Królewscy „zrobili dziecko” Starej Damie

Powtórka z Cardiff na stadionie Juventusu. Mieliśmy lepszą grę Starej Damy przed przerwą, mieliśmy koncert Realu w drugiej połowie, czerwoną kartkę dla turyńczyków oraz zwycięstwo Królewskich różnicą 3 goli. Losy dwumeczu są rozstrzygnięte już po pierwszym spotkaniu. Obrońcy tytułu zagrają w półfinale, nie ma innej opcji.

Podtekstów przed pierwszym gwizdkiem sędziego było co niemiara. Przede wszystkim wspomniany finał poprzedniej edycji Ligi Mistrzów, gdy na Millenium Stadium w Cardiff Królewscy triumfowali 4:1. Oczywiście konfrontacja ta była czymś specjalnym dla Zinedine’a Zidane’a, byłego piłkarza Juve, a także Samiego Khediry i Gonzago Higuaina, którzy w przeszłości zakładali trykot Królewskich. Przede wszystkim jednak to od lat czołowe kluby Starego Kontynentu, więc ich konfrontacja w Turynie siłą rzeczy wzbudzała wiele emocji.

Knockdown w pierwszej rundzie

Ponoć największym dylematem Zinedine Zidane’a przed meczem był wybór: Asensio czy Isco. Francuz postanowił postawić na nieco bardziej doświadczonego z pomocników i już w 3 minucie okazało się, że miał rację. Precyzyjne dogranie z bocznego sektora boiska precyzyjnym strzałem na gola zamienił Cristino Ronaldo. Wiadomo, że statystyka to taka nauka, która mówi, że człowiek i pies mają średnio po trzy nogi, ale w tym przypadku zadziałała bezbłędnie. Portugalczyk w swojej karierze w każdym meczu przeciwko Starej Damie wpisywał się na listę strzelców, podobnie jak w każdym spotkaniu bieżącej edycji Ligi Mistrzów. To, że strzeli, było oczywiste. To, że zrobił to już w 3 minucie gry oszołomiło Juventus.

Powyższa statystyka zrobiła się nieaktualna niespełna godzinę później, ale o tym za chwilę. Turyńczycy zostali posłani na deski, ale szybko z nich powstali i trzeba przyznać, że w pierwszej połowie byli lepszą drużyną niż Real. Gospodarze mogli wyrównać chociażby po strzałach Higuaina i Chielliniego, ale brakowało precyzji przy uderzeniach głową. W środku pola dwoił się i troił Sami Khedira, od którego zaczynała się praktycznie każda akcja zaczepna Juve. Przez kwadrans po zdobyciu gola Królewscy mieli problemy z wyjściem z własnej połowy boiska, naciskani przez rywali wysokim pressingiem. Trzeba jednak podkreślić, że gdyby piłka po uderzeniu dystansu Kroosa poleciała nieco niżej, byłoby 0:2. Futbolówka trafiła jednak w poprzeczkę, a pierwsza połowa zakończyła się minimalnym prowadzeniem Realu. Miejscowi byli jednak dla obrońców tytułu więcej niż równorzędnym rywalem.

Cardiff bis

Sytuacja zmieniła się diametralnie po przerwie. Królewscy zagęścili środek pola i nie pozwalali już miejscowym tak łatwo przedostawać się pod własne pole karne. Sami natomiast odważniej zaatakowali i już kilkadziesiąt sekund po wznowieniu gry przed szansą stanął CR7. Tym razem jeszcze nie trafił, ale kwadrans później zdobył tak fantastyczną bramkę przewrotką, że Allianz Stadium najpierw ucichł, a następnie oklaskiwać gola zaczęli…nawet kibice Juve.

Chwilę później było już po meczu, bo czerwoną kartkę obejrzał Paulo Dybala. Juventus znalazł się w fatalnym położeniu. Massimiliano Allegri próbował jeszcze zmian taktycznych, ale nie odwróciły one losów spotkania, a odsłoniętą Starą Damę skarcił jeszcze Marcelo, który swój rajd zakończył dopiero w bramce Gianluigi Buffona. 40-letni golkiper uchronił w końcówce swój zespół od jeszcze wyższej porażki, podobnie jak poprzeczka, którą obił tym razem Mateo Kovacić. W samej końcówce w stuprocentowej sytuacji przestrzelił jeszcze Cristino Ronaldo, a w ostatniej akcji meczu nadziei swojej ekipie nie przywrócił zmiennik Juve, Cuadrado.

Ostatnia nadzieja sezonu

Po podopiecznych Zinedine Zidane’a widać, że są świadomi faktu, że Liga Mistrzów to dla nich ostatnia w tym sezonie szansa na wywalczenie cennego trofeum. Real specjalnie motywuje się na Champions League, co jak widać skutkuje wyeliminowaniem kolejnego, niesłychanie groźnego rywala. Historia futbolu pamięta różne cuda, ale jeden z nich nie będzie miał miejsca w meczu rewanżowym na Santiago Bernabeu. Początkowo pauza za kartki w tym meczu Sergio Ramosa mogła wydawać się dużym problemem Królewskich, ale z perspektywy końcowego wyniku szkoleniowiec Los Blancos z pewnością cieszy się, że szefa defensywy zabraknie właśnie w tym spotkaniu, prawdopodobnie bez historii. Czy Real może wygrać te rozgrywki po raz trzeci z rzędu? Na razie nie widać powodów, dla których nie byłby w stanie tego osiągnąć.

A Juventus? Będzie mógł się skupić na obronie mistrzostwa Włoch. W Neapolu są tym faktem zapewne niepocieszeni…