Krzysztof Ignaczak: Co wiemy po Kurytybie?

Chyba trochę zaspałem z podsumowaniem tegorocznej „światówki”. Ale mimo wakacji wcale nie mam mniej obowiązków, mieliście zresztą okazję choćby posłuchać mojego komentarza w trakcie meczów kobiecego World Grand Prix. Nie będę wam jednak opisywał tego, co dzieje się u pań, bo mnie w głównej mierze interesuje to, co się stało w Kurytybie. Jak to się może przełożyć na polskie mistrzostwa Europy, a później na PlusLigę?

Brazylijskie finały Ligi Światowej zdominowali Francuzi – wielkie brawa dla tej ekipy, która po roku przerwy potrafiła znowu zdobyć złote medale. Skasowali przysłowiową banieczkę, a akurat na wakacje miło jest dostać fajny „gratisik”.

Brazylia nie wygrała kolejnego już turnieju przed własną publicznością i można by stwierdzić, że ma kłopoty, tyle tylko że każdy chciałby mieć „kłopot” w postaci awansu do wielkiego finału, prawda? Oczywiście widać, że najlepsza drużyna świata ostatnich kilkunastu lat (jeśli podliczymy jej tytuły i osiągnięcia) przeżywa mały kryzys lub może raczej transformację. Patrząc na jej mecze w Kurytybie odniosłem wrażenie, że czegoś im brakuje, jakiegoś szczegółu. I potem tak pomyślałem, że tym szczegółem był chyba Bernardo Rezende. On zapewniał ogień i energię, którymi wcześniej emanowała drużyna canarinhos. Teraz jest w niej jakoś tak zbyt cicho, może też troch zbyt ociężale.

Nowy selekcjoner na razie nie ma tego czegoś. Widać to było wyraźnie w wielkim finale, gdy Francuzi włączyli wyższy bieg. A szczególnie Earvin N’gapeth. Trzeba mu oddać, że potrafi jak to się mówi, zrobić różnicę.

Pochwalić trzeba także mózg drużyny, czyli Benjamina Toniuttiego z ZAKSY czy Juliena Lyneela, który pokazał, że gdy tylko wyleczył się w Polsce, to jednak potrafi grać w siatkówkę (w Resovii się nie odnalazł).

***

Co Liga Światowa pokazała przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy? Na pewno bardzo silną Francję, która chyba jest głównym faworytem do zgarnięcia tytułu w Polsce. Mocni mogą być także Rosjanie, którzy teraz ogrywali swoją młodzież. A ta ma naprawdę spory potencjał, co przecież pokazała choćby jeszcze w fazie interkontynentalnej, pokonując biało-czerwonych.
Ciekaw jestem czy fakt, że w czołowej czwórce Ligi światowej była tylko jedna ekipa z Europy coś faktycznie znaczy? Czy jesteśmy w lekkim odwrocie, czy może raczej drużyny ze Starego Kontynentu szykują się już na nasze Euro? Prawdy dowiemy się dopiero we wrześniu…

Patrząc na turniej finałowy Ligi światowej wiemy za to jedno: do PlusLigi trafi całkiem pokaźna grupa ciekawych graczy. Choćby młodziutki Kanadyjczyk Sharone Vernon-Evans, który dysponuje ogromnym potencjałem fizycznym i który powinien być sporym wzmocnieniem ONICO AZS Warszawa. Ciekawym rozgrywającym może okazać się Taylor Sanders, który przychodzi do LOTOSU Trefla Gdańsk. Do tego dojdzie jeszcze kilku Kanadyjczyków, Amerykanów, Francuzów (kilku świetnych już wcześniej grało w PlusLidze i w niej zostało). Zapowiada się bardzo ciekawy sezon, zobaczymy tylko czy nowi gracze będą u nas tak błyszczeć, jak w swoich kadrach? Oby!

Komentarze