Krzysztof Ignaczak: Potrzeba grubej kreski

    Porażki to codzienność sportowców. Ale są takie przegrane, które potrafią zniszczyć coś, co grupa budowała latami. Tak było choćby w Londynie – jechaliśmy na igrzyska nabuzowani, licząc na jakiś wiekopomny sukces, a wróciliśmy z niczym. Wtedy poziom frustracji sięgał zenitu, nic się już później nie kleiło, nie było jak dawniej. Ale do takiego tąpnięcia doszło, bo przegraliśmy dla wielu z nas ostatnią szansę na olimpijski sukces. Nie była to tylko zwykła porażka, jakich sportowcy doświadczają setki, żeby nie powiedzieć tysiące. Dlatego później doszło w kadrze do tąpnięcia. Ale nawet tak bolesne rozczarowanie nie zawsze jest czymś złym. W całej mojej karierze, przynajmniej z mojego punktu widzenia, przegrane bardziej mnie motywowały, były bodźcem do cięższej lub mądrzej wykonywanej pracy. A czasem sukcesy dekoncentrowały, powodowały że przychodziło niepotrzebne rozluźnienie.

    Ten krótki wstęp chcę odnieść do obecnej sytuacji biało-czerwonych, którzy w tym sezonie nie osiągnęli sukcesu w Lidze Światowej, a już pojawiło się mnóstwo pytań, wątpliwości, a nawet ostrych komentarzy. Czy potrzebnie, czy nie za wcześnie?

    *************************************

    Prawdą jest, że w ostatnich latach nowa biało-czerwona miotła zawsze czyniła cuda – w pierwszym roku pracy nowego selekcjonera udawało mu się coś wygrać, zdobyć jakiś medal. Tymczasem start trenera Ferdinando de Giorgiego nie wypadł okazale, bo nie awansowaliśmy do turnieju finałowego Ligi Światowej. Ja najbardziej liczyłem na to, że biało-czerwoni będą prezentować się bojowo, a nowy szkoleniowiec zaprowadzi ład i porządek rodem z prowadzonej przez siebie (z sukcesami!) ZAKSY. Na razie jednak nie dostrzegam tego czegoś, czym dwa lata z rzędu kędzierzyńska ekipa wygrywała mistrzostwo Polski. Apeluję jednak o cierpliwość, bo prawdziwym wyzwaniem i testem będą rozgrywane w naszym kraju mistrzostwa Europy.

    Oczywiście patrzę na całą sytuację oczami siatkarza, nigdy bowiem nie byłem trenerem. Jak się mogą teraz czuć biało-czerwoni chłopcy? Czy to niepowodzenie mogło w nich wywołać frustrację czy może nawet zniechęcenie? Na pewno w Lidze Światowej widać było, że nie brakuje im chęci, że się starają. A teraz doszła z pewnością sportowa złość – uwierzcie mi, nikt nie lubi przegrywać, tym bardziej na początku nowej drogi! Myślę jednak, że każdy z naszych siatkarzy zadaje sobie pytania. One musiały się pojawić, bo coś poszło nie tak. Zaczyna się szukanie odpowiedzi: czy sami jako gracze wykonaliśmy pracę tak, jak należy? Czy jako grupa zmierzamy we właściwym kierunku? Czy warto było poświęcić rodzinę, skoro sukces się nie pojawił? Te i inne pytania muszą się pojawiać, tym bardziej że zwykle niepowodzeniu towarzyszy krytyka. I to, że pojawiają się pytania, to nic złego – to raczej szansa na wyjście z kłopotów.

    *************************************

    O jakiej szansie piszę? Chodzi mi o to, że do polskiego EURO mamy jeszcze ponad cztery tygodnie, czyli mnóstwo czasu na poprawę. Kluczowa jest teraz dokładna analiza, co musimy ulepszyć i nad którymi elementami pracować przez ten cały czas. Najważniejsza będzie jednak rozmowa. Wspólna. Sztabu i chłopaków. Jeśli takie coś się zadziało, że razem porozmawiano o błędach indywidualnych i tych zespołowych, w otwarty sposób, to jest wielka szansa, iż uda się zapomnieć o tym, co się stało w światówce. Chłopaki mają szansę wyjść na trening i patrzeć na to, co przed nimi. Czasu nie da się cofnąć, a przed biało-czerwonymi mistrzostwa Europy.


    Teraz czas na zakasanie rękawów i ostrą pracę. Trenera de Giorgiego zresztą nie trzeba namawiać do zsuwania, bo słynie z tego, jak bardzo jest wymagający. Mam tylko nadzieję, że tej biało-czerwonej grupie udało się odciąć Ligę Światową grubą kreską i przejść do kolejnego celu. Sportowcy są przecież przyzwyczajeni, że nawet jeśli nie uda się zrealizować jednego celu, to zaraz pojawia się następny i nie ma sensu rozpamiętywać. Trzeba wprowadzić poprawki do planu, jeśli Liga Światowa nie wyszła teraz, to może wyjdzie za rok. Kluczem do sukcesu w tym sezonie będą mistrzostwa Europy, a nie komercyjna światówka.

    Mam więc nadzieję, że gruba kreska zrobiła swoje, a my wkrótce zobaczymy biało-czerwonych grających z werwą. Euro rusza pod koniec sierpnia i każda z ekip ma czystą kartę do zapisania. Nawet Francuzi, którzy dziś wydają się głównym faworytem do złota. Nikt im przecież nie powiesi złotych medali na szyjach, bo wygrali tegoroczną Ligę Światową. To jest piękno sportu, że za każdym razem, niemal od nowa trzeba potwierdzać swoje mistrzostwo.

    Komentarze