Kręta droga powrotna na szczyt…

Agnieszka Radwańska przegrała z Włoszką Camilą Giorgi w ćwierćfinale turnieju w Sydney i jest już w drodze do Melbourne. Tam w nocy z niedzieli na poniedziałek rozpocznie się pierwszy w tym sezonie turniej wielkoszlemowy. Drabinka została już rozlosowana i mówiąc krótko – los nie był dla naszej tenisistki zbyt łaskawy.

Pierwsze koty…

– Powrót do czołówki jest naszym celem, ale nie będzie łatwy. Agnieszka miała w poprzednim sezonie sporo kontuzji, a teraz w związku z tym dużo zaległości. Poza tym nie ma już organizmu nastolatki. Osiągnięcie optymalnej dyspozycji zajmie trochę czasu – powtarza w wywiadach trener, a prywatnie mąż tenisistki, Dawid Celt.

Przed Australian Open Agnieszka wzięła udział w dwóch imprezach, w Auckland i Sydney. Rozegrała łącznie sześć spotkań, z czego cztery wygrała, z obu turniejów odpadła w ćwierćfinałach. Sęk w tym, że porażki odniosła z nisko notowanymi rywalkami (Vickery 105 w rankingu WTA, Giorgi 100) i były one bardzo dotkliwe (odpowiednio 2:6, 2:6 oraz 1:6, 2:6). Nie wróży to absolutnie nic dobrego przed pierwszą z najważniejszych imprez sezonu. Isia w swojej optymalnej formie zawsze imponowała grą w defensywie, dzięki czemu mogła rywalizować z silniejszymi, lepiej przygotowanymi pod względem fizycznym tenisistkami. Teraz póki co gra obronna szwankuje, brakuje mocy i szybkości, a bez tego trudno też o piękne, techniczne uderzenia, z których także słynie Radwańska. Do rozpoczęcia zawodów w Melbourne pozostało jeszcze kilka dni, ale gołym okiem widać, że to zbyt mało czasu, żeby zasadniczo poprawić grę .

Mogło być lepiej. Dużo lepiej…

Tym bardziej, że los nie rozpieszczał Agnieszki podczas układania drabinki turniejowej. Radwańska jest co prawda zawodniczką rozstawioną, ale zaledwie z numerem 26. W pierwszej rundzie jej rywalką będzie Czeszka Kristyna Pliskova, siostra aktualnej „szóstki” rankingu WTA, Karoliny. Co prawda Isia trafiła na słabszą z bliźniaczek, ale ta również preferuje siłowy styl gry, czyli taki, który wybitnie nie leży naszej reprezentantce. Jeśli udałoby się wyeliminować zawodniczkę numer 62 światowych list, wcale nie będzie łatwiej.

Agnieszka Radwańska póki co formą nie błyszczy, o szczęściu w losowaniu Australian Open też mówić nie można…

W następnej rundzie przeciwniczką Polki może być Ukrainka Lesia Tsurenko (42 WTA) lub 20-letnia Rosjanka Natalia Vikhlyantseva (56 WTA), a w kolejnej – turniejowa „trójka” i jedna z faworytek całej imprezy – Hiszpanka Garbine Muguruza. Dalej doprawdy nie ma co analizować, bo dotarcie do najlepszej szesnastki w obecnej formie byłoby wielkim sukcesem Radwańskiej. Praktycznie wszystkie z wymienionych zawodniczek, może oprócz Ukrainki, preferują fizyczny, siłowy tenis, któremu zawsze trudno było się przeciwstawić Agnieszce. No i są to tenisistki wyższej klasy niż Vickery i Giorgi, z którymi Polka w ostatnich dniach na dobre nawet nie podjęła walki…

Może Linette? Na pewno Kubot!

Nasza druga najlepsza tenisistka, Magda Linette na losowanie nie może chyba narzekać, zresztą dla niej każdy wygrany mecz będzie sukcesem oraz szansą na poprawienie notowań rankingowych. 25-latka wylosowała przeciwniczkę podobnej klasy, Amerykankę Jennifer Brady ( WTA 65, Polka – 72).  Gdyby udało się zwyciężyć, w kolejnej rundzie czekać będzie 20-letnia Rosjanka Daria Kasatkina albo kwalifikanta. Od zwycięstwa eliminacje do turnieju głównego rozpoczęła Magdalena Fręch. W drugiej rundzie trzystopniowych kwalifikacji 20-latka z Lodzi zmierzy się z mistrzynią juniorskiego Wimbledonu z 2015 roku, Rosjanką Sofią Żuk. Na kortach w Melbourne nie zobaczymy natomiast Huberta Hurkacza, który odpadł już z rywalizacji. W turnieju singlowym nie zobaczymy więc żadnego Polaka, ponieważ Jerzy Janowicz dopiero dochodzi do pełni formy po kontuzji i w ogóle nie wybrał się na Antypody.

W Australian Open trzymamy kciuki za parę Łukasz Kubot – Marcelo Melo

Nie rozlosowano jeszcze turnieju deblowego, ale jedno jest pewne – Łukasz Kubot wraz z Brazylijczykiem Marcelo Melo będą podczas Australia Open rozstawieni z numerem jeden i będą faworytami rywalizacji. Zwycięscy ubiegłorocznego Wimbledonu nie oglądają się więc na rywali, to raczej przeciwnicy mają nadzieję, że w drabince turniejowej jak najpóźniej wpadną na parę polsko-brazylijską. Cel 36-letniego tenisisty z Lublina i jego partnera deblowego to wygranie turnieju. Ambitnie, ale też bardzo realnie!

*