Krzysztof Ignaczak: Skończmy z tą farsą!

Kolejny dzień i kolejna podobna informacja, które trochę przyćmiły nawet doniesienia z giełdy transferowej. Pojawiły się bowiem prawdziwe bomby, czyli rezygnacje polskich klubów ze startu w europejskich pucharach. I o ile nie jest to wielkim zaskoczeniem w przypadku tych mniej prestiżowych rozgrywek, jak choćby Pucharu CEV (nie chcą w nim walczyć ani LOTOS Trefl ani Cuprum Lubin), zastanawiać może jednak fakt, że aż dwa kobiece kluby z Polski nie chcą już nawet bić się w Lidze Mistrzyń. Jak to możliwe?

*************************************

Każdy, kto jest na bieżąco z siatkówką ten wie, że to możliwe i pewnie też wie, dlaczego tak się dzieje. Tym, którzy siatkówkę oglądają czasami podpowiem, że jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze idzie o pieniądze. Choć trudno w to uwierzyć, to nawet walka w najważniejszym z europejskich pucharów, czyli Lidze Mistrzów, nie tylko nie przynosi milionów jak w piłce nożnej, lecz jest biznesem, do którego kluby dopłacają. Pozostaje tylko pytanie: mniej czy więcej? Rozumiem zatem szefów klubu, którzy mają do dyspozycji określony budżet i ani grosza więcej. Już PlusLiga i ORLEN Liga, by w nich o coś powalczyć, wymagają sporych nakładów. Do tego może jeszcze dochodzi realna ocena szans na walkę na kilku frontach. Czasem po prostu gołym okiem widać, że z danym budżetem nie wystarczy na większą liczbę graczy, którzy pozwolą bić się także w Europie.

Ktoś pewnie powie, że to nie jest dobra decyzja i jest to niefajne dla naszej siatkówki. OK, tylko jaki jest sens walki w europejskich pucharach, skoro one niczego nie dają? Bez natychmiastowej reformy takie decyzje, jak polskich klubów, będą coraz częstsze. Moim zdaniem to był odważny i przemyślany wybór, by nie uczestniczyć w tej farsie. Co mam na myśli pisząc farsie? Ano chodzi o panów z CEV, którzy przed każdym meczem chodzą z linijką i mierzą wszystko, co się da, a nuż znajdą jakiś brakujący milimetr. I wtedy będą mogli wlepić karę, często idącą w tysiące euro. A klub musi przecież jeszcze pokryć koszty podróży, jedzenia, hoteli i ch… wie czego jeszcze. Kosztów ukrytych jest od cholery, a zyski? Chyba nie do końca adekwatne do możliwych korzyści.

*************************************

cev-laczy-nas-pasja

Kto wie, może kilka zespołów zrezygnowało z pucharów także dlatego, że chce w spokoju przygotować się do walki w lidze? Bo nie będzie przelotów i wypraw życia, a zostanie czas na solidne trenowanie. Może to sprawi, że w kolejnym sezonie poziom meczów wzrośnie i nie trafimy już na „widowiska”, od których przewracają się flaki?

Mam nadzieję, że to nie tylko nasze zespoły pójdą taką drogą, może podobnie postąpią w końcu w innych krajach. Kto wie, może panowie w CEV zrozumieją wreszcie, że zapędzili się w kozi róg? Przecież tak dalej być nie może, by europejskie puchary nie miały nic z elitarności, by nie przynosiły klubom żadnych dochodów! Życzyłbym sobie, by siatkówka zaczęła czerpać z piłki nożnej, choć oczywiście nie wszystko, lecz na pewno sprawność ich marketingowców, która przynosi ogromne zyski dla klubów walczących w pucharach. Może kiedyś doczekamy się choćby części tego w siatkówce?

Jeśli zostanie tak jak jest, to pewnie w końcu wkurzą się i najbogatsi w siatkówce, kto wie może stworzą jakieś własne, elitarne rozgrywki? Może taki ruch coś wreszcie zmieni i rozpieprzy ten beznadziejny marazm, który dopadł europejską siatkówkę klubową?

Co byście sami zrobili na miejscu szefów polskich klubów? Podpisali np. umowę z jeszcze jednym niezłym graczem, czy może zagrali w pucharach o uścisk dłoni prezesa i kilka kar od szalejących komisarzy? Ja się klubom nie dziwię…

Komentarze