Lv bet zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Krzemieniecka: Baby już takie są, że lubią się obrażać. Ja też potrafię czasem walnąć focha

Dlaczego z kilometra widzi kobiece fochy i mimo wszystko zdarza jej się… obrazić? Czemu faceci jej się boją? Co robiła, gdy jej rówieśnicy bawili się w piaskownicy? Czemu największą karą w dzieciństwie była… różowa sukienka? Jaki będzie jej przyszły facet i dlaczego mężczyźni lubią jej się zwierzać? Co powoduje, że jej koledzy rozstają  się przez nią ze swoimi partnerkami i dlaczego wizja siedzenia przed telewizorem i zamulania pod kocykiem to nie jej klimat? Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Aleksandrą Krzemieniecką.

Gdy przygotowywałem się do wywiadu z tobą, przeglądałem twojego Facebook’a. Zainteresowało mnie to, że wzięłaś udział w wydarzeniu, dzięki któremu w 2018 roku nauczysz się… tweerkować. Wygooglowałem to i… popieram takie pomysły!

Aleksandra Krzemieniecka: (śmiech). Nie, to było dla jaj! Ostatnio wzięłam udział w wydarzeniu, że w 2018 roku znajdę męża i żonę, także to wszystko to żarty.

Żony nie szukaj lepiej.

Lepiej nie, ale męża? Kto wie! Faceta może tak, pewnie, czemu nie, ale na pewno nie męża. W ogóle nie wiem, czy kiedykolwiek będę miała męża. Może narzeczonego tak, ale czy od razu trzeba się pobierać?

Na kocią łapę najłatwiej…

Mieszkałam ze swoim chłopakiem kiedyś przez trzy miesiące, choć byliśmy dużo dłużej razem. Szybko jednak wszystko się zakończyło, było nam to potrzebne, żeby dojść do pewnych wniosków. To miało być koło ratunkowe, które jednak nie pomogło utrzymać się na wodzie. Dobrze wyszło tak nawiasem mówiąc.

Wróćmy do tweerkowania.

Spodobało ci się! Z tego co widzę, to staje się to bardzo popularne, dziewczyny chodzą na takie treningi, tańczą na rurze – spowszechniało. Kilka lat temu nie do pomyślenia było, żeby dziewczyna chodziła na pole dance, a dziś można wybrać sobie klub, w którym chce się trenować. Wszystko idzie do przodu, to też.

Sportowiec może uczyć się tweerkować lub tańczyć na rurze?

Pewnie, czemu nie? Na pewno nie przeszkadza to w sporcie, bo nie hamuje rozwoju, a poza tym jest kobiece, seksowne…

Tak się tylko domyślam…

Zawsze inspirował mnie taniec, zawsze chciałam tańczyć. Taekwondo zaczęłam trenować, gdy miałam sześć lat. Niektórzy śmieją się, że urodziłam się na sali treningowej, bo od kiedy pamiętam ćwiczę. Gdy jednak miałam dwanaście, może trzynaście lat, to bardzo chciałam tańczyć. Wiedziałam, że gdy kiedyś znudzi mi się sport, to zacznę tańczyć. Oglądałam wszystkie step-up’y i aż nogami pod stołem przebierałam, gdy widziałam dziewczyny, które to mają, które to potrafią.

Gdzie ty to oglądałaś?

Jestem kinomaniakiem, nie zagniesz mnie z tego, co w ostatnie dwadzieścia lat można było obejrzeć w kinie lub w telewizji. Mój tata śledzi w branży filmowej, jest kaskaderem i reżyserem scen akcji. Także od małego dorastam w kinie. Zaczęłam w wieku trzech lat, gdy moje koleżanki bawiły się lalkami.

Nie było czasu na piaskownicę.

Tata się zawsze śmiał, że dzieci potrafią w kinie wytrzymać maksymalnie dziesięć minut, a ja mogłam oglądać godzinami z otwartą buzią i zaciekawieniem, co zaraz się wydarzy. Jeżeli dobrze pamiętam, to zaczęło się od Herkulesa. Potem były inne bajki i pewnie znam je wszystkie na pamięć. Był czas Dzwonnika z Notre Dame’u, Toy Story i inne tego typu.

Czyli tym, że widziałem wszystkie odcinki Tom i Jerry z pewnością ci nie zaimponuje.

No raczej nie, bo też to widziałam. Czy był czas na dzieciństwo? Był, bo sport przez długi czas był przeze mnie traktowany jak zabawa. Rodzice przycisnęli do sportu. Był moment, gdy nie chciałam trenować i walczyć. Dobrze jednak, że mnie wtedy motywowali, bo dziś bym tego nie robiła i w sumie nie wiem, czym bym się zajmowała. Zanim zaczęłam kopać, to poszłam na balet. Po trzech miesiącach pani, która tam uczyła, powiedziała mi, że to nie dla mnie i że powinnam poszukać czego innego.

Nie nadawałaś się?

Nie, zdecydowanie. Wiesz, jestem słoniem w składzie porcelany. Teraz to się zmieniło, ale kiedyś było takie przekonanie, że sporty walki są tylko dla facetów. No jak to, laska chodzi na treningi bije się po twarzy?

Pamiętasz czasy, gdy Agnieszka Rylik i Iwona Guzowska odnosiły sukcesy?

Nie, bo ja się wtedy nie interesowałam boksem, sportem w ogóle bardzo średnio.

To kim inspirowała się młoda dziewczyna naście lat temu, gdy zaczynała trenować? Dziś chłopak idzie na trening i chce być Lewandowskim.

Nie wiem, trudno powiedzieć. Taekwondo od zawsze uchodziło za sport gorszy, bo u nas kopie się stopą, a nie piszczelem, więc spotkałam się kilka razy z opinią, że nawet nie będę potrafiła się obronić, bo na ulicy praktykuje się inne sztuki walki, a niekoniecznie właśnie taekwondo. Ludzie mylą nas z karatekami. Ale u nas jest tylko full contact, a tam można startować w light contact i wielu innych formułach, co dla mnie traci na wartości. Jestem zdania, że jak już się bić, to… trzeba się bić – na serio, na poważnie. Trzeba się napierdzielać. Ze sportowców, reprezentujących sztuki walki, wspominam najlepiej Andrzeja Gołotę. Nie pamiętam jego walk, tylko jakieś migawki, ale mój tata oglądał wszystko i ja trochę dorastałam w przekonaniu, że on jest dobry, że jest nasz – Polak i trzeba mu kibicować. Do tego był Bruce Lee. Znowu – w domu było mówione, że to mistrz, miałam to zanotowane. Wisiały jego plakaty,  motyw wejścia smoka itp.

Do sportów walki miałaś talent?

Mówiono mi wiele razy, że nie mam do tego charakteru. Jestem za delikatna, za dziewczeńca na bijatyki. Nawet gdy teraz prowadzę zajęcia z dziećmi, to jestem dla nich dobra, wyrozumiała. Widzę jednak czasami, że ktoś nie ma tyle talentu, co inni, ale ma charakter i to coś, co w sportach walki robi różnicę. To czasami pomaga osiągać sukcesy. Nie każdy się nadaje, nawet gdy ma talent i jest silny, sprytny i bardzo szybko przyswaja.

Ty miałaś serce do walki?

Ja jestem… płaczkiem.

Mogłabyś być przedszkolanką, a nie prowadzić treningi dla dzieci.

Pewnie tak, dałabym radę. Moja empatia do ludzi jest tak duża, że pewnie bym sobie poradziła. Chociaż w dzieciństwie nie bawiłam się lalkami, tylko wolałam towarzystwo kolegów i to z nimi spędzałam czas na podwórku. Liczyli mnie jak swoją. Do dziś mam więcej kumpli, dobrze się dogaduję z facetami, może nawet lepiej niż z laskami, aczkolwiek mam wiele koleżanek. W przedszkolu dominowały u mnie samochody i Action Men’y, co dla wszystkich było ogromnym zdziwieniem. Klocki Lego też były ze mną zawsze. Chyba teraz nadrabiam, bo teraz mam fazę na Hello Kitty i podoba mi się różowy kolor, co piętnaście lat temu w ogóle nie wchodziło w grę. Jak mama zakładała mi sukienkę, to byłam wściekła, to nie była dla mnie nagroda, jak dla moich koleżanek. Nie  sprawdzałam też, czy sukienka się kręci, bo to nie był mój klimat. Wolałam dresy lub zwykłe spodnie i tarzać się w błocie.

Dziewczyna, która dorasta w towarzystwie chłopaków, lepiej radzi sobie w życiu? Jest bardziej zaradna, obrotna?

Chyba po czasie mogę powiedzieć, że tak właśnie jest. Nie mam problemów z nawiązywaniu kontaktu z ludźmi. Wydaje mi się, że jeżeli dziewczyna zadaje się z kolegami, to później może z facetami inaczej porozmawiać. Trochę bardziej ich rozumie, potrafi odnaleźć się w ich towarzystwie. Gdy teraz trenuję sporty walki, to przebywam w większości z facetami. Podczas treningu, wyjazdów, na zawodach – wszędzie. Mało tego – oni traktują mnie jak swoją koleżankę. Mam do siebie większy dystans.

Znasz zapach szatni, jak to się często mówi wśród facetów.

Dokładnie. Co ciekawe, nie jestem przez chłopaków dyskryminowana, że jestem babą, która nic nie potrafi. Raczej jestem ich koleżanką, która z nimi trenuje. Jestem, może nie ulubienicą pod względem atrakcyjności jako kobieta, ale na pewno jedną z nich i przez to, że jestem laską, oni traktują mnie na równi ze sobą. Ola trenuje, Ola walczy – Ola jest okej, a nie „baba nic nie potrafi, sporty walki są dla facetów”.

Jesteś ich ziomkiem?

Na pewno – to dobre określenie. Dostaję różne prztyczki, dogryzają mi, ale nie tylko mi – sami sobie też dogadują, taki jest właśnie ten klimat i ważne, żeby się w nim odnaleźć. Należę raczej do osób, które dzielą się swoją opinią, nie mają problemu ze szczerością. Często nazywają mnie bezczelną, ale nie niewychowaną. Bezczelną, w sensie, że zacięta, szczera, pewna siebie.

W sporcie trzeba być bezczelnym – tylko tacy ludzie osiągają sukces. Patrz nasz wspólny znajomy, czyli Maciej Sulęcki. Bezczelny, cham, ale mega w porządku.

No mniej więcej tak też słyszałam już wielokrotnie. A Maćka poznałam na sali, jest bardzo pozytywną osobą.

Obrażasz się?

Zdarza mi się, niestety. Jestem tylko kobietą, a laski lubią walnąć focha.

Ale co, o głupoty się gniewasz?

Nie obrażam się o to, gdy facet ma inne zdanie lub powie coś krytycznego na mój temat, bo może myśleć inaczej i staram się to akceptować, tolerować, przyswajać, analizować. Ale foszki się zdarzają, choć myślę, że jestem w stanie dużo zrozumieć.

Chłopak nie przyjedzie po ciebie po treningu. Istnieje szansa, że zmokną i pokręcą ci się włosy, a ty foch i nie chcesz gadać?

Nie, aż tak to chyba nie. Aczkolwiek takie głupie akcje najczęściej generują potencjalne kłótnie i fochy (śmiech).

Jesteś Zosią-samosią?

Jestem, zdecydowanie. Choć to zależy, czy mam do czynienia z facetem o silnym charakterze, czy o słabym. Każdy może to rozumieć na swój sposób. Niektórzy czują się oburzeni, gdy chce sama wnieść zakupy do mieszkania i jakim cudem kobieta nie potrzebuje pomocy. Zejdzie na dół następnym razem, wyrwie mi z ręki te zakupy i nie będzie pytał o zdanie. Drugi powie, że fajnie, że sobie radzę i nie musi martwić się tym, że Ola nie ogarnie w prostej sytuacji. I jedna, i druga sytuacja mi nie przeszkadza, ale ja jestem strasznie narwana. Niedawno w klubie spadło mi coś i kolega chciał mi to podnieść, ale ja zrobiłam to sama. Był w szoku, że nie potrzebowałam jego pomocy. Byłam szybsza, zrobiłam to z automatu.

Nie potrzebujesz mieć w życiu faceta?

Mam silny, ale trudny charakter. Jestem zdania, że takie osoby najlepiej odnajdują się w towarzystwie jeszcze silniejszych jednostek. Nie wyobrażam sobie być w związku z facetem, w którym to ja dominuję, bo wejdę mu na głowę. Wtedy to on będzie schodził do samochodu i wnosił na czwarte piętro zakupy za każdym razem, przez co w moich oczach będzie tracił na wartości. Czy potrzebuję faceta? Radzę sobie sama, ale faceta jest mieć… fajnie. Każda dziewczyna potrzebuje kogoś, kto będzie. Laska może być wojowniczką i napierdzielać się po twarzy, ale zawsze lubi się przytulić i wygadać. Tak mi się wydaje. Nieważne, czy ma do czynienia na co dzień z malowaniem paznokci, czy treningami na macie lub w oktagonie.

Czyli facet mimo wszystko ma w związku rządzić?

Nie lubię pytań o to, co chcę zjeść i co chcę robić. Zrób mi kanapki z serem i pomidorem i ja je zjem. Chcesz mnie zabrać do kina, to kup bilety i powiedz mi, że idziemy do kina. Nie lubię pytań, czajenia się, badania. Krótka piłka – działamy! „No bo ja nie wiem…”, „No bo pomyślmy…”. Lubię kompromis, ale nie gdy narzuci mi swoją wolę, to ja jestem jak najbardziej za. Gdy już naprawdę mamy do czynienia z sytuacją, że coś kompletnie mi nie pasuje, to wtedy trzeba plany modyfikować. Ale z reguły jestem bardzo ugodowa.

Czyli na faceta zrzucasz obowiązki zabawiania i zajmowania wolnego czasu?

Trochę tak. Facet musi być spontaniczny, musi potrafić mnie zaskoczyć, zająć wolny czas, rozbawić, zaciekawić. Ale chyba każda laska ma podobnie. Powiem szczerze, że niestety ciężko jest mi zaimponować, przez co trudno jest mi znaleźć faceta. Nie ukrywam jednak, że… chciałabym go mieć.

Sporo wiedzy potencjalnym adoratorom właśnie przekazaliśmy. Teraz powinno być zdecydowanie łatwiej.

(śmiech) Zobaczymy.

Twój facet musi być uprawiać sport? Musi być z tego świata? Wszystko rozumieć, akceptować?

Zdecydowanie tak. Wolałabym, żeby mój facet akceptował to, że muszę zważyć swój posiłek i nie mogę sobie pozwolić na golonkę w piwie, tylko kurczaka, ryż i tego typu sprawy. Ktoś ze sportu doskonale to rozumie, wie, jak to działa i nie próbuje tego na siłę zmienić. Niech on je sobie co chce, mi to nie przeszkadza. Gdyby jednak nie był na tyle wyrozumiały i tolerancyjny, że robiłby mi z tego tytułu jakieś problemy, to niedobrze by nam razem było, bo ciągle byśmy się spierali. To nie dotyczy tylko jedzenia, ale tak naprawdę wszystkiego. Ciągłe wyjazdy, kontuzje, dwa treningi dziennie lub wizyty u fizjoterapeuty – to jest sport w całej okazałości. Gdy facet nie rozumiałby tego, że ja zamiast iść do klubu na imprezę muszę się wyspać, bo rano mam trening, to w dłuższej perspektywie z pewnością byśmy się ścierali. Dwa tak różne od siebie światy miałyby problem, żeby znaleźć wspólny mianownik i nić porozumienia.

Tylko ktoś nienormalny robiłby ci z tego tytułu jakiekolwiek problem.

No ale są faceci, którzy nie rozumieją, że ja obiad muszę sobie zrobić w domu sama, a nie mogę łazić za każdym razem po knajpach, bo tak jest fajnie i modnie. Facet uprawiający sporty walki mi imponuje i na pewno musi mieć silny charakter.

Czyli ciągnie cię zatem do złego świata.

Nie ukrywam, że mam słabość do złych chłopców. Nie oznacza to jednak, że szukam chama, który nie będzie mnie szanował. Lubię facetów twardych, stanowczych, ale też takich, którzy będą dla mnie dobrzy.

Teraz czyta to twoja mama albo przyjaciółka i łapie się za głowę.

Nie, aż tak źle pewnie nie jest. Choć pewnie ktoś może sobie tak pomyśleć. Najważniejsze jednak, żebym ja się czuła z tym dobrze. Z autopsji wiem, że twardzi na pozór goście są bardzo wrażliwi i uczuciowi, ale wychodzi to dopiero po pewnym czasie. Ale ja też taka jestem, że pozornie jestem twarda i silna, a nieraz czytam książkę czy oglądam film, wzruszam się i zdarza mi się płakać. Ostatnio poleciała mi łezka podczas kolacji wigilijnej i dzielenia się opłatkiem.

Imponuje ci barman, inżynier, pan pracujący w sklepie lub – nie wiem – taksówkarz? Czy to w ogóle nie twój świat i za takimi gośćmi w ogóle się nie obracasz?

Nie mam nic do takich facetów, absolutnie, ale musi być gdzieś pierwiastek tego sportu. Nie może być zupełne przeciwieństwo, że wizja wspólnej przejażdżki rowerem odstrasza i powoduje, że facet ma problem, aby się zebrać z kanapy. Zajawka musi być podobna – nie da się ukryć. Mój cały świat to sport, więc wolałabym obracać się w środowisku, które znam najlepiej. Dużo wspólnych tematów, znajomi.

Śmiejesz się czasami z problemów swoich koleżanek? Czy rozumiesz dylematy, z których my, faceci, bardzo często mamy niezły ubaw?

Rozumiem laski, jestem kobietą. Stan zauroczenia i emocje, które temu towarzyszą, są mi jak najbardziej znane. Też tak miałam, więc nie słucham zwierzeń koleżanki i nie pukam się w czoło z niedowierzaniem, że jak to ona nie może tego zrozumieć. Wiem jednak też, jak wygląda to z drugiej strony, z perspektywy faceta. Dlatego patrząc na moich kolegów wiem, jak oni się zachowują i co sobie myślą, przez co gdy ja się z kimś spotykam, to również wyobrażam sobie, co teraz powinno się wydarzyć i dlaczego tak się nie dzieje.

Faceci na sali mówią o takich problemach, jak kłótnia z dziewczyną?

Może nie na sali nie, ale już w klubie tak – zdarzają się takie rozmowy.

Chcą znać twoje spojrzenie na dany temat?

Tak, często pytają o radę. Zdarzało się, że dziewczyny moich kumpli były o mnie zazdrosne, mimo że poza relacją czysto przyjacielską nigdy nic nas nie łączyło. Zawsze mówili, że Ola to „ziomek z cyckami”, ale nie wszystkie laski to rozumiały i akceptowały. Faceci mają czasami potrzebę pogadania z dziewczyną, bo ona rozumie te problemy i stara się doradzić coś będąc na co dzień po drugiej stronie.

Po której wtedy jesteś stronie – kolegi czy kobiety?

To zależy. Staram się być obiektywna, choć znam tylko jedna wersję. Próbuję jednak wyobrazić sobie, jak może to wyglądać z drugiej perspektywy.

Z drugiej na pewno wygląda tak samo.

(śmiech) Wiadomo! Wiem, jakie są kobiety. Jesteśmy zazdrośnicami, lubimy plotkować. Chcemy, żeby facet się domyślał o co nam chodzi. Bardzo często odwracamy kota ogonem.

Mamy to, dziękuję za ten fragment!

(śmiech). Ale tak jest, każdy to wie!

Kiedy zazdrość o ciebie lasek twoich kumpli się kończy? Chwila wyjaśnień wystarczy?

Nie zawsze. Kiedyś nawet mój kumpel rozstał się ze swoją dziewczyną. Może nie przeze mnie, ale zazdrość ogólnie była tam problemy i nie byli już razem. Dziewczyna zarzucała mu zdradę i nie wierzyła w to, że nigdy wcześniej nic nas nie łączyło, bo po prostu bardzo długo się znaliśmy i dogadywaliśmy bez problemów na każdy temat. Nigdy nic jednak między nami nie było. Gdy jednak dana kobieta mnie poznała, to wiedziała, że nic z mojej strony jej związkowi nie grozi. Jesteśmy ziomkami – to tyle, a ja trenuję sporty walki i przebywam w ich towarzystwie.

Będziesz miała problem ze znalezieniem faceta przez tych kolegów.

Słyszałam właśnie o tym, że mój facet będzie miał ciężkie życie, bo codziennie będzie musiał się borykać z zazdrością. Dziewczyny lubią o sobie mówić, że znakomicie odnajdują się w środowisku facetów, ale bardzo często są maskotkami w ich towarzystwie. Uśmiechają się, pindrzą i próbują wkupić się w taką ekipę.

Chodzisz na gale sportów walki? Boks, MMA?

Zdarzało mi się kilkukrotnie.

Jak czujesz się w środowisku kobiet, które chodzą na takie wydarzenia? Sztuczne cycki, usta, wysokie szpilki i długie nogi – widzimy pewnie teraz tę samą kobietę przed oczami. To jest twój klimat czy one cię w ogóle nie interesują i patrzysz na nie z pogardą?

Zdarzało mi się spojrzeć kilka razy na takie dziewczyny i powiedzieć, że one to są laski, a ja jestem taka zwykła, przeciętna, normalna. Sama lubię dobrze wyglądać, podobać się, ale nigdy nie zrobię sobie ani ust, ani piersi. Zauważyłam, że faceci uprawiający sporty walki bardzo często interesują się takimi kobietami. To one wzbudzają ich zainteresowanie. Gdybym ja była facetem, to mi by się to nie podobało – moim zdaniem kobieta musi być naturalna. Jeżeli mężczyzna jest z jedną kobietą dłużej, to zazwyczaj to jest normalna, ładna dziewczyna, ale nie wygląda tak, jak ta, o której teraz dyskutujemy. Gdy jest to przelotna znajomość, to coraz częściej tak się zdarza, bo takie kobiet lgną do tego świata i te środowisko im imponuje.

Fajnie jest się z taką laską pokazać na bankiecie.

Dokładnie. Aczkolwiek mam kolegów, którzy za takimi panienkami biegają i w takich gustują. Gdy ktoś podchodzi i pyta mnie o zdanie na ten temat, to mówię, że mi się to nie podoba. Przez to, że trenuję sporty walki, nie mam problemu z wyjściem z domu bez makijażu w wyciągniętym dresie. Trzeba znać swoją wartość i tolerować się takim, jakim się jest.

Często słyszysz, że jesteś chłopczycą?

Tak, zdarzało się. Ale nie ubieram się jak chłopak, bo lubię dobrze wyglądać i czuć się atrakcyjnie. Gdy mówię jednak komuś, że od 18 lat trenuję sporty walki, to niektórzy otwierają oczy ze zdziwienia. Jak to, młoda laska, nieobita buzia, długie blond włosy i sporty walki?

Walczysz z tym?

Nie, jest mi to nawet na rękę. Cieszę się, że jestem niepozorna.

Chłopaków mimo tego odstraszasz.

Chyba tak. Boją się mnie niektórzy faceci, mają większy respekt. Obawiają się, że nie polecę na zwykły komplement i bajerę na ładne oczy. Myślą, że zwykłe, klasyczne słodzenie, może nie zadziałać, bo ja jestem inna niż wszystkie, co oczywiście jest kompletną bzdurą.

 

Rozmawiał Jakub Borowicz

 

FOTO: Paweł Grabowski