Kontrola Realu. Pewnie, choć bez pewności

Zdecydowanie lepszy atak, a później bardzo szczelna obrona - Real Madryt w pierwszym spotkaniu pokonał Liverpool 3:1. Trudno tego zwycięstwa nie nazwać zasłużonym, choć nie daje ono pewności awansu przed rewanżem.

Ramos, Varane, Carvajal – z tych trzech podstawowych obrońców Realu Madryt nie mógł skorzystać Zinedine Zidane, a mimo to defensywa „Królewskich” imponowała w meczu z Liverpoolem tak, jak atak stołecznego klubu. Liverpool w pierwszej połowie nie stworzył sobie ani jednej sytuacji, w drugiej – mimo oddania inicjatywy zespołowi The Reds i skupieniu się głównie na kontratakach – mimo optycznej przewagi nie zdołał zagrozić brame Courtois.

Jeden gol, a jednocześnie zaledwie jeden celny strzał – to dużo mówi o Liverpoolu w kontekście spotkania w Hiszpanii, jak i dwumeczu.

Pierwszego starcia, bo Real górował w każdym elemencie. Miał fenomenalnego Toniego Kroosa w środku pola, z genialną statystyką 91% celnych podań, ale też fenomenalnymi (nomen omen) krosami w pierwszej połowie, które dały bramki Viniciusa oraz Asensio. Dwumeczu, bo mimo trzech bramek „Królewskich”, gol Salaha daje nadzieje kibicom z Anfield w rewanżu. Nie jakieś duże, ale jednak – jakieś. Większe aniżeli wskazywałby na to przebieg tego spotkania.

Liverpool w swoich szeregach posiadał indywidualności potrafiące robić przewagę – a jednocześnie momentów, w których taka sytuacja miała miejsce, było jak na lekarstwo. Zbyt bezpieczne i często złe decyzje Sadio Mane, za duża niedokładność (mimo asysty) Joty, niezbyt widoczny (mimo bramki) Salah – to nie mogło przynieść zwycięstwa drużynie gości. Być może gdybyśmy widzieli więcej takich akcji, jak Wijnalduma tuż przed strzeleniem bramki, kiedy to Holender napędził atak i doprowadził do liczebności czterech na pięciu (nie licząc bramkarza) w trzeciej tercji?

Można gdybać o decyzjach arbitra, który mylił się w obie strony (karny na Benzemie, ale też faul na Mane przed drugą bramką Realu). Trzeba jednak oddać Realowi co królewskie: w tym spotkaniu dominował i wykorzystywał niejednokrotnie słabość defensywy zespołu Kloppa. Gospodarze byli konkretni. Przewagę potrafił robić wyciągając nieco Liverpool z obrony, a później zagrywając takie ciasteczka jak te Kroosa. Na kontrataki nastawił się zaś zespół Zidane’a w drugiej połowie, co w zasadzie powinno przynieść nie tylko trzecią, ale też czwartą bramkę. Po beznadziejnym rożnym gości dwa-trzy podania wystarczyły, by kontratakować w zasadzie dwa na jeden (drugi Thiago nie nadążył przy powrocie). Asensio jednak zepsuł ostatnie podanie, a Alexander-Arnold być może uratował tym samym szanse Liverpoolu w tym dwumeczu.

Real Madryt – Liverpool FC 3:1 
Bramki: Vinicius Jr. 2, Asensio – Salah

Piłkarz meczu: Toni Kroos
Najgorszy na placu: Nathaniel Phillips
To było dobre: prostopadłe krosy Kroosa
Nigdy więcej: takich oporów sędziego Brycha przed korzystaniem z VAR-u

Bonus do 1500PLN na start
LV BET Zakłady Bukmacherskie posiada zezwolenie urządzania zakładów wzajemnych wydane przez Ministra Finansów. Udział w nielegalnych grach hazardowych może stanowić naruszenie przepisów. Hazard związany jest z ryzykiem