Kto na finiszu ligi da jeszcze z wątroby?

Trzy spotkania w ciągu tygodnia to nie jest ilość grania, do której przywykli polscy ligowcy. Dlatego liczba punktów wywalczonych w ostatnich dwóch tegorocznych kolejkach Ekstraklasy będzie w dużej mierze zależeć od ilości paliwa, które w bakach mają jeszcze piłkarze poszczególnych ekip. A dokładnie rzecz ujmując – od tego, jak przepracowali okres przygotowawczy do kończącej się rundy.

Górnik nie do zajechania?

Powszechne są zachwyty na temat świetnego przygotowania kondycyjnego ligowego beniaminka do trwającej, piłkarskiej jesieni. I chociaż statystyki tego do końca nie potwierdzają, w przypadku podopiecznych Marcina Brosza problem jest nieco bardziej złożony. Zacznijmy od tego, że zabrzanie rzeczywiście mają zaledwie 12 piłkarzy, którzy jak dotychczas rozegrali w tym sezonie ponad 1300 minut, natomiast kolejna grupa, licząca 9 zawodników, po murawie biegała aż o tysiąc minut mniej, w każdym wypadku zbierając na niewiele ponad 2, 3 lub cztery pełne spotkania. A należy podkreślić, że Górnicy wciąż występują jeszcze w Pucharze Polski, gdzie chociażby w ćwierćfinale, nawet mając świetną pozycję wyjściową w dwumeczu z Chojniczanką, przed własną publicznością zaprezentowali się w „galowym garniturze”. Chociażby z tego względu należy pochwalić szkoleniowca za to, jak zdołał przygotować do sezonu swoich podopiecznych. Bardzo młodzi w większości wypadków piłkarze wydają się wręcz nie do zajechania przez rywali, a Szymon Żurkowski wyrasta wręcz na fenomen na skalę Polski, skoro potrafi podczas jednego spotkania przebiec aż 16 i pół kilometra, jak to miało miejsce w meczu z Sandecją.

Wydolność Szymona Żurkowskiego to symbol świetnego przygotowania fizycznego do sezonu podopiecznych Marcina Brosza / fot. PressFocus

Warto też zauważyć, że Górnik legitymuje się najmniejszym średnim posiadaniem piłki w całej lidze, według branżowego portalu ekstrastats piłkarze tej drużyny przeważnie operują futbolówką przez zaledwie 42 % czasu. A wiadomo – kto nie ma piłki, musi więcej biegać, żeby ponownie znaleźć się w jej posiadaniu. Czy wydolność zespołu beniaminka ma potwierdzenie w statystykach? Nie do końca. Górnik zaledwie 5 bramek zdobył po 76 minucie meczu, natomiast aż 11 stracił w ostatnim kwadransie gry. Lepiej wygląda ostatnie 15 minut przed przerwą, gdzie stosunek goli strzelonych do straconych jest korzystny i wynosi 10 do 3. Niemniej, Górnicy znacznie częściej wyjmują piłkę z siatki w drugiej niż w pierwszej odsłonie meczu. Naszym zdaniem nie jest to jednak pochodna „oddychania rękawami” w końcowych fragmentach spotkań, a raczej młodzieńczej fantazji oraz braku wyrachowania i koncentracji w tych momentach, w których powinna być ona na najwyższym poziomie.

Wybiegani jak Korona

– Przygotowanie motoryczne bardzo dobre, to ich charakteryzuje, bo potrafią docisnąć pedał gazu i zmiażdżyć przeciwnika – powiedział w rozmowie z Łączy nas pasja o swojej byłem drużynie Leszek Ojrzyński, trener Arki Gdynia.

Szkoleniowiec nie wiedział jeszcze wówczas, że dwa tygodnie później jego podopieczni ograją Złocisto-krwistych na wyjeździe 3:0… Zespół Gino Lettieriego rzeczywiście sprawia wrażenie świetnie przygotowanego do rozgrywek pod względem kondycyjnym, w kielczanie wyglądają tak, jakby wraz z upływającymi minutami meczu wstępowały w nich nowe moce… Do tego Włoch z niemieckim paszportem bardzo rozsądnie szafuje siłami swoich podopiecznych, rozsądnie dostosowując taktykę do boiskowych wydarzeń.

Korona wraz z upływającymi minutami zdaje się prezentować coraz lepiej / fot. Cyfrasport

Na początku sezonu Korona poznawała dopiero filozofię gry swojego trenera, a wraz z postępującym zgraniem z każdą kolejką widać było, że Koroniarze od większości ligowych rywali mają po prostu więcej siły do biegania, co skutkowało kolejnymi dobrymi wynikami. Porażka z Arką to raczej wypadek przy pracy, a nie skutek postępującego zmęczenia sezonem. Dlatego w dzisiejszym wyjazdowym meczu w Białymstoku nie stawialibyśmy ich na straconej pozycji. Co mówią statystyki? Korona straciła tylko 3 gole po 75 minucie spotkania w tym sezonie. To więcej niż przyzwoity wynik.

Dla kogo mecz zaczyna się po 75 minucie?

Kto najczęściej strzela bramki w ostatnim kwadransie meczu? To ciekawe, bo w tej statystyce przoduje…Termalica – aż 14 trafień !!, oraz Legia Warszawa. W obu przypadkach jest to prawdopodobnie związane z czym innym. Słoniki najczęściej po prostu muszą się odsłonić (sic!) goniąc wynik, więc nie tylko dużo strzelają, ale i stosunkowo sporo bramek w końcówkach tracą (5). Zespół z Niecieczy, co należy podkreślić, ma w tej materii znacznie lepsze liczby od kiedy za sterami zasiada tam Maciej Bartoszek.

Od kiedy Termalikę prowadzi Maciej Bartoszek, zespół w końcówkach spotkań wywalczył sporo punktów / fot. Cyfrasport

Legia jest na przeciwnym biegunie niż Bruk-Bet, jeśli chodzi o ligową tabelę, ale jeśli chodzi o gole zdobywane (12) i tracone (6) w końcówkach, widać tu podobieństwo. Mistrz Polski to jednak zazwyczaj ta drużyna, która wcześniej wypracowawszy sobie prowadzenie, w ostatnich fragmentach spotkań kontruje stawiającego wszystko na jedną kartę rywala, chociaż czasami te desperackie szarże jednak przynoszą skutek. Niewiele się dzieje z kolei w ostatnim kwadransie spotkań Wisły Płock. Podopieczni Jerzego Brzęczka nie tracą wówczas goli prawie w ogóle (tylko 2 !), ale też nie strzelają ich zbyt wiele (zaledwie 4). Jeśli więc pozwolisz Nafciarzom trafić się przed 75 minutą gry, szansę na zmianę wyniku masz już niewielką…

Dramat Portowców

Pogoń Szczecin jest pod każdym względem najgorszą drużyną bieżącego sezonu Ekstraklasy, ale śmiało można zaryzykować tezę, że u podwalin fatalnej postawy Portowców w minionych tygodniach i miesiącach jest ich tragiczne przygotowanie fizyczne. Nic dziwnego, że chwilę przed Maciejem Skorżą posadę w klubie stracił odpowiedzialny za tę część wyszkolenia piłkarzy Paolo Terziotti. 11 goli straconych w końcówkach, zaledwie dwa zdobyte to obraz nędzy i rozpaczy w obozie szczecinian, którzy przeważnie błagalnie wyczekują tylko ostatniego gwizdka sędziego. Tak było chociażby w ostatnią niedzielę, kiedy za taką postawę skarcił ich w doliczonym czasie gry Jakub Świerczok, kompletując hattricka. A takich sytuacji w tym sezonie było już wiele, zbyt wiele, żeby Pogoń nie okupywała w tej chwili ostatniego miejsca w tabeli. Głównym zadaniem nowego trenera szczecinian, Kosty Runjaicia, na zimową przerwę w rozgrywkach będzie więc nie tylko dotarcie do głów, ale również dobranie się do nóg i płuc swoich podopiecznych, które przeważnie w końcówkach spotkań po prostu odmawiają posłuszeństwa. A bez tego nie ma co oczekiwać zwycięstw…

W końcówkach spotkań nogi po prostu nie niosą piłkarzy Pogoni Szczecin… / fot. PressFocus

Kto jeszcze nie najlepiej prezentuje się w ostatnich kwadransach meczów? Cracovia oraz Piast Gliwice. W obu przypadkach jednak ciężko zrzucić winę za niepowodzenia na karb słabego przygotowania motorycznego. W drużynie Michała Probierza notorycznie zawodzi psychika piłkarzy, którzy w końcówkach prezentują się jak dzieci we mgle, kompletnie tracąc głowę. Z kolei Piast Gliwice, od momentu przejęcia zespołu przez Waldemara Fornalika zawsze walczy do końca i w tym czasie raczej więcej punktów w końcowym kwadransie z murawy podnieśli, niż roztrwonili. Na niechlubną statystykę w dużej mierze zapracował natomiast Dariusz Wdowczyk…

*

Stawki LV BET na wtorkowe mecze Ekstraklasy:

Jagiellonia Białystok  – Korona Kielce

Wygrana Jagiellonii – 2.16

Remis – 3.25

Wygrana Korony 3.35

 

Piast Gliwice – Legia Warszawa

Wygrana Piasta 4.1

Remis – 3.55

Wygrana Legii – 1.84

 

Arka Gdynia – Górnik Zabrze

Wygrana Arki – 2.4

Remis – 3.4

Wygrana Górnika 2.75

 

Termalica – Śląsk Wrocław

Wygrana Termaliki – 2.35

Remis – 3.35

Wygrana Śląska – 2.85

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem