Krzysztof Ignaczak: Nowa jakość w światowej siatkówce

Trochę się w ten weekend działo. Zanim przejdziemy do ligowego podwórka, warto podsumować to, co działo się w dalekiej Brazylii. A trzeba przyznać, że w Klubowych Mistrzostwach Świata naprawdę było na co popatrzeć.


Oczywiście dopiero od fazy finałowej, bo wcześniej grały zespoły z miejsc, które nie są raczej bastionami światowej siatkówki. Widać było także dobrze to, że rośnie zaangażowanie graczy, którzy biją się o ten tytuł. Klubowe Mistrzostwo Świata zaczyna być ważnym trofeum. A radość Sady Cruzeiro po kolejnym triumfie była wprost niesamowita!

Patrząc na mecz finałowy, gdy Brazylijczycy walczyli z Zenitem Kazań, tak sobie pomyślałem, co by się działo, gdyby Kubańczycy nie musieli uciekać ze swojej ojczyzny i mogli grać w reprezentacji.

Ona byłaby piekielnie silna, z Lealem, Leonem i Simonem, a pewnie też dałoby się znaleźć mocnego atakującego i resztę składu. W takim zestawieniu byliby chyba dominatorami, bo w finale KMŚ, to właśnie oni decydowali o obliczu Sady i Zenita. Porównując Kubańczyków, to chyba Leal wypadł trochę lepiej od Leona. Poczynił ogromne postępy, bo pamiętam jeszcze, jak w barwach Kuby widywałem go, gdy miewał spore problemy z odbiorem zagrywki rywali. A teraz niczego takiego nie widzieliśmy.

leao-radosc-sada-cruzeiro-kms-brazylia-laczy-nas-pasja-siatkowka-2

Zenit w finale był tylko tłem dla świetnie dysponowanych Brazylijczyków, którzy demonstrowali na boisku olbrzymią pewność siebie. Już wam kiedyś pisałem, jak ona potrafi być istotna. Brazylijczycy zdobywają ją na treningach, wykonując miliony powtórzeń, a na boisku denerwują się na siebie tylko wtedy, gdy sami popełnią prosty błąd, a nie przegrają sportowo akcję.

Podsumowując finał, to Matthew Anderson wypadł w nim bardzo słabo, Leon próbował szarpać, lecz jako jedyny starał się przełamać blok rywali, nie dał sobie po prostu rady. Do tego doszła jeszcze zagrywka Sady, czy też ogromna różnica na rozegraniu. Butko ani Kobzar, to nie są gracze klasy Williama. Brazylijczyk magicznie rządził i dzielił na boisku. Aż przyjemnie było patrzeć, z jak fajnym pomysłem na grę prowadzi swoją drużynę do zwycięstwa. Nie bez kozery został wybrany na MVP turnieju.

W Belo Horizonte zobaczyliśmy po raz kolejny, że Brazylijczycy zaczynają wyznaczać nowe standardy – niezwykle mocny serwis i kosmicznie szybką oraz kombinacyjną grę w kontrataku. Dotąd zachwycaliśmy się Zenitem, który dominuje w Europie i właściwie posiadł Ligę Mistrzów, tymczasem tu zobaczyliśmy go zupełnie bezradnego. Sada zagrała cudownie, rywale nie byli w stanie sforsować ściany zbudowanej z Simona i Isaca, a na dodatek widać było, że Brazylijczycy przy niesamowitych warunkach fizycznych, są jeszcze piekielnie szybcy.

To nowe trendy w siatkówce, które warto śledzić. Sada wygrała zasłużenie, cieszyć może tylko to, że na pudle znalazły się dwie europejskie drużyny, bo mecz o brąz wygrało Trentino.

12

Komentarze