Koszykarski szlagier? #nikogo …

W sezonie 2012/2013 o koszykarskich derbach Trójmiasta mówiło się w całej Polsce. Podczas spotkania Trefla Sopot z Asseco Gdynia w Ergo Arenie ustanowiono niepoprawiony do dnia dzisiejszego rekord jeśli chodzi o frekwencję na meczu ligowym w halowej dyscyplinie zespołowej w Polsce. Wówczas na trybunach zasiadło 10 152 tysiące widzów. Poniedziałkowe, 30. derby Trójmiasta można z grubsza oznaczyć hasztagiem #nikogo…

 

Z tym #nikogo mimo wszystko może nieco przesadzam, gdyż mecz w hali w Gdyni wciąż obejrzało nieco ponad 2,5 tysiąca osób, ale nie ulega wątpliwości, że rywalizacja, która nie tak dawno jeszcze elektryzowała dużą część kraju, której transmisję można było obejrzeć na popularnych, sportowych kanałach telewizyjnych, a wynik końcowy podawały wszystkie poważne media w kraju, została sprowadzona do rangi co najwyżej wydarzenia lokalnego. Prawdopodobnie jeśli czytasz te słowa, to głównie z powodu atrakcyjnego zdjęcia tytułowego. Jak do tego doszło?

Podczas derbów Trójmiasta jako jedyne od lat poziom trzymają cheerleaderki. Niestety, wychodzi na to, że tylko one… / fot. PressFocus

Nie byłoby oczywiście derbów Trójmiasta, gdyby nie rozpad Prokomu Trefla Sopot. Klub, wspierany przez Ryszarda Krauze i Kazimierza Wierzbickiego, właścicieli firm-sponsorów tytularnych, w nadmorskim kurorcie zbudowali na przełomie wieków drużynę, która w krótkim czasie, na ponad dekadę zawłaszczyła sobie rozgrywki Polskiej Ligi Koszykówki, jednocześnie bardzo dobrze radząc sobie także na arenie międzynarodowej, czyli w Eurolidze. W Trójmieście można było wówczas obejrzeć basket na porządnym, europejskim poziomie, a w sopockiej Hali Stulecia, w lokalnym zespole, występowali naprawdę solidnej klasy zawodnicy, często z sukcesami w skali Starego Kontynentu. To były naprawdę złote czasy dla naszej ligi.

Kiedy rozeszły się drogi Krauzego i Wierzbickiego, rozpoczęły się niepozbawione wysokiej temperatury mecze derbowe: Sopot kontra Gdynia. Obie drużyny, działając już osobno, były w stanie zbudować na tyle wysokie budżety, żeby wciąż rozdawać karty w lidze. Firma Prokom, wsparta finansowo przez informatycznego giganta, Asseco, zdobyła trzy kolejne tytuły mistrzowskie. We wspomnianym na wstępie sezonie ich rywalem w walce o złoto byli właśnie sopocianie, a rekordowy mecz stanowił chyba apogeum zainteresowania koszykówką w kraju. Był popyt, była podaż. Od tamtego momentu jednak nastąpił gwałtowny zjazd, który trwa do dziś. Kryzys zarówno w Gdyni jak i w Sopocie spowodowany był jednak czym innym, chociaż oczywistym jest, że w takich przypadkach musi chodzić tylko i wyłącznie o pieniądze.

Derby Trójmiasta to, bez względu na poziom rywalizacji, zawsze walka do upadłego/ fot. PressFocus

W Gdyni z finansowania sportu wycofał się Ryszard Krauze. Wcześniej bez jego wsparcia upadł fantastyczny turniej tenisowy na kortach SKT Sopot, następnie w tarapaty popadła też ukochana koszykówka. Asseco z absolutnego hegemona stało się średniakiem, którego celem stał się awans do fazy play off, bez realnych szans na medal. Podobnie stało się z drużyną z Sopotu, z tym, że Kazimierz Wierzbicki po prostu, w oparciu o inne marki, postanowił poszerzyć sportową rodzinę Trefla o siatkówkę męską i kobiecą. W tym drugim przypadku z wielkim, w pierwszym – powiedzmy, że średnim powodzeniem. Niemniej pieniędzy przeznaczonych dla koszykarzy automatycznie zrobiło się mniej, bo firma matka nagle miała troje, a nie jedno dziecko na utrzymaniu. Do tego jeszcze doszła polityka, o której nie będziemy tu już pisać. Niemniej, to co jeszcze 5 lat temu było starciem dwóch najlepszych drużyn PLK, w poniedziałek było spotkaniem 6 i 8 drużyny w tabeli. Drużyn, które za cel na ten sezon wzięły sobie awans do najlepszej ósemki.

Wszystko to zbiegło się w czasie ze spadkiem poziomu naszej ligi. Jeszcze kilka, kilkanaście lat temu po krajowych parkietach biegali tacy koszykarze jak Goran Jagodnik, Joe McNull, Tomas Pacesas, Qyntel Woods czy nawet Donatas Motiejunas, dla którego Polska była odskocznią do NBA, o najlepszych krajowych zawodnikach ze świętej pamięci Adamem Wójcikiem na czele nie wspominając. Dziś czołowi reprezentanci czym prędzej wyjeżdżają za granicę, a PLK stała się przechowalnią drugiego i trzeciego sortu zawodników z Bałkanów czy zza wschodniej granicy oraz Amerykanów po collegach, którzy albo dopiero co zaczynają swoją karierę, albo ich poziom sportowy nie pozwala im podskoczyć wyżej.

30. derby Trójmiasta: Asseco – Trefl odbyły się w poniedziałek, 4 grudnia 2017 roku/ fot. PressFocus

Poziom spadł drastycznie, a co za tym idzie, także zainteresowanie sponsorów, mediów i kibiców. Basket w krajowym wydaniu leci na łeb na szyję. A nie zapominajmy, że to wciąż najpopularniejsza drużynowa dyscyplina halowa na świecie!

– Nie oszukujmy się, od 5-6 lat to wszystko pikuje pionowo w dół. Może najwyższy czas, żeby to wszystko się odwróciło i wróciło na właściwe tory. Cieszę się, że ta tendencja nastała bliżej ku schyłkowi mojej przygody z koszykówką, a nie gdzieś tam w połowie – przyznał szczerze w przedsezonowej rozmowie z Łączy nas pasja Filip Dylewicz, zawodnik, który niedawno rozegrał jubileuszowy, 600 mecz w krajowych rozgrywkach ligowych, a w derbach, które są punktem wyjścia dla tych rozważań zdobył 15 punktów.

W międzyczasie stolica polskiej, męskiej koszykówki przeniosła się z północy kraju na jego zachód, w ostatnich pięciu sezonach tytuł mistrzowski czterokrotnie trafił do Zielonej Góry, a raz do Zgorzelca. Czy to oznacza, że Trójmiasto przestało się interesować koszykówką? Liczba zawodników biorących udział we wszelkiego rodzaju rozgrywkach, turniejach i ligach amatorskich wydaje się temu przeczyć. Latem imprezy streetballowe są oblegane. Tylko tej gry na najwyższym, nawet w skali kraju, poziomie, niestety brak.

Aha. 30. derby Trójmiasta wygrał Trefl Sopot, który mimo 16 punktów straty w trzeciej kwarcie zdołał zwyciężyć 81:78 po rzucie zza łuku oddanym wraz z ostatnią syreną. Poziom spotkania? Średni. Poziom emocji? Bardzo wysoki. No ale to #nikogo…

 

Typuj wyniki
na
LV BET zakłady bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez ministra finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem.

Komentarze