Krzysztof Ignaczak: Siatkówka widziana z nart

Ostatnie dni minęły mi pod znakiem spełniania marzeń (pamiętajcie tylko, że marzenia się nie spełniają, a właśnie samemu się je spełnia!). Wreszcie udało mi się spróbować jazdy na nartach, czego w czasie kariery sportowej nie wolno mi było robić. Mogliście śledzić moje popisy na różnych mediach społecznościowych, w których dzieliłem się z wami wrażeniami z uprawiania białego szaleństwa.

Dupa mnie trochę boli, na szczęście nogi miałem po siatkówce mocne i kolana nie ucierpiały. Opanowałem już system, jak przy pomocy dwóch desek i kijków poruszać się z „gracją” po śniegu (kto widział, ten wie).

Piątego dnia pokonałem nawet czerwoną trasę, co można chyba uznać za spory sukces. Miałem przy tym czas, by pomyśleć o siatkarskich marzeniach i celach na 2017 rok.

ignaczak-narty-laczy-nas-pasja

 


Każdy z nas ma pewnie jakieś noworoczne postanowienia, zresztą chyba Polacy są mistrzami świata w ich wymyślaniu, niekoniecznie jednak w realizowaniu. Ale nikt nam nie zabroni niczego postanawiać, ani tym bardziej marzyć. O czym zatem myślimy, jako kibice polskiej siatkówki, by wydarzyło się w 2017 roku?

Chciałbym, by PlusLiga była nadal tak ciekawa i emocjonująca, jak ma to miejsce od początku sezonu. Życzmy sobie jak największej liczby pięciosetowych bitew (jak choćby ostatni tie-break mistrza z wicemistrzem w Kędzierzynie-Koźlu). Każdy z nas ma pewnie innego faworyta, za którego ściska kciuki i któremu życzy mistrzostwa. Chcę także, by do samego końca trwała ostra walka o miejsce w czołowej czwórce, a to na pewno doda lidze blasku. Oczywiście zdarzyło się też po drodze kilka fatalnych meczów, których więcej byśmy już nie chcieli oglądać – szkoda na nie czasu antenowego i prądu (choćby przegrany mecz PGE Skry w Lidze Mistrzów z ekipą z Krajowej, na który tak dobra drużyna jak bełchatowianie, po prostu nie powinna sobie pozwolić!).

12

Komentarze