Krzysztof Ignaczak: Może Giba zdradzi mi tajemnicę sukcesów Brazylii?

Dziś rusza kolejna edycja Ligi Światowej. Dla biało-czerwonych z wielkim przytupem, bo już w pierwszym starciu zmierzą się z mistrzami olimpijskimi – Brazylijczykami. Szykuje się wspaniałe widowisko, a dla polskich kibiców mamy dodatkową gratkę – w przedmeczowym studio będzie z nami Giba, jedna z legend nie tylko brazylijskiej siatkówki. Zobaczę, czy się uda, ale może zdradzi mi klucz do ich sukcesu? Powie, jak to możliwe, że przez ostatnich kilkanaście lat (z drobnymi „wpadkami”) wygrywają wszystko, co jest do wygrania, w najgorszym razie mają srebrne lub brązowe medale. Czy to odpowiednie szkolenie, czy jakieś inne czynniki?


Tak czy inaczej spotkanie takiego gościa, jakim jest Giba, to zawsze coś niesamowitego. To właśnie z jego powodu wielu młodych ludzi postanowiło grać w piłkę siatkową, to jego perypetie stały się bodźcem, który przyciągał kibiców do hal i przed telewizory. Nigdy nie zapomnę mojego pierwszego meczu w biało-czerwonej koszulce, gdy wyszedłem naprzeciwko wielkiej Brazylii.

Czekałem na tę chwilę w wielkim skupieniu, bo miałem plan… Był on, mówiąc delikatnie, lekko nierealny – chciałem zagrać tak bajecznie w obronie, by Giba nie skończył żadnego z ataków! Cóż, akurat był w wyśmienitej formie, więc moje plany raczej nie mogły się ziścić, choć faktycznie kilka razy popisałem się widowiskowymi obronami, a on, mam takie wrażenie, chyba nawet pokręcił głową ze zdziwieniem, być może połączonym z odrobiną szacunku. Przynajmniej ja tak to zapamiętałem, w końcu był to mój pierwszy mecz z terminatorami od Bernardo Rezende.

Tych starć było później znacznie więcej, przez długi czas to rywale zwykle byli górą. Pamiętam jednak, że np. za czasów Andrei Anastasiego, gdy wygrywaliśmy Ligę Światową, to w tym sezonie Brazylia nam „leżała” i potrafiliśmy ich ogrywać. Tak czy inaczej, to na pewno rywal z najwyższej półki, wystarczy popatrzeć ile razy triumfowali w rozgrywkach „światówki”, my raz, oni dziewięć…

12

Komentarze