Koszmarny debiut Stępińskiego! Piątek uratował słaby Milan

Milan ciągle nie działa. Nadal się męczy. Transport piłek w kierunku Krzysztofa Piątka niezmiennie przypomina drogę przez mękę. Ale najważniejsza informacja wieczoru jest inna: polski „bomber” wreszcie się przełamał. Wprawdzie tylko z karnego, ale i tak - kamień z serca!

Niedzielne starcie Hellas Verona z AC Milan zapowiadano jako „derby polacco”. Po przeciwnych stronach, na szpicy obu zespołów, znaleźli się Krzysztof Piątek i debiutujący w Hellasie Mariusz Stępiński. Nie mamy pewności, jakie zdanie będą mieć niebawem o Polakach w pięknej Weronie, ale jeśli najgorsze, to wiemy przez kogo. Obaj – i dziś Stępiński, i Paweł Dawidowicz na inaugurację rozgrywek, przywitali się z Serie A w ten sam sposób. Dawidowicz wyleciał z boiska już w 13. minucie, gdy dał się wyprzedzić Riccardo Orsoliniemu, po czym ratował się wejściem w jego nogi. Dziś Stępiński wytrzymał na placu tylko o osiem minut dłużej. Arbiter długo konsultował swoją decyzję, ale ostatecznie podjął tę najbardziej surową – pokazał czerwoną kartkę za niebezpieczne wejście nogą w okolice głowy rywala. Sytuacyjne, nie złośliwe, ale całkowicie niefortunne.

Milan, grając przez 70 minut w przewadze, wydawał się zdecydowanym faworytem, ale udokumentowanie przewagi optycznej i liczebnej szło mu jak po grudzie. W pierwszej połowie goście nie oddali ani jednego celnego strzału. Jak wyliczyli statystycy, Krzysztof Piątek miał kontakt z piłką zaledwie 12 razy. Nijak nie zagroził bramce Hellasu – do tego nie potrzeba już dokładnych szacunków.

Spokój, kreatywność w ofensywie to dziś oksymoron – w połączeniu z drużyną Milanu. Jak napisaliśmy na wstępie, transport piłek, by obsłużyć sensownym podaniem Polaka, zupełnie nie działał. Milan napierał, jednak przełamać szczelnie broniący się zespół z Werony udało się dopiero dzięki rzutowi karnemu. W 68. minucie Krzysztof Piątek wykorzystał jedenastkę. Długo musiał na nią czekać, sędzia nie pozwalał od razu wykonać tej próby, ale Polak wytrzymał wojnę nerwów.

https://twitter.com/Polsport/status/1173332086528327681?s=20

Kilka minut przed końcem arbiter pozbawił Piątka – niemniej wydaje się, że słusznie – drugiego trafienia, tym razem z gry. Bramkarz Silvestri wypuścił piłkę z rąk. Napastnik Milanu dopadł do niej, jak przystało na wytrawnego snajpera, który czuje takie sytuacje. Wcisnął futbolówkę do siatki, jednak po długiej konsultacji VAR, sędzia doszedł do wniosku, że wypchnął tę piłkę golkiperowi z rąk.

Na przełamanie Piatka z gry, przywracające mu w zupełności pewność snajpera, wciąż więc musimy poczekać. Choć z drugiej strony, oceniając to całkiem powierzchownie, nie wyglądał dziś na zawodnika, któremu mentalnie czegoś brakuje. Przestawiał na boisku kolegów, wchodził w twarde pojedynki, uciszał niedowiarków pozytywnie bezczelnymi gestami.

Coś drgnęło. Jest gol, są punkty, choć jesteśmy zdania, że trener Giampaolo nie łapie dziś bynajmniej drugiego oddechu. Jego Milan wciąż jest jednym wielkim znakiem zapytania. Placem budowy, z którego niekoniecznie musi finalnie wyjść coś kształtnego.

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem