Krzysztof Ignaczak: Rezende zszedł ze sceny niepokonany

Niczym grom z jasnego nieba gruchnęła wiadomość, że reprezentację Brazylii opuszcza jej lider i trener wszech czasów (przynajmniej moich wszech czasów) Bernardo Rezende. Dla niektórych to pewnie smutna wiadomość, dla innych powód do zadowolenia. Ja sam nie wiem, czy się cieszyć czy może raczej płakać? Bo to był bardzo wymagający rywal, pod którego wodzą canarinhos zdobywali tytuł za tytułem. Stworzył siatkarskich dominatorów, którzy mi się skojarzyli z naszymi fantastycznymi wioślarskimi dominatorami. Co by nie napisać, stała się rzecz ważna dla światowej siatkówki.


Sam Rezende, gdyby tylko wpadł na taki pomysł, mógłby zabawić się w wyjątkowego Świętego Mikołaja, który mógłby rozdać wielu drużynom worek pełen medali, zdobytych przez niego i jego drużyny. Byłyby tam te najcenniejsze krążki, bo przecież Rezende wygrywał igrzyska, mistrzostwa świata, Ligi Światowe. Było tego tak dużo, że i worek z krążkami byłby zapewne ogromny. 

Coś się jednak skończyło, a ta chwila jest znakiem naszych czasów. Przyznaję, że sam kończąc z zawodowym graniem gdzieś się zastanawiałem, czy ten wielki trener znajdzie jeszcze siłę i pasję, by dalej poprowadzić Brazylijczyków? Czy podoła kolejnemu, czteroletniemu wyzwaniu olimpijskiemu? Jak widać, nie podołał, lecz piszę ten felieton także dlatego, że chcę mu bardzo podziękować. Za to, że był dla mnie wielką motywacją. Wiele razy wychodząc na boisko na mecz przeciwko Brazylii tak naprawdę nastawiałem się na starcie z nim, jemu starałem się udowodnić, że Polacy i polska drużyna są coś warci.

siatkowka-bernardo-rezende-laczy-nas-pasja

Wspominam tego człowieka, choć może nie powinniśmy używać takich słów, bo przecież Bernardo nadal żyje i ma się bardzo dobrze, a tylko przestał być selekcjonerem Brazylii. Ale po tej informacji zacząłem wracać do wydarzeń sprzed lat i gdy się zastanowiłem, to przyszedł mi do głowy obraz człowieka, który zawsze miał pomysł na to, co zrobić, jak zmotywować drużynę, zawsze potrafił też przenieść odpowiedzialność za wynik na rywala. Zawsze kurtuazyjnie komplementował przeciwników, nawet chyba wtedy gdy w jego głowie siedziały myśli, że jego zespół jest znakomicie przygotowany i powinien sobie spokojnie poradzić. Tak mi się wydaje, gdy przypominam sobie większość jego konferencji. Czasem miałem wrażenie, że ten facet wcale nie myśli tego, co mówi.


Rezende ujmował ludzi także poza boiskiem, bo gdy spotkało się go w hotelu czy na korytarzu, zawsze był miły i serdeczny. Brazylijczykom na pewno mocno zapadł w pamięć, bo jest to trener wyjątkowy, nie tylko biorąc pod uwagę siatkówkę. Co takiego stworzył dla tego kraju? Dokładnie nie potrafię tego powiedzieć, lecz widziałem, jak budował i ujednolicił system szkolenia w drużynie narodowej. Pod jego wodzą widać było w ich grze jeden, łączący te wszystkie lata pomysł. Wielu zarzucało mu, że tworzył hermetyczną grupę, lecz on po prostu bardzo starannie i umiejętnie dobierał graczy pod funkcjonujący system.

12

Komentarze