłkarze w większości tacy, którzy przed sezonem nie mieli żadnej styczności z Bundesligą. Spójrzmy kolejno od tych, którzy na ten moment zagrali najwięcej minut w tym sezonie dla niebiesko-czarnych i sprawdźmy, ile spotkań rozegrali na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Niemczech przed tym sezonem.

Sebastian Vasiliadis – zero.
Jamilu Collins – zero.
Klaus Gjasula – zero.
Christopher Antwi-Adjei – zero.
Kai Pröger – zero.
Sebastian Schonlau – zero.
Leopold Zingerle – zero.
Laurent Jans – zero.
Streli Mamba – zero.
Luca Kilian – zero.

Wszyscy oni prowadzeni są przez Steffena Baumgarta – trenera, który zanim otrzymał ofertę z Paderborn, najwyżej pracował w czwartej lidze. A mimo to można było się zachwycać nie tylko grą wyżej wymienionych, ale też przepięknymi „spadającymi liśćmi” w wykonaniu Abdelhamida Sabiriego czy niezłym wejściem do drużyny napastnika Dennisa Srbeny’ego.

Paderborn nie jest więc skazany na pożarcie, ale ktoś spaść musi. Właściwie: dwa „ktosie”. Drugim na ten moment jest Werder Brema, co dla wielu obserwatorów futbolu za naszą zachodnią granicą było nieco szokujące. Florian Kohfeldt był trenerskim odkryciem poprzedniego sezonu. Porównywany do Kloppa szkoleniowiec nie tylko miał niezłe wyniki z Werderem, ale dostał nagrodę Trenera Roku 2018 w Niemczech! Zaledwie 36-latek wciąż może liczyć na zaufanie włodarzy w Bremie, ale bardzo mocno je w tym sezonie nadwyrężył.

Werder Brema spadnie z Bundesligi – kurs LV BET: 1.44

Werder notuje fatalne wyniki. Gdy pokonywał Augsburg i Union na początku sezonu, rehabilitując się za porażki z Fortuną i Hoffenheim – wydawało się, że wszystko wróci do normy. Że uda się na pewno spokojnie utrzymać, a być może i powalczyć o coś więcej. To było jednak dokładnie to, czym w meczu z Bayernem był gol Milota Rashicy. Ładny, otwierający wynik spotkania – takowe zakończyło się jednak porażką 1:6…

Od tamtej pory Werder zanotował niechlubną serię ośmiu meczów bez zwycięstwa. I wówczas zapowiadało się to niezbyt dobrze, ale nie tragicznie – w końcu pięć z rzędu spotkań zremisowano, m.in. z Borussią Dortmund, Bayerem Leverkusen, Eintrachtem i Freiburgiem. Od listopadowej porażki z Gladbach zaczął się jednak koszmar, z wyjątkiem dwóch krótkich przebudzeń. 13 meczów, aż 11 porażek. I na koniec, tuż przed zawieszeniem ligi, kolejny remis…

Łączy Nas Obstawianie: Atrakcyjne kursy na przyszłego mistrza Niemiec!

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem