Krzysztof Ignaczak: Milion piechotą nie chodzi

Leżąc na plaży i wygrzewając swoje stare kości przypomniało mi się, że to już cztery lata zleciały od czasu, gdy Polska wygrywała w 2012 roku Ligę Światową. Łezka zakręciła się w oku, wróciły wspomnienia, jak fajnie było wygrywać w Sofii. To zresztą idealny moment na takie wspomnienia, bowiem za chwilę zaczyna się kolejny turniej finałowy „światówki” i to turniej rozgrywany po raz czwarty na naszej ziemi – tym razem w Krakowie.

To, że już tyle razy dostawaliśmy od FIVB prawo stworzenia wielkiego finału oznacza, że mamy kapitalnych kibiców i atmosferę, a do tego dochodzi jeszcze znakomity poziom organizacji. Pewnie dlatego właśnie panowie dali nam turniej finałowy, żeby nikt nie musiał obawiać się bałaganu przed igrzyskami…


Wielkimi krokami zbliża się święto siatkówki, jednak paroma słowami chcę podsumować to, co działo się w ostatnim miesiącu w trakcie piłkarskiego Euro. My, Polacy, możemy mieć dodatkową satysfakcję, bo trochę niespodziewanym mistrzem Europy została Portugalia – ta sama, która wyeliminowała nas z turnieju dopiero po konkursie rzutów karnych. Trzymaliśmy pewnie za nią kciuki w finale, bo zawsze tak jest, że kibicuje się temu, który wyrzuca cię z turnieju.

Finał pokazał, że Portugalia to nie tylko Cristiano Ronaldo, lecz prawdziwy zespół (nie wiem, czy po jego zejściu z boiska nie szło im nawet lepiej?).

Football Soccer - Portugal v France - EURO 2016 - Final - Stade de France, Saint-Denis near Paris, France - 10/7/16 Portugal celebrates with the trophy after winning Euro 2016 REUTERS/John Sibley Livepic

Udowodniła też, że prezentując się przeciętnie, wcale nie jakoś wyjątkowo, można triumfować w wielkim turnieju. A co do Francuzów, to tym razem nie wystarczyła siatkarska zasada, że gospodarzom pomagają nawet ściany. Koniec i kropka, teraz czas na siatkówkę, zresztą również z Francuzami.


W Krakowie od środy zagrają, poza biało-czerwonymi, także Serbowie, wspomniani Francuzi, Włosi, Amerykanie i Brazylijczycy – ze światowej czołówki brakuje tylko Rosjan. Do tej pory najlepiej w fazie grupowej Ligi Światowej prezentowali się Serbowie, bo jako jedyni traktują ten turniej jako docelowy – nie jadą bowiem na igrzyska w Rio de Janeiro. Pozostałe ekipy grały w różnych składach, ich forma falowała, a wszyscy zakładali, że szczyt formy ma przyjść dopiero w Brazylii.

Na papierze wszyscy są mocni, ale w moim odczuciu bardzo dobrze będzie wyglądała Brazylia, jej graczom przydarzy się coraz mniej pomyłek, mogą zagrać w wielkim finale.

Z kolei Amerykanie wjechali do finałów rzutem na taśmę, ale ich bym nigdy nie lekceważył. Pamiętam, jak w 2008 roku byli już jedną nogą za burtą, a jednak w tie-breaku z nami jakimś cudem się wykaraskali (uratowała ich łysina Priddy’ego) i później zatrzymali wielką Brazylię, wygrali też złoto igrzysk.

Zastanawiają mnie też Włosi, bo mają przebudowany skład, jednak nadal potrafią być groźni dla najlepszych.

Największy znak zapytania stanowi serbski zespół, bo Serbowie przyjechali do Krakowa bez Atanasijevicia, chyba ich kluczowej strzelby i mogą mieć problem.

liga-swiatowa-krakow-laczy-nas-pasja

Jeżeli chodzi o biało-czerwonych, to pada wiele pytań, bo nie wiemy w jakiej jesteśmy formie.

Każdy z chłopaków jednak czuje, że zbliża się wspaniała impreza, bo przecież igrzysk nie da się opisać słowami. Dlatego trzeba łapać już właściwy rytm, do startu imprezy w Brazylii zostało już tylko kilka tygodni. Wszyscy wiemy, że po Krakowie zostanie raptem kilkanaście dni do startu igrzysk, więc forma wykuta w Lidze Światowej pojedzie z nami do Rio.

PS. Igrzyska igrzyskami, lecz milion dolarów za wygranie turnieju w Krakowie piechotą nie chodzi, więc pewnie kilka drużyn spróbuje się po niego schylić. Dlatego spodziewam się ciekawego turnieju i wiercę się na piachu, nie mogąc się doczekać pierwszego gwizdka.

Komentarze