Krzysztof Ignaczak: Zawsze marzyłem o grze za granicą i mam, co chciałem!

Jak już pewnie wiecie, muszę udać się na strych, poszukać lekko zakurzonego kartonu i wydobyć z niego buty, które zostawiłem tam po zakończeniu kariery. Mówiąc jeszcze bardziej po sportowemu, zdejmuję na chwilę buty z kołka, ogłosiłem bowiem ostatnio w programie Polska 2017, że przetransferowałem się do Lądka Zdrój. Wiemy przecież doskonale z „Misia” Barei, że takie miasto jak Londyn tak naprawdę nie istnieje. Wyjadę i postaram się pomóc drużynie IBB Polonia Londyn, ekipie która zaistniała już nawet w europejskich pucharach. Także będzie się działo!


Jak się domyślacie, siatkówka na Wyspach nie jest tak popularna i tak mocna jak nad Wisłą. W Wielkiej Brytanii musi przecież „walczyć” nie tylko z królewskim futbolem napędzanym miliardami szejków, ale nie ma wielkich szans z polo, czy innymi dyscyplinami. Zresztą w Anglii jest więcej bardzo popularnych sportów, podczas gdy siatkówka, jak to ktoś kiedyś lekko złośliwie określił w mediach społecznościowych, jest tam sportem zaściankowym.

Zresztą nie tylko tam, bo wprawdzie w Polsce siatkówka jest sportem bardzo ważnym, o tyle w Europie już niekoniecznie. Wiem, że trudno nam czasami to przyznać, lecz tak jest. Między innymi mój wyjazd na Wyspy ma sprawić, by zaczęła być tam rozpoznawalna.

Foto: Polsat Sport

Jak i dlaczego znalazłem się w IBB Polonia Londyn? To krótka przygoda, bo pojadę zagrać tak naprawdę w maksymalnie czterech meczach, dwóch półfinałowych i być może finałowych. Mam nadzieję okazać się czarnym koniem, bo jeśli moja pomoc nie okaże się wystarczająca, to kolejny raz już nie zadzwonią…

Wiecie przecież dobrze, że jestem trochę „poza” treningiem, a w siłowni też zmieniłem priorytety, pracując nad czymś zupełnie innym niż w trakcie regularnego grania. Ale mniejsza o to, co wyczyniam przy sztandze, ważniejsza jest historia mego krótkiego kontraktu z Polonią. Właściwie na wyjazd i współpracę dogadaliśmy się z prezesem Bartkiem Łuszczem przez telefon, przy okazji mojego spotkania z Grzesiem Szewczykiem, człowiekiem posiadającym „Volley Bajkę” i niesamowitą kolekcję siatkarskich pamiątek. Oni znają się doskonale z Bartkiem i tak od słowa do słowa, padł pomysł z moim powrotem do gry. Wszedłem w to.

12

Komentarze