Łączą Nas Igrzyska – Dawid Tomala. „Teraz dopiero się rozkręcam!”

Rozpoczynamy nasz nowy cykl rozmów z olimpijczykami. Na pierwszy ogień poszedł Dawid Tomala, czyli sensacyjny zwycięzca chodu na 50 kilometrów podczas igrzysk olimpijskich w Tokio. Tomala opowiedział nam między innymi o tym jak zmieniło się jego życie, a także o planach na przyszłość.

Marcin Karwot, dziennikarz Łączy Nas Pasja: Od igrzysk olimpijskich w Tokio minęły już ponad dwa miesiące. Czy dotarło już do pana to, co się stało? 

Dawid Tomala, złoty medalista igrzysk olimpijskich w Tokio w chodzie na 50 km: Myślę, że tak. Po tym czasie, który minął, mogę teraz stwierdzić, że to coś wspaniałego. Ostatnio byłem na gali olimpijskiej i stałem obok tych wszystkich świetnych i utytułowanych sportowców. To też był taki znak dla mnie, że zrobiłem coś wyjątkowego. 

Czy pana życie zmieniło się o 180 stopni? 

– Może o 180 nie, ale na przykład o 90 – jak najbardziej! Teraz cały czas jestem w podróży. Ciągłe spotkania, odwiedziny szkół i tak dalej. Mam bardzo dużo różnych zaproszeń. Teraz zdarzają się też sytuacje, że ktoś zaczepi mnie na mieście i poprosi o zdjęcie lub autograf. To są takie przyjemne rzeczy, ale ja już myślę o tym, żeby zacząć trenować i od tego uciec. To nie jest do końca mój świat i sport jest dalej dla mnie najważniejszy. Teraz już nie mam spokoju przykładowo na zakupach lub na spacerze. 

Złoto igrzysk przyciągnęło do pana kilku sponsorów. Pewnie to też jest dla pana zastrzyk finansów, które mogą pomóc w rozwoju? 

– Zdecydowanie! Teraz mam możliwość trenowania bez żadnych obaw o to, czy będę miał pieniądze na obóz. Teraz mam fajnego partnera – Lotto. Podpisałem też kontrakt z lokalnym dealerem, DS Store. Teraz będę miał więc czym podróżować, a dodatkowo będę miał za co, więc to dla mnie idealna współpraca. Daje mi to spokój i komfort, którego nie miałem przez wiele lat. 

Wróćmy jeszcze do samego igrzysk w Tokio. Czy spodziewał się pan przed startem, że jest pan w stanie sięgnąć po jakikolwiek medal? 

– Nie, nie spodziewałem, że to zakończy się w ten sposób. Byłem dobrze przygotowany, czułem się mocny przed tym startem. O złotym medalu IO marzy każdy, ale nie każdemu udaje się to zrealizować. Nawet najbardziej wybitnym sportowcom. Ja tak o tym złocie nie myślałem, ale z tyłu głowy gdzieś było, że byłoby to coś pięknego, gdyby udało się to zrobić. Dodatkowy balast albo stres byłby w tej sytuacji zupełnie niepotrzebny. 

Pamiętam obrazki telewizyjne. Kamera zbliżyła się do pana i rzucił pan tylko “ale jaja”. Chyba nikt się nie spodziewał tego złota. Być może to była największa sensacja w historii polskich występów na igrzyskach olimpijskich. 

– Zgadza się, często to słyszę. W ogóle była to jedna z największych niespodzianek całych igrzysk olimpijskich w Tokio. Proszę czekać teraz na kolejne niespodzianki w moim wykonaniu (śmiech). 

Ja na przykład w momencie pana występu byłem na weselu. Nagle po północy dzwonili i pisali do mnie znajomi, że taki gość jak Dawid Tomala idzie właśnie po złoto. Oglądanie pana na telefonie przy akompaniamencie muzyki i alkoholu było ciekawym doświadczeniem (śmiech). 

– Cieszę się, że dałem dodatkową rozrywkę na weselu! Rozumiem, że później wypiliście moje zdrowie? (śmiech)

Oczywiście! A co pan miał w głowie przykładowo na 40 kilometrze? Czy miał pan jakieś myśli czy nic pan z tego już nie pamięta? 

– Pamiętam i to bardzo dobrze. To właśnie jest trochę dziwne, bo z niektórych zawodów nie pamiętam nic, a tutaj wiem, że na 40 kilometrze zastanawiałem się jeszcze, czy nie idę za szybko i być może muszę zwolnić. Z każdym kolejnym kilometrem zmęczenie było większe. Na ostatnich trzech kilometrach zmęczenie było ogromne, ale wiedziałem, że zostało niewiele i muszę dojść do końca. Było ciężko, ale nie chciałem się poddać. 

DARMOWY ZAKLAD 20PLN + BONUS 3333PLN
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem

Jak wygląda teraz pana forma fizyczna i psychiczna po igrzyskach? 

– Psychicznie super. Fizycznie trochę gorzej. Pierwsze trzy dni po zawodach były niezwykle trudne. Pojawił się spory ból i do tego kulałem. Z reguły po takim dystansie dochodzi się do przez około tydzień lub dwa tygodnie. To jednak nie jest najważniejsze. Ból przemijał, kiedy pomyślałem o tym, co osiągnąłem. 

Jak się pan czuje jako mistrz dystansu, który właśnie znika z igrzysk olimpijskich? Jakby nie było wiadomo już, że przynajmniej w następnych latach nikt nie zdobędzie złota w chodzie na 50 kilometrów.  

– Czuję się z tym super, bo jest to jakaś duża historia. Ja się z tego po prostu cieszę. Nie zastanawiam się, czy to dobrze albo źle. Przyjmuję to, co daje mi życie i chcę się do tego dostosować. 

To jest w ogóle fenomen, że pan startował sporadycznie na tym dystansie 50 kilometrów. 

– Przed igrzyskami startowałem na tym dystansie dwa razy. Przy czym tylko raz udało mu się go ukończyć. Było to podczas mistrzostw Polski, które wygrałem i zgarnąłem przy okazji minimum do Tokio. Przepis na to jest prosty: ciężka praca, motywacja, wiara i myśl, że drugi raz nie będzie takiej szansy. To jest przede wszystkim wieloletni wysiłek. Trenowałem dziennie dwa albo trzy razy. Najkrótszy trening to 10 kilometrów, a najdłuższy to 35 kilometrów. 

I pan tak rano wychodzi z domu i sobie idzie po prostu do innej miejscowości? 

– Ja to nawet przechodzę przez kilka miejscowości! Ścigam się czasami z biegaczami albo rowerzystami. Bywają śmieszne sytuacje, kiedy wyprzedzam rowerzystę. Z reguły ci ludzie podejmują wyzwanie, bo to chyba jakaś ujma na ich honorze i muszą mnie znowu wyprzedzić (śmiech). Teraz po moim sukcesie zdarzają się jeszcze częściej zabawne sytuacje. Na przykład ludzie otwierają okna i mi machają. To zdarzało się już co prawda wcześniej, bo w mojej miejscowości ludzie mnie kojarzyli. Mam taką stałą trasę i przez to ludzie mnie już znają. Muszę być tylko uważny, bo poruszam się tylko po asfalcie, więc zdarzają się czasem jakieś niebezpieczne sytuacje. 

Ciekawi mnie jedna sprawa. Dlaczego wybrał pan akurat chód? Nie jest to przecież popularny sport w naszym kraju. 

– Wyszło to przypadkowo. Biegałem i w pewnym momencie stwierdziłem, że muszę znaleźć jakiś klub. W miejscowości obok był taki zespół, ale biegacze byli tam dość na średnim poziomie. Z kolei chodziarze byli bardzo dobrzy i jeździli na mistrzostwa Polski. Dla mnie już wtedy było to coś nieprawdopodobnego, żeby pojechać na takie mistrzostwa… Moja trenerka namówiła mnie, żebym spróbował tego chodu i o dziwo dość łatwo przyszła mi technika i dobre wyniki. To pociągnęło mnie w tym kierunku. 

Czy pan jest już spełniony w tym momencie jako sportowiec?

– Oczywiście, że nie! Teraz to dopiero się rozkręcam! Tak jak pan wspomniał, na igrzyskach olimpijskich będzie teraz nowy dystans – 35 kilometrów. Będzie to nowe wyzwanie i już czekam na to, by spróbować swoich sił. Nie mogę się doczekać startów w przyszłym roku, bo rywalizacja to jest to, co kocham. Wiem na przykład, że w przyszłości czeka mnie już emerytura olimpijska, ale nawet nie zastanawiałem się nad tym szczególnie. Teraz będę skupiał się na swojej dalszej karierze i chcę udowodnić, że to złoto olimpijskie nie jest żadnym przypadkiem. 

Czyli gdzieś już ma pan myśli przy następnych igrzyskach olimpijskich? 

– Trochę tak. Szczerze? Przekraczając linię mety w Sapporo już powoli zaczynałem myśleć o Paryżu i kolejnych igrzyskach olimpijskich. Chcę dalej to robić, bawić się tym i spełniać. 

Teraz chyba tylko rywale już pana nie odpuszczą. 

– Wiadomo (śmiech). Teraz to już na pewno mnie nikt nie odpuści. Może nawet lepiej, bo pościgam się z nimi bezpośrednio. Jeśli będzie zdrowie, to teraz się tego nie obawiam. Muszę teraz tylko o to zadbać i walczyć na kolejnych zawodach. Przyszły rok będzie dość intensywny, bo mamy drużynowe i indywidualne mistrzostwa świata. Do tego jeszcze mistrzostwa Europy. 

W takim razie czego można panu życzyć? 

– Zdrowia i dużo miłości! 

 

Bonus do 3333PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem