Kriezel: “Reprezentacja wskoczyła na wyższy poziom. Przyszłość należy do nas.”

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Tomaszem Kriezelem – reprezentantem Polski w futsalu, zawodnikiem AZS UG Gdańsk.

To prawda, że masz kontuzję?
Prawda, ale to nic poważnego. Naciągnąłem mięsień dwugłowy, to bardzo często zdarza się w naszym sporcie. Na ostatnim zgrupowaniu reprezentacji poczułem ból i w dalszym ciągu trochę mi dokucza.
Dwugłowy, czterogłowy, staw skokowy, kolano – to pewnie najczęstsze urazy.
Zgadza się. Rzadko kiedy zdarza się wstać rano z łożka bez żadnego bólu. Gdy tak jest, to zaczynam się martwić, że coś jest nie tak. Wielu futsalowców ma podobnie. Ból niekoniecznie jest źle postrzegany. Jego brak powoduje niepokój.
Ty jesteś typem zawodnika podatnego na kontuzje?
Nie wiem, trudno stwierdzić. Na pewno parę urazów już za mną. Kilka razy miałem skręconą kostkę, raz nadciągnąłem więzadła w kolanie. Póki co na szczęście obyło się bez poważniejszych kontuzji.
Obserwując piłkarzy bardzo często można zauważyć, że po drobnym z pozoru zderzeniu, zawodnik pauzuje kilka tygodni. U was też tak jest czy z drobnymi uszczerbkami na zdrowiu normalnie trenujecie?
Z drobnym urazem każdy z nas gra. Drużyny w futsalu nie mają tak szerokich kadr, żeby przy lekkiej kontuzji pauzować i odpoczywać od treningów. Gdy dzieje się coś poważnego, ktoś skręci kostkę czy – tak jak już powiedziałem – naciągnie więzadła, to oczywiście jest to wykluczone. Raczej skupiamy się na tym, żeby nic nam nie było. Nie szukamy sobie kontuzji na siłę.
Do jakiego wieku futsalowiec rozwija się? Ty niedługo kończysz 24 lata.
Wydaję mi się, że optymalna forma przypada pomiędzy 26, a 28 rokiem życia. Wtedy zawodnik łączy doświadczenie z optymalnym przygotowaniem fizycznym do grania na wysokim poziomie. Są oczywiście wyjątki, jak kapitan naszej reprezentacji, ale generalnie przedział wiekowy, który przed chwilą wymieniłem, zazwyczaj pozwala futsalowcom wspiąć się na wyżyny. Wtedy osiąga się szczyt.
Ty jesteś młodym zawodnikiem? Bo przygotowując się do wywiadu przeczytałem, że jesteś młodym-zdolnym graczem, przed którym stoi świetlana przyszłość.
Nie jestem już młodym zawodnikiem. Piąty sezon gram już z dorosłymi chłopakami, więc chyba mogę w pełni przekonany powiedzieć, że już trochę doświadczenia mam. Uważam, że maksymalnie do 22 roku życia można nazywać sportowca młodym. Spójrzmy jak jest na zachodzie. Chłopacy mają po 18 lat i już próbują swoich sił z najlepszymi. Często udaje im się przebijać do dorosłych zespołów i w nich odnosić sukcesy. Wiecznie chłopak młody nie będzie, bez przesady.
Kto zatem “przedłuża” tę waszą młodość? Kibice czy trenerzy traktują was przez bardzo długi czas ulgowo?
Wydaję mi się, że to wynika z systemu szkolenia. Bardzo rzadko w Polsce daje się szanse młodym chłopakom. Za granicą nikt nie ma problemu, żeby 18-letniego mężczyzna już, bo w tym wieku mówimy już o mężczyźnie, grał w dorosłym zespole. Przyjęło się stawiać na piłkarzy starszych i bardziej doświadczonych. Nie wiem czy to dobrze. Któryś z zawodników ma 22 lata, czyli już kończy okres tej sportowej “młodości”, ale w dalszym ciągu jest bardzo mało doświadczony.
Na zachodzie stawia się na piłkarzy młodych czy na wychowanków?
Na piłkarzy młodych, choć wychowanków naturalnie również nie brakuje w klubach. Mam wrażenie, że za granicą klubom bardzo zależy na ściągnięciu młodego zawodnika. Nie seniora, który wyróżnia się. Młodego, zdolnego, przed którym dopiero rysuje się kariera. To nie tylko w futsalu. Spójrzmy na piłkę nożną. Krystian Bielik. Czy wyróżniał się w seniorskim futbolu? No nie. Dostrzeżono w nim w jednak potencjał na wielkie granie. Zainwestowano. Kto wie, być może nic z niego nie będzie. Dano mu jednak szansę i teraz szkoli się go w określony sposób, by mógł kiedyś zaistnieć. U nas tak nie jest niestety.
Kogo wybierze polski trener mając do wyboru 19-letniego chłopaka i 28-letniego ułożonego zawodnika?
To zależy od trenera. Nie ma reguły. Niektórzy wolą dać szansę młodemu, który dzięki werwie i chęciom zagra z polotem, drugi woli ułożonego zawodnika, który nie popsuje zagrania, ale może się też niczym szczególnym nie wyróżnić.
Ty w bardzo młodym wieku debiutowałeś w Ekstraklasie, prawda?
Tak. Miałem wtedy 17 lat.
A w sezonie 2013/2014 na ligowych parkietach pojawiałeś się już osiemnastokrotnie. To nie za szybko?
Moim zdaniem to bardzo dobry wiek, żeby wprowadzić się do piłki seniorskiej. Na całe szczęście na mojej drodze pojawił się już wtedy bardzo dobry trener, czyli Tomasz Aftański, który bardzo umiejętnie wprowadzał mnie do dorosłego futsalu. Spokojnie, stopniowo, bez zbędnego pośpiechu.
Czy w Chojnicach, czyli w twoim pierwszym dorosłym klubie, była szansa, żeby rozwinąć się i wypłynąć na szersze wody czy konieczny był transfer do lepszego klubu z większego miasta?
Na pewno była szansa, żeby się rozwijać, ale większe miasto stwarza więcej perspektyw. Łatwiej jest się wypromować i pokazać szerszej publiczności. Dobrze dla mojej kariery stało się, że dziś mieszkam i gram w Gdańsku.
W ogóle z tym twoim transferem z Chojnic do Gdańska było sporo zamieszania. Red Devils wydali na sam koniec oświadczenie w tej sprawie. Przyznam szczerze, że dłuższego tego typu pisma nigdy w życiu nie czytałem.

To prawda, było sporo zamieszania. Ciężki temat, żeby to wszystko wyjaśnić.
Spróbuj.
Klub zażyczył sobie spory ekwiwalent za to, żebym zmienił klub na AZS UG Gdańsk.
Co ważne – chodzi o 20 tysięcy złotych.
Dokładnie. To w realiach futsalowych sporo pieniędzy. Później w grę wchodziła mniejsza kwota, która została przez klub z Chojnic zaakceptowana, po czym jednak chciano tych wcześniej wspomnianych 20 tysięcy. Mi zwrot w negocjacjach nie odpowiadał, bo byłem już dogadany z klubem i podjąłem decyzję, że chcę się przenieść do Gdańska.
Podobno klub z Chojnic nie płacił na czas.
Dokładnie. Klub miał w poprzednich sezonach swoje problemy.
A ty – nie bójmy się tego powiedzieć – chciałeś, żeby finanse się zgadzały. W Gdańsku można było na to liczyć.
Dokładnie. W Chojnicach nie było kolorowo. Cały czas wmawiano nam, że będzie dobrze i wszystko się ułoży. Problemy finansowe rzekomo miały być już  tylko przeszłością. Nie chciałem w tym jednak uczestniczyć, bo nie wierzyłem w to.
Ktoś czytając te oświadczenie mógłby stwierdzić, że to Red Devils zachował się w porządku, a AZS UG Gdańsk chciał skłócić ciebie z byłym klubem.
Widzisz – oni tacy już są. Zawsze odwracali kota ogonem. Tak samo było, gdy panowało takie przeświadczenie, jakoby w Chojnicach działo się bardzo dobrze w futsalu, a ja nie wiedząc czemu po prostu postanowiłem odejść z klubu. Tak naprawdę jeżeli ktoś znał te środowisko, to wiedział jak było. Jakie były realia i jak wyglądał ten “ład” klubowy.
Czy piłkarze w futsalu, ci, którzy grają w reprezentacji Polski i występują w Ekstraklasie, zarabiają pieniądze?
Tak, ale większość chłopaków dodatkowo pracuje. Ja mieszkam tylko z dziewczyną, więc mógłbym się ze sportu utrzymać. Gdy jednak niektórzy zawodnicy mają rodziny, to muszą jeszcze dodatkowo pracować, by dorobić sobie trochę pieniędzy. Póki co to nie jest tak dochodowy sport, z którego w pełni można się utrzymywać. Może pojedyncze osoby mają tak wysokie kontrakty, żeby nic poza uprawianiem sportu już nie robić.
Biorąc pod uwagę, że mieszkasz w Gdańsku, czyli w mieście, gdzie życie trochę kosztuje, to chyba nie najgorzej zarabiasz. Powiedziałeś, że ze swoją dziewczyną dalibyście radę się utrzymać.
Dalibyśmy radę się utrzymać, ale już nie dałoby rady odłożyć żadnych pieniędzy. Moja dziewczyna studiuje i pracuje, ja też poza futsalem dorabiam sobie. Większość tak robi.

12

Komentarze