Łączą Nas Igrzyska – Malwina Kopron. „Zostałam księżniczką rzutu młotem”

Czas na kolejną rozmowę z cyklu "Łączą Nas Igrzyska". Tym razem przeprowadziliśmy rozmowę z Malwiną Kopron, brązową medalistką igrzysk olimpijskich w Tokio. Młociarka opowiedziała nam między innymi o tym, dlaczego Polska jest tak mocna w rzucie młotem, a także o swoich planach na przyszłość.

Marcin Karwot, dziennikarz Łączy Nas Pasja: Skąd się wzięło to, że Polska jest taka dobra w rzucie młotem? Mamy panią, Anitę Włodarczyk, Wojciecha Nowickiego, Pawła Fajdka… Trudno mi to wytłumaczyć, więc może pani się uda?

Najlepsi bukmacherzy

1
  • Duża ilość bonusów
  • Aplikacja mobilna
  • Nowoczesny wygląd serwisu
  • Stale rozwijana oferta na sporty motorowe
2
  • Szeroka oferta na bonusy
  • Funkcja Cash-Out
  • Wysokie kursy na tle konkurencji
  • Zbyt spokojny design
3
  • Nawet 600 PLN w bonusie powitalnym
  • Skromna i elegancka szata graficzna
  • Prosty, czytelny interfejs użytkownika
  • Mała oferta zakładów
  • Kursy nie zawsze są zadowalające

 Malwina Kopron, medalistka olimpijska z Tokio w rzucie młotem: Rzeczywiście młot jest polską siłą, mamy w nim wspaniałe sukcesy, a nasze medale budują popularność tej konkurencji. Mamy świetne zaplecze trenerskie, wszyscy polscy medaliści tegorocznych Igrzysk – Wojtek, Paweł, Anita i ja – mają różnych trenerów. To przekłada się na bardzo dobre przygotowanie techniczne, to z kolei daje efekty w postaci medali, myślę nawet, że inni mogą się od nas uczyć. To wszystko oczywiście efekt ciężkiej pracy. W moim przypadku – trwającej już 12 lat. To nie było tak zresztą przecież tak, że usłyszałem o kimś takim jak Anita Włodarczyk i sama zaczęłam rzucać młotem. Chociaż mam nadzieję, że może w przyszłości młodzież zacznie trenować dzięki mnie. Stawiam sobie za cel zachęcanie najmłodszych do uprawiania sportu. Oczywiście nie tylko rzutu młotem, bo myślę, że nie ma takiej osoby, która budzi się rano i mówi, że chce uprawiać tę dyscyplinę. Mam jednak nadzieję, że dzięki naszym wizytom w szkołach będziemy mieli nowe pokolenie młociarzy.

 A czemu akurat pani wybrała ten sport? Ta dyscyplina nie należy nawet do najpopularniejszych w lekkoatletyce.

– Moja historia jest prosta i piękna… Mój dziadek jest moim trenerem. Gdy byłam małą dziewczynką, moi rodzice bardzo dużo pracowali. Dziadek miał elastyczną pracę, więc mógł mnie odbierać po przedszkolu lub szkole i zabierać na treningi, które prowadził. Od początku przygody z rzutem młotem uczestniczyłam więc w niemal każdych zajęciach. Nawet dziś jestem dość drobna jak na młociarkę, więc proszę sobie wyobrazić, jak wyglądałam 13-14 lat temu: po prostu byłam malutka. Czas na treningu u dziadka spędzałam więc na odrabianiu lekcji albo kolorowaniu. Nie spieszyłam się do rywalizacji z zawodnikami. Byli tam faceci sporo starsi ode mnie, nie przychodziło mi nawet do głowy, żeby mierzyć się z nimi. Ale miesiące mijały, a ja ciągle byłam na treningach i z czasem zaczęłam próbować z nimi swoich sił. A po latach… jestem medalistką Igrzysk Olimpijskich i bardzo się cieszę, że zrobiłam to pod skrzydłami dziadka.

 No właśnie, zdobyła pani brąz w Tokio. Czy jest to dla pani rodzaj spełnienia w sporcie czy cel jest znacznie wyżej?

– Niektórzy trenują całe życie i nie mają medalu Igrzysk Olimpijskich. Mi się to udało w wieku 26 lat, jest to coś niesamowitego i z tego cieszę. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem spełnionym sportowcem, ale nie czuję się tak. Nie powiem sobie przecież “Malwa, daj spokój, już więcej nie dasz rady osiągnąć”. Wiem, że stać mnie jeszcze na wiele. Wróciłam z Tokio, doprowadzam zdrowie do porządku i będę powoli myśleć o Igrzyskach w 2024 roku w Paryżu. Mam nadzieję, że będę tam gotowa walczyć o złoto. Jeśli będę zdrowa, bez problemów spędzę 3 lata na treningach, to będę w stanie osiągnąć tam dobry wynik.

Wydaje się pani taką naturalną następczynią Anity Włodarczyk, która jakby nie było jest już w drugim etapie swojej kariery.

– W Tokio w jednym z wywiadów zostałam okrzyknięta “księżniczką rzutu młotem” i taki tytuł w sumie mi odpowiada. Każdy sportowiec ma ambicję dążyć do olimpijskiego złota. Ja medal mam, więc moim założeniem tym bardziej może być jedynie miejsce na najwyższym stopniu podium. Muszę być jednak zdrowa i poprawić technikę. Ona nie jest zła, ale nie jest też idealna. Jeśli dołożę do tego siłę, to możemy myśleć o wielkich rzeczach. Nie mówię tutaj jednak o żadnym rekordzie świata… Nie mam idealnych warunków fizycznych do tego sportu. Mam 167 centymetrów wzrostu i nie ważę nawet 80 kilogramów, więc naprawdę nie jestem potężna. Możemy mówić jednak o osiągnięciach na miarę mojego potencjału, a medale, co już pokazałam, są całkowicie w moim zasięgu..

Wiadomo, najważniejsza impreza dla pani będzie za trzy lata. A jaki daje sobie pani cel na najbliższą przyszłość?

– Najważniejszy, ale i odległy cel, to rzeczywiście Igrzyska Olimpijskie w Paryżu. Mam nadzieję, że zgarnę tam złoto, ale więcej na ten temat będę mogła powiedzieć w 2024 roku. W przyszłym roku czekają mnie z kolei mistrzostwa świata oraz Europy. A ze spraw najbliższych w czasie: chciałabym wyleczyć kolano i w zdrowiu wejść w trening. W tym roku zacznę trochę później, ale ten sezon pokazał, że nie muszę się spieszyć. Chciałabym zdobyć medal na Zimowym Pucharze Europy i, oczywiście, na mistrzostwach świata. Bardzo ważne będą też dla mnie mistrzostwa Europy, o których wspomniałam, bo z tej imprezy krążka jeszcze nie mam. W 2023 roku kolejne mistrzostwa świata – w Budapeszcie. Kocham Węgry, liczę, że powalczę tam o złoto. Medal Igrzysk Olimpijskich do czegoś przecież zobowiązuje.

Ostatnio rozmawiałem z Dawidem Tomalą i zapytałem się go, czy coś pamięta z tego swojego chodu w Tokio. Powiedział, że o dziwo wszystko ma zapisane w głowie. A jak jest z panią? Pamięta coś pani z tego konkursu?

– Tak, pamiętam! Byłam bardzo skoncentrowana, wiem, jakie błędy popełniłam w tamtych rzutach. Po powrocie do Polski obejrzałam ten konkurs dwa czy trzy razy. Siedziałam z rodzicami i w którymś momencie powiedziałam im: “słuchajcie, ja to widziałam zupełnie inaczej”. Na żywo były tylko koło i siatka, a tu nagle te kamery, to show, komentatorzy i tak dalej. Pamiętam, że podczas rzutów zupełnie odcięłam zewnętrzne bodźce: nie słyszałam żadnych krzyków ani dopingu, skupiłam się głównie na swoich rzutach. Pracowałam nad tym przed Igrzyskami. Teraz mogę nawet wymienić wszystkie błędy, które popełniłam w kole (śmiech). Nie mam jednak sobie nic do zarzucenia i cieszę się, że walczyłam w tym konkursie. To są igrzyska olimpijskie i tego dnia trzeba być w formie życia. Nie tak łatwo w nią trafić w jednym dniu na cztery lata.

Pani oraz Paweł Fajdek daliście kibicom trochę dodatkowych emocji, bo swój najlepszy oddaliście dopiero w piątej rundzie.

– On tylko papugował po mnie, bo też najlepszy rzut oddał w piątej kolejce (śmiech). Nie powiem, że taki mieliśmy plan, ale dobrze wyszło. Ten mój piąty rzut był całkiem niezły, chociaż miałam pewne rezerwy. Mogłam zejść na przykład niżej na nogach i popracować szybciej w kole. Zrobiłam jednak to, co nie udało mi się w poprzednich czterech próbach: pojawiło się więcej luzu i udało się rzucić tak, jak założyłam wcześniej. Wyrzucając młot wiedziałam już, że będzie dobrze.

Przed igrzyskami była już pani dość rozpoznawalna w Polsce. Zdobyła pani przecież między innymi medal mistrzostw świata. Czy ten medal z Tokio powiększył znacznie pani rozpoznawalność? Odczuła to pani jakoś?

– Tak, nie da się nie zauważyć, że stałam się bardziej rozpoznawalna. Dostałam mnóstwo zaproszeń do szkół i wkrótce rozpoczynam takie małe tournee. Ostatni okres poświęciłam na leczenie. Miałam operację, musiałam wyczyścić kolano, więc dopiero teraz będę miała czas na tego typu aktywności. Nie tylko na Lubelszczyźnie, ale także w innych częściach Polski. Jeśli chodzi o rozpoznawalność, to jest to dla mnie pewna nowość. W moich rodzinnych Puławach ludzie wiedzieli, że rzucam młotem i mam nawet jakieś osiągnięcia, ale w innych miastach byłam anonimowa. Teraz, gdy jestem w Warszawie czy we Wrocławiu, ludzie mnie poznają. Ci, którzy interesują się sportem od razu mnie zauważają, często mówią przy tym: “myśleliśmy, że jest pani większa” (śmiech). W Puławach zostałam wspaniale przywitana. Było nawet tak, że gdy szłam po pasach w centrum miasta, ludzie otwierali okna w samochodach, bili brawo i mi gratulowali. To bardzo miłe, że mój sukces jest tak doceniany przez mieszkańców i sponsorów. Ostatnio dostałam nawet tytuł “Honorowego mieszkańca miasta Puławy”, to coś niesamowitego. To pierwszy medal olimpijski w historii tego miasta i mam nadzieję, że nie ostatni.

DARMOWY ZAKLAD 20PLN + BONUS 3333PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

A czy panią taka rozpoznawalność bardziej cieszy czy irytuje? Są sportowcy, którzy nie lubią sławy.

– To zależy. Czasem taka rozpoznawalność bywa uciążliwa. Wypada przecież nieustannie się uśmiechać i być miłym, a nie zawsze jest się w świetnym nastroju, czasem zdarzają się trudniejsze chwile. Zaczęło mnie to wszystko przerastać. Miałam tyle obowiązków, że zaczęłam niektóre z nich zawalać, a czegoś takiego nie lubię. Chcę, by zawsze wszystko było dopięte na ostatni guzik. W pewnym momencie było tak ciężko, że spakowałam się i wyjechałam na weekend na Mazury, żeby odpocząć. I dało mi to bardzo dużo. Czytałam wywiad z Dawidem Tomalą i podpisuję się pod jego słowami, gdy mówił, że ta nagła popularność bywa czasami uciążliwa. Taki jest jednak koszt tych medali, a te dobre słowa, powitania i gratulacje są przecież bardzo miłe.

Adam Małysz stworzył “Małyszomanię”, a czy pani widzi takie coś przy rzucie młocie? Czy młodzi chcą naśladować Nowickiego, Fajdka, Włodarczyk albo panią?

– Czy “młotomania” rodzi się w Polsce? Zdarzyło się w Puławach, że pewien tata zabrał swoją córkę na trening rzutu młotem, bo zobaczyła mnie kiedyś w telewizji i dowiedziała się, że jest szansa, żeby przyjść na zajęcia. To bardzo miłe, ale nie wiem, czy może się zdarzać na większą skalę. Rzut młotem nie jest popularnym sportem, to bardzo ciężka i techniczna dyscyplina. Ja rzucam ponad 12 lat i cały czas mam problem z techniką. To nie jest tak, że ktoś będzie chodził na treningi przez rok i będzie rzucał bardzo daleko. Niestety, coraz trudniej dziś zachęcić młodzież do uprawiania sportu, ale mam nadzieję, że to się zmieni. Może fakt, że pojawiamy się w szkołach, zasieje w nich jakieś ziarenko. W polskim sporcie z roku na rok jest coraz lepiej. Mogę porównać swój cykl przygotowawczy przed igrzyskami w Rio de Janeiro i ostatnimi, w Tokio, i powiedzieć, że jest znacznie lepiej. Dużą rolę odgrywają firmy, które wchodzą w sponsoring i pomagają sportowcom.

Czego można pani teraz życzyć?

– Zdrowia! A także szczęścia i dalekich rzutów. Myślę, że więcej nie trzeba. Jestem osobą, która dużo trenuje i nie mam problemów z motywacją. Potrzebuję zdrowia, a widzę, że z roku na rok jest coraz trudniej. Skończę niebawem 27 lat i już widzę, że robi się ciężko, organizm regeneruje się wolniej, więc zdrowie będzie dla mnie bardzo istotne. No i szczęście! W Tokio je miałem, bo w ostatniej rundzie przerzuciła mnie jedynie Chinka Zheng (śmiech).

 

 

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem