Krzysztof Ignaczak: Młot a siatkówka

Patrząc na ostatnie starcie Asseco Resovii Rzeszów z PGE Skrą Bełchatów zacząłem się zastanawiać i próbowałem sobie przypomnieć wszystkich najważniejszych atakujących, z jakimi i przeciwko którym grałem. Do tych przemyśleń natchnął mnie rzeszowski „Kraken”, czyli Gavin Schmitt. Kanadyjczyk w starciu ze Skrą pokazał, że może być kluczowym graczem w walce o trofea, jak ongiś choćby uwielbiany w Rzeszowie György Grozer.


Często o graczach z pozycji atakującego mówi się per pan „młot”, jednak wbrew pozorom nie ma w tym niczego negatywnego. Po prostu atakujący to gość, który musi wbić ostatniego gwoździa, postawić kropkę nad i, to do niego trafiają piłki w akcjach o być albo nie być. Musi być skuteczny w najtrudniejszych momentach. To po prostu musi być gość!

W trakcie swojej kariery spotkałem wielu znakomitych, wybitnych graczy na tej pozycji, z kilkoma z nich miałem nawet przyjemność i zaszczyt wspólnie grać w jednej drużynie. Wymienię choćby wspomnianego Grozera, Jochena Schöpsa, Mariusza Wlazłego, czy też Dawida Konarskiego, który w obecnej formie coraz bardziej puka do pierwszego składu biało-czerwonych.

Pozostaje tylko pytanie, czy Dawid da radę podążyć śladami tych wielkich graczy? Bo bycie światowej klasy atakującym to nie tylko to, że ma się wspaniałe warunki fizyczne, czy też akurat posiada się siłę stada niedźwiedzi.

To zdecydowanie coś więcej, widać to szczególnie po najlepszych atakujących, którzy grali w ostatnich latach w naszej PlusLidze. Bo jak, do jednego worka włożyć Mariusza Wlazłego i Grozera, przecież z pozoru obu tych graczy różni wszystko. A jednak na boisku okazywało się, że wątły niczym kartka papieru Mariusz, potrafi bić z niesamowitą mocą i siłą, niemal taką jak przypominający szafę pancerną Grozer. Tych wszystkich wspaniałych graczy łączy niesamowity charakter i odporność na olbrzymi stres, na który są wystawiani niemal non stop. To jest ich prawdziwa siła!


Patrząc ostatnio na popisy Schmitta, przypomniałem sobie mecze w wykonaniu Grozera. Niemca tak pokochano na Podpromiu, że gdy odchodził do ligi rosyjskiej, to kibice byli gotowi przeprowadzić zbiórkę pieniędzy, by dołożyć się do jego kontraktu i by w efekcie nie odchodził z Resovii. Dlaczego tak go uwielbiano? Bo dawał drużynie coś więcej niż tylko punkty, dawał jej ogromną energię, pobudzał do walki, mobilizował nawet kibiców.

12

Komentarze